Ballada o dwóch siostrach - analiza i interpretacja
„Ballada o dwóch siostrach” składa się z krótkich czterowersowych strof, przedzielanych dwuwersowym refrenem („hej nonny no, haj nonny ho” z powtórzeniem ostatniego wersu poprzedniej strofy). Wersy mają różną ilość sylab (od 7-9), ale są na tyle rytmiczne, że tworzą wrażenie śpiewanej ballady karczemnej. Rymy są regularne, w zwrotkach w układzie krzyżowym (w refrenie brak rymu) i w większości są dokładne.
Język jest prosty, momentami potoczny, stylizowany na ludowe opowiadanie przy muzyce i piwie. Refren nie wnosi nic do fabuły, ale pełni funkcję muzyczną: spaja całość, nadaje rytm, wprowadza nastrój „śpiewanej” historii. Konstrukcja z opowiedzianą historią, dialogiem, puentą i refrenem typowo realizuje gatunek ballady: krótkiego, nastrojowego utworu z rozwijającą się akcją.
Na poziomie treści wiersz rozpoczyna zdanie jak z baśni: „Były dwie siostry: Noc i Śmierć…”. Czytelnik od razu wkracza w świat magii, która wydaje się jak najbardziej namacalna. Akcja rozgrywa się w gospodzie, w której siostry Noc i Śmierć pracują jako szynkareczki. Pewnego razu obsługują wędrowca. Najpierw podbiega Noc i nalewa mu „zacny kordiał”, potem pojawia się Śmierć z jeszcze zacniejszym kordiałem. Po jego wypiciu wędrowiec „już nie wstaje”. Trunek wprowadza wędrowca w stan zapomnienia, aż upaja go całkowicie. Okazuje się, że człowiek naturalnie przechodzi od snu do śmierci, a granica między nimi bywa złudnie cienka.
Historia jest zatem prosta, ale symboliczna. Noc to siostra, która tylko usypia, a Śmierć to ta, po której nadejściu już nie ma odwrotu. Ballada pokazuje, że człowiek nie odróżnia nocy od śmierci, która omamiła go ładniejszymi kolczykami, usypiając czujność.
W zakończeniu narrator ujawnia się jako ktoś, kto tę balladę usłyszał „gdzieś indziej” (w irlandzkiej gospodzie) i teraz powtarza ją „Krakowowi”. Ten chwyt ramowy podkreśla uniwersalność opowieści: śmierć, sen, przemijanie są doświadczeniem wspólnym bez względu na miejsce i czas.
Lekkość refrenu („hej nonny no”) kontrastuje z powagą tematu, co w przypadku Gałczyńskiego nie dziwi. Śmierć i mrok podane są jak przyśpiewka. Nastrój jest więc jednocześnie ludyczny i mroczny, ale także śmieszno-straszny.
