Na początek chyba dobrze będzie określić czym dla Seneki jest szczęście, szczęśliwe życie - wychodzę, bowiem  z założenia, że owi nieszczęśliwi to ci, którzy takiego życia nie wiodą, kim więc są, kogo możemy nazwać nieszczęśliwym?

Dla stoików, do których należał również autor omawianego cytatu, szczęście było najwyższym celem i dobrem a jedyną drogą do niego jest cnota - wystarczająca do szczęścia, możliwa do wyuczenia się, dobro, którego się nie traci, w koncepcji stoickiej identyczna z doskonałym rozumem. Nauczali, że prawdziwe źródło szczęścia jest w samym człowieku, należy więc, by je osiągnąć, wystrzegać się dóbr zewnętrznych, przyjemności, zminimalizować potrzeby.

Seneka pisze, że „na cnocie polega prawdziwe szczęście”, „żyć szczęśliwie to znaczy to samo, co żyć zgodnie z naturą” („De vita beata” VIII i XVI) a więc zgodnie z rozumieniem Seneki „żyć w bogu”: Jakiej rady udzieli ci cnota? Tej (...), abyś, o ile to możliwe, kształtował siebie na podobieństwo boga” (“De vita beata” XVI).

Możemy zatem się domyślać, że  człowiek nieszczęśliwy to ten, który nie żyje cnotliwie, nie posiadł więc doskonałego rozumu, nie jest też podobny bogu.

Przy czym  człowiek nieszczęśliwy sam jest winny swemu nieszczęściu - Seneka kładzie nacisk na to, że sami możemy dojść do szczęścia, „kształtować się”, wyuczyć się cnoty, która do niego prowadzi .Nie jest to rozumienie szczęścia jako fortuny, daru losu, niezależnego od nas,  tak jak dziś potocznie się o szczęściu mówi.

Z wielkim prawdopodobieństwem możemy też w kontekście nauki Seneki o człowieku nieszczęśliwym powiedzieć, że ceni dobra zewnętrzne, poszukuje w życiu przyjemności, nie ogranicza swych potrzeb, „wyrzeka się duszy a służy ciału”- a wszystko to przedkłada nad pracę nad swoim rozumem, rozwijaniem cnoty w sobie, we wnętrzu, gdzie znajduje się jej źródło: „nieszczęśliwy jest ten, kto nigdy nie doznał nieszczęść i cierpienia - mówi Seneka - ponieważ nie miał okazji doświadczyć i poznać własnej siły”. Mamy tu znowu podkreślenie możliwości drzemiących w człowieku oraz woli, która może je wyzwolić, ale też dookreślenie tego, o czym „chętnie słuchają” nieszczęśliwi: pojęcia nieszczęść.

Zaskakujące, że jak wynika z poprzedniego cytatu to właśnie owe nieszczęścia i cierpienie są potrzebne do tego, by stać się szczęśliwym. Aby tak się stało musimy poznać i doświadczyć własnej siły, zmierzyć się z przeciwnościami. Jednocześnie mamy żyć w bogu, którego według Seneki człowiek przewyższa, ponieważ bóg z natury nie jest poddawany cierpieniom i nie musi mierzyć się z przeciwnościami…?

Obraz człowieka nieszczęśliwego dopełnia więc nam jeszcze brak samoświadomości, wiedzy o własnej sile, o sobie samym, jest to człowiek, którego poznanie jest ograniczone - poznanie świata  a przez to poznanie samego siebie, człowiek, który nigdy nie toczył walki z przeciwnościami, nie zmierzył się z życiem jako całością- zasmakował jedynie przyjemności.

Zastanawiające jest dla mnie to, czy więc rzeczywiście mamy wpływ na osiągnięcie szczęścia poprzez zaznanie nieszczęść? Przecież sam człowiek nie jest w stanie zesłać na siebie cierpienia, może jedynie stawić mu czoła a co gdyby wziąć teoretyczną sytuację, kiedy żadne cierpienie nie jest nam dane? Wtedy człowiek nie ma z czym podjąć walki…

Ale może jednak chodzi Senece o nieuchylanie się od „złego” (choć czy może być złem to, co prowadzi do cnoty i szczęścia?), które napotykamy, niewracanie się ze ścieżki, która okazuje się tak trudna do przejścia, ale walkę z tymi trudnościami.

Powróćmy więc do interpretacji całego zdania: „Nieszczęśliwi chętnie słuchają o swoich nieszczęściach”. Ci więc, którzy nie zdają sobie sprawy z własnej siły, lub też nie chcą mierzyć się z przeciwnościami, cierpieniem, chętnie o nich słuchają. Być może tropem jest tu bierna postawa nieszczęśników, którzy nie podejmują walki, poznają nieszczęście jedynie słuchając o nim, nie empirycznie, nie dotykają go. Jest jeszcze kwestia tego, kto mówi im o tym nieszczęściu. Czy są nimi ludzie, z którymi nieszczęśliwi dzielą się wrażeniem nieszczęścia, którzy pocieszają ich, lamentują nad tym, co się wydarzyło? Może nieszczęśliwy człowiek  zyskuje w swoim mniemaniu dzięki temu namiastkę cnoty jaką jest odwaga, nieugiętość? Gdy otoczenie rozprawia o jego nieszczęściu, już czuje się „bohaterem”, podczas, gdy zamiast mierzyć się z nim, tylko je dostrzega i samo to, że spotkało go ono napawa go dumą, łechce, a ponieważ jest człowiekiem skupiającym się na sprawach zewnętrznych, mówienie głośno na jego temat w pełni go zadowala.

Być może podpowiedzią w zrozumieniu  tej sentencji mogłoby być twierdzenie stoików, że szczęścia mamy szukać w sobie. A ów nieszczęśnik  chce szukać go na zewnątrz, u ludzi, szuka go jakby w swoim odbiciu a nie w swoim wnętrzu.

W odniesieniu do teraźniejszości i moich doświadczeń, zdanie to rozumiem jeszcze nieco inaczej. Pierwsze skojarzenie odwołuje się do kontekstu  terapii w sensie psychologicznym. Osoby korzystające z pomocy psychologa maja potrzebę opowiadania o swoich nieszczęściach, wypowiedzenia pewnych rzeczy na głos, tak, że sami się słyszą a więc z jednej strony mówią o nieszczęściach, jednocześnie słuchając o nich. Takie spotkania nie mają bowiem  znamion dyskusji a raczej monologu pacjenta  kierowanego przez pytania psychologa.

Inna interpretacja odnosi się do bardziej codziennych spraw. Większość z nas w obliczu niepowodzeń szuka pocieszenia u innych ludzi. Mimo, iż jakieś wydarzenie sprawiło nam ból, chcemy jednak drążyć sprawę, rozpatrywać ją, słuchać pocieszeń, powracać do negatywnych emocji. Dzięki temu czujemy się po pewnym czasie oczyszczeni. Mówienie o nieszczęściach uświadamia nam je lepiej, poznajemy różne spojrzenia na ich konsekwencje.

Można też zadać pytanie co jest następstwem czego? Możliwe jest przecież odczytanie tego zdania jakby od końca. Może właśnie słuchanie o swoich nieszczęściach powoduje to, że jesteśmy nieszczęśliwi? Może dopiero wtedy uświadamiamy sobie swoją niedolę? I w związku z tym należy wystrzegać się słuchania o tym, by nie pogrążyć się w złych myślach, trzymać na wodzy  skrajne emocje, nie użalać się nad sobą ani nie pozwolić innym użalać się nade mną.

Ilość znaków zapytania w tekście doskonale odzwierciedla to, jak ciężko jest interpretować nawet wydawałoby się proste zdanie - znajduje się jedną odpowiedź(albo przynajmniej tak się nam wydaje), ale przy tym pojawiają się dwa kolejne pytania. A przy tym mam jeszcze świadomość, że najwłaściwsza czy raczej najbliższa rozumowaniu Seneki droga do rozwikłania tej filozoficznej zagadki znajduje się pewnie jeszcze gdzie indziej.

A wątpliwości biorą się chyba z różnicy w pojmowaniu szczęścia i nieszczęścia dziś w sensie potocznym a tym, o którym nauczał Seneka, a które wymaga jednak większej refleksji, której dopiero się uczę…


 

Karolina Czembor

ZK 1-III WSZOP 19/02/2008 r.