W 1992 roku Joanna Beretta - Molla została ogłoszona błogosławioną. Trzydzieści lat po swojej śmierci ta dzielna kobieta i oddana matka została przez Jana Pawła II uznana godną tego miana, dzięki swojemu całkowitemu poświęceniu roli, jaką obdarzył ją Bóg. Błogosławiona Joanna stała się symbolem ofiarności i bezgranicznego oddania się w wypełnianiu misji rodzicielstwa. Szczególnie w dzisiejszych czasach, trzeba spojrzeć z podziwem na tę błogosławioną, która jest wzorem do naśladowania w epoce, kiedy bezpieczeństwo najbardziej niewinnych istot - dzieci - jest zagrożone, nawet w miejscu, w którym powinny być najbezpieczniejsze - w łonach ich matek.

Życiu i śmierci Joanny Berety - Molli towarzyszyły słowa Jezusa z Ewangelii Św. Jana: "Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich" (J 15,13). Jej życie od początku do końca związane było ze świadectwem Dobrej Nowiny i dało przykład postawy całkowitego zaufania woli bożej.

POŚWIĘCENIE AŻ DO KOŃCA

Joanna miała 39 lat, była matką trójki dzieci i spodziewała się kolejnego, czwartego potomka, kiedy z ust lekarza usłyszała tragiczną wiadomość o tym, że w jej macicy odkryto nowotwór złośliwy. Jedyną szansą na ocalenie kobiety okazała się być operacja usunięcia macicy. Jednak Joanna, sama będąc lekarką, wiedziała, że taka operacja, to równoczesne przerwanie ciąży i śmierć jej nienarodzonego jeszcze dziecka. Nie miała wątpliwości, jak w takiej sytuacji należy postąpić. Wiedziała, że najważniejsze jest życie maleństwa, które nosi w sobie.

"Jeśli chodzi o dokonanie wyboru między mną a dzieckiem, proszę się w ogóle nie wahać. Proszę wybrać - żądam tego - dziecko. Ratujcie je!" - oświadczyła z całym przekonaniem Joanna i w obliczu grożącego niebezpieczeństwa wybrała poświęcenie własnego życia.

Lekarz przekonał ją jednak do operacji usunięcia guza, która ułatwiłaby przebieg ciąży. Joanna wyraziła zgodę dopiero w momencie, kiedy zapewniono ją, że nie zagrozi ona życiu dziecka. Operacja odbywa się, gdy kobieta jest w drugim miesiącu ciąży. Nowotwór został usunięty, ale Joanna ma świadomość, że to nie koniec jej cierpienia i że choroba nowotworowa ciągle w niej jest. Jednak nie to jest ważne, to co ma dla niej największą wartość, to ochrona życia dziecka.

Lekarze również nie kryją przed nią swoich obaw. Dają jej minimalne szanse przeżycia po urodzeniu dziecka. Świadoma tego Joanna wie, że ma jeszcze przed sobą siedem miesięcy ciąży i siedem miesięcy życia. Nie chcąc stracić tego czasu, poświęca go całkowicie swojej rodzinie - mężowi i trójce dzieci. Jej cierpienie jest podwójne, fizyczne, związane z ciężkim przechodzeniem ciąży, jak i psychiczne - wie, że pozostawi swoją rodzinę w smutku i cierpieniu, bezradną i zrozpaczoną. Nie dopuszcza jednak nikogo z nich do swojej męki. Nadal poświęca im się całkowicie - prowadzi dom rodzinny, a także kontynuuje swoją pracę lekarską. Nie chce, aby jej rodzina dowiedziała się o grożącym jej niebezpieczeństwie, żeby nie dodawać im niepotrzebnej troski i cierpienia. Pozostaje z problemem sama, ale nie ma żadnych wątpliwości, co do słuszności swojej decyzji. Wie, że nie może postąpić inaczej.

Kiedy przychodzi czas porodu, opuszcza dom, w żadnym stopniu nie dając po sobie poznać, że coś jest nie tak.

"Zawsze widziałam ją zadowoloną, nawet w ostatnich miesiącach jej życia. Nigdy się nie uskarżała." - powiedziała jej służąca, potwierdzając niezwykłą ufność i zawierzenie się Joanny woli Boga.

RODZINA - SZKOŁA CHRZEŚCIJAŃSKICH WARTOŚCI

Wiary i ufności w Boga, a także wartości rodziny w życiu człowieka uczyła się Joanna już w domu rodzinnym. Była dziesiątym dzieckiem swoich rodziców, gorliwych i wiernych wyznawców katolicyzmu. Na świat przyszła w miejscowości Magenta w Lombardii w Włoszech, 4 października 1922 roku.

Rodzina Beretta to ludzie bezgranicznie oddani Bogu. Rodzice Joanny należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka i codziennie wraz z dziećmi uczestniczyli w Mszy Św.

Dzieci od początku wychowywane były w atmosferze ogromnej miłości i zaufania wobec siebie i rodziców. Nie istniał przymus chodzenia do kościoła. Mimo to, dzieci, podążając wzorem swoich kochanych rodziców, nie chciały opuszczać codziennej Eucharystii i zawsze były chętne do udziału w niej. Panująca w rodzinie miłość i prawdziwa wspólnota dawała dzieciom oparcie, uczyła ich szacunku dla chrześcijańskich wartości.

Naturalne było uczestnictwo rodziny w nabożeństwach i ceremoniach kościelnych. Miały one swój ciąg dalszy także w domu Berettów, gdzie każdy poranek rozpoczynał się wspólną modlitwą i poświęceniem Bogu nowego dnia, a każdy wieczór kończył się rodzinną modlitwą różańcową przed figurą Matki Boskiej i śpiewem na cześć Dziewicy.

Każdy dzień mija na pracy - tata, Albert, był pracownikiem spółki bawełnianej, natomiast matka - Maria - zajmowała się domem i dziećmi. Szyła ich ubranka, pomagała w lekcjach, pilnowała aby wszystkie wypełniły swoje domowe i szkolne obowiązki. Sama także uczyła się chętnie łaciny i greki, aby pomoc w nauce była skuteczniejsza. Tak mijały dni powszednie.

Niedziela natomiast była dniem świątecznym, w całości poświęconym Bogu, a także niesieniu miłosiernej pomocy bliźnim, którym w życiu powiodło się znacznie gorzej niż rodzinie Beretta. Najważniejszymi punktami tego dnia były Msza Św. oraz Nieszpory - modlitwy na chwałę Pana. Pozostały czas spędzano na spotkaniach ubogimi, samotnymi oraz starszymi osobami. Oszczędności rodziny były przeznaczane na ten właśnie cel. Dla własnych potrzeb kupowano jedynie to, co naprawdę jest niezbędne. Tego dzieci uczą się od początku - ofiarności i rezygnacji z własnych zachcianek na rzecz innych ludzi.

Każdy biedak, pokrzywdzony przez los, który zapukał do drzwi domu Beretów, nie odchodził z pustymi rękoma. Tu zawsze czekał syty posiłek, pomoc materialna i dobre słowo. Matka zawsze pamiętała o potrzebujących, w trakcie codziennych zakupów zawsze brała porcje żywności dla głodnych.

Rodzina stała się dla wszystkich dzieci Alberta i Marii szkołą miłosiernego życia, miłości i świętości, takiej codziennej, nie rzucającej się w oczy, ale za to ofiarnej i skłonnej do poświęceń. Każde z nich wybrało dla siebie zawód związany z niesieniem pomocy bliźnim - dwóch księży, czterech lekarzy chirurgów, zakonnica i farmaceutka.

ŻYCIE JOANNY

Rodzina Beretta opuściła Mediolan, kiedy Joanna miała zaledwie trzy latka. Przenieśli się w okolice Bergame, do małego miasta u podnóża Alp, gdzie powietrze było znacznie zdrowsze niż w dużym mieście, a to odgrywało dużą rolę w leczeniu jednej z sióstr Joanny, która miała bardzo słabe zdrowie.

Do pierwszej Komunii Świętej Joanna przystąpiła w wieku lat pięciu. Było to dla niej wydarzenie niezwykle radosne, ale i pełne uroczystej powagi. Uczęszczała do szkoły podstawowej prowadzonej przez siostry zakonne. W wieku lat ośmiu przyjęła też Sakrament Bierzmowania. Nauka nie była mocną stroną Joanny. Bardziej niż siedzenie nad lekcjami wolała przebywanie wśród przyrody, podziwianie piękna stworzenia. Mimo to wiedziała, że nauka jest jej obowiązkiem i powinna go pilnie spełniać.

Lata 30 - te to okres panowania faszyzmu we Włoszech. Nowa ideologia w żaden sposób nie współgra z wartościami chrześcijańskimi, a tym samym z życiową drogą rodziny Beretta. Faszyzm zabiega o pozyskanie na rzecz polityki państwa już najmłodszych obywateli - dzieci w szkole poddawane są indoktrynacji i uczone bezwzględnego posłuszeństwa wobec władz państwowych. Rodzice ze wszystkich sił starali się obronić swoje pociechy przed wpływami tej obcej ich wartościom filozofii. Niechęć do panującej władzy została jednak zauważona. Rodzina stała się ofiarą społecznego napiętnowania.

W wieku jedenastu lat Joanna przenosi się do Bergame, gdzie zaczyna naukę w szkole średniej. Jej przyjaciele z tego okresu zapamiętali ją jako osobę delikatną i ciepłą, o łagodnym charakterze i dobrym sercu, zawsze cierpliwą i gotową do pomocy każdemu, kto jej potrzebował. Dbała o to, aby atmosfera w klasie była radosna i pozbawiona negatywnych emocji, tak zarówno wśród samych uczniów, jak i w ich relacjach z nauczycielami. Joanna wyżej ceniła poświęcenie się innym, oraz modlitwę i kontakt z Bogiem, niż siedzenie nad lekcjami. Wiedziała, że w życiu liczy się człowiek, osoba ludzka, jej godność, a nie wiedza czy zdolności. Przed Bogiem każdy jest równy i każdy tak samo godzien miłości. Dlatego Joanna nikogo nie potępiała i nie oceniała, dlatego cieszyła się przyjaźnią i zaufaniem swoich rówieśników. Koleżanka z czasów liceum powie w przyszłości o błogosławionej Joannie: "Przypominam ją sobie dobrze: łagodny charakter, twarz zawsze uśmiechnięta, głębokie spojrzenie ujawniające zrównoważonego ducha. Miała czystą duszę, wspaniałomyślne serce, przyjmujące i otwarte na wszystko, co dobre..."

W ciężkich czasach szalejącego we Włoszech faszyzmu, Joanna postanowiła jeszcze lepiej przygotować się do niesienia apostolskiej misji krzewienia chrześcijańskich wartości. W 1934 roku została członkinią katolickiej akcji młodzieżowej, która wprowadzała w życie zasadę: "działanie - modlitwa - ofiara". Praca nad sobą, codzienna modlitwa i udział w Eucharystii mają dać siłę młodym ludziom w walce o tradycyjne wartości - o świętą instytucję rodziny jako podstawę dobrego społeczeństwa oraz o wiarę w Boga, bez której świat popada w ciemność.

Kolejnym krokiem w rozwoju duchowym Joanny jest przeprowadzka do Genes. Rodzina opuszcza Alpy po śmierci najstarszej córki, Amalii i przenosi się nad morze. Śmierć siostry była dla Joanny i dla całej rodziny ciężkim doświadczeniem.

W Genes Joanna uczęszcza do szkoły sióstr św. Doroty. W tym czasie piętno na duszy Joanny zostawiają przebyte rekolekcje ignacjańskie prowadzone przez ojców Jezuitów. Dziewczyna bierze w nich udział i postanawia od tej pory całkowicie oprzeć swoje życie na Chrystusie. Uczy się, że aby było to możliwe musi codziennie modlić się i przystępować do Komunii Świętej, aby zło nie miało dostępu do jej duszy. Pragnie odtąd podążać drogą miłości i świętości wyznaczoną przez Zbawiciela. Wie, że nie wybiera prostej drogi, ale trudną i wyboistą ścieżkę wyrzeczeń i postanowień, które mają przygotować jej serce na spotkanie z Bogiem. Oprócz wielkich i poważnych postanowień: "Wolę raczej umrzeć, niż popełnić grzech ciężki.", "Postanawiam wszystko zrobić dla Pana. Ofiarowuję Mu wszystko, co czynię, każdą napotkaną trudność.", postanawia także w rzeczach małych być posłuszną bożym przykazaniom: "Aby służyć Bogu nie pójdę już do kina, zanim nie upewnię się, że film jest odpowiedni, że nie jest gorszący lub niemoralny".

Od tej pory Joanna szczególnie upodobała sobie Adorację, modlitwę twarzą w twarz z Jezusem w postaci hostii. Najpiękniejszą modlitwą stały się dla niej spontaniczne rozmowy z Bogiem, nie za pomocą poznanych wcześniej formuł, ale za pomocą własnych słów. Adoracja daje jej siły do codziennej walki ze złem próbującym zdobyć dostęp do czystej duszy i ze złem, które widzi wokół siebie; jest też szkołą wzrastania w wierze i w ufności wobec bożego planu.

Wkrótce nadszedł czas doświadczeń, które były sprawdzianem tej ufności i wiary. Pierwszym ciężkim przeżyciem jest wybuch II wojny światowej. Rodzina była zmuszona do ucieczki przed bombardowaniem. Schronili się w Bergamo. Jednak był to dopiero początek tragicznej ścieżki Berettów. W 1942 roku nadeszła niespodziewana śmierć matki, Marii. Cztery miesiące później opuścił też swoje dzieci ojciec, Albert. Zabrała go ciężka choroba. Osieroconej Joannie rodziców miało od tej pory zastępować starsze rodzeństwo.

Mimo tego, Joanna nie ustaje w swoich postanowieniach. Jej wiara wzmacnia się coraz bardziej i ugruntowuje. Dziewczyna podejmuje też studia medyczne - zaczyna w Mediolanie, a kontynuuje w Pawii. W tym czasie zaczyna też kiełkować w jej sercu myśl, o poświęceniu się pracy misyjnej. Wie, że jednak po pierwsze musi skończyć podjęte studia, dlatego każdą chwilę ofiaruje Bogu w codziennej Mszy Św.

Joanna jest świadkiem okropieństw wojny. Na szczęście, rodzeństwo nie odczuwa jej skutków zbyt dotkliwie. Jeden z braci - Franciszek - mimo zatrzymania przez nazistów, zostaje zwolniony, pozostali chronią się w Szwajcarii, bądź żyją, jak mogą najlepiej w rodzinnym państwie. Joanna także nie chce porzucać swych planów - chce żyć w sposób święty w tym nieświętym i tragicznym czasie. Twierdzi, że "przeszłość trzeba powierzyć miłosierdziu Bożemu, przyszłość Bożej Opatrzności" i według tej zasady chce postępować.

Po wojnie następuje czas rodzinnych sukcesów i szczęśliwych chwil. Najpierw, w 1946 roku jeden z braci - Józef zostaje wyświęcony na księdza. W jego ślady idzie kolejny z braci - Henryk - i także, w 1948 roku, przyjmuje na siebie obowiązki posługi kapłańskiej. Następnie podejmuje pracę misyjną w Brazylii. Jest to także czas sukcesów Joanny. Studia idą jej bardzo dobrze i w 1949 roku, w 27 roku swojego życia, uzyskuje doktorat z medycyny.

CHRZEŚCIJAŃSKA DZIAŁALNOŚĆ JOANNY

Joanna nawet w trakcie studiów nie porzuciła obowiązków związanych z akcją katolicką. Wręcz przeciwnie, była jej aktywną działaczką, a następnie sama przejęła rolę przygotowywania młodszych od siebie do wypełniania zasad akcji. Młodzież widzi w Joannie nie tylko animatorkę, ale także osobę całym swoim życiem świadczącą o ufności w Boga. Swoim zaangażowaniem i poświęceniem dzieli się z innym, zarażając ich swoją pasją chrześcijańskiego życia.

Od przełożonych akcji otrzymuje coraz bardziej odpowiedzialne stanowiska. Joanna nie ma ambicji piąć się wyżej w hierarchii, ale jest posłuszna nakazom. W 1949 roku zostaje przewodniczącą ruchu młodzieży żeńskiej. Jest wyjątkowo aktywna, organizuje liczne konferencje i spotkania, zdobywa wiele kontaktów i znajomych, którzy tak jak ona, pragną wcielać chrześcijańskie wartości w życie i przekazywać je innym. Joanna żyje przykładnie według głoszonych przez siebie zasad, dlatego stanowi wzór, z którego czerpią młodzi. Zawsze też służy radą i pomocą, od nikogo się nie odwraca i zawsze można na nią liczyć. Zachęca też swoje podopieczne do żarliwej modlitwy - najlepszego źródła pomocy i wskazówki dobrego działania. Oprócz pracy dla akcji katolickiej, Joanna poświęca się także pomocy ubogim i potrzebującym pomocy. Wraz z dziewczętami z akcji katolickiej, mając w pamięci uczynki swoich rodziców, niesie pomoc, tam gdzie jej potrzeba. Wytchnieniem i wsparciem w tym aktywnym życiu i trudnej posłudze jest dla Joanny codzienne spotkanie z Bogiem w Eucharystii i własnej modlitwie, których nigdy nie zaniedbuje. To daje jej siłę w codziennym apostolstwie.

Joanna nie zaniedbuje także pracy zawodowej, która również związana jest z niesieniem pomocy. W 1952 roku uzyskuje specjalizację z pediatrii i od tej pory pracuje w służbie chorym pacjentom w Mesero, gdzie się osiedla. Ten zawód jest przez nią traktowany jako szczególny sposób apostołowania. Niesie lekarską pomoc wszędzie, gdzie są chorzy. Nie skarży się nigdy na zmęczenie, ratuje ludzkie życie bez względu na porę dnia czy nocy. Każdy najmniejszy nawet zabieg poprzedza modlitwą i ofiarowaniem wszystkiego Chrystusowi. Siebie traktuje jak narzędzie w ręku Pana.

W tym czasie zaczyna odczuwać powołanie do misjonarskiego życia, chce się poświęcić chorym z dalekich krajów, gdzie brakuje lekarzy, podobnie jak jej siostra, lekarka - misjonarka, Wirginia. Powołanie to pogłębia się, kiedy jej brat, również misjonarz, Albert, otwiera szpital w Brazylii i potrzebuje rąk do pracy. Joanna jest gotowa, aby porzucić dotychczasowe życie we Włoszech i ruszyć na pomoc chorym i cierpiącym w Brazylii. Jednak Bóg wybrał dla niej inną drogę, która powiedzie ją do spełnienia innego obowiązku - bycia matką i żoną.

Bóg postawił na drodze Joanny Piotra Molla z Mesero, syna szewca i również aktywnego działacza akcji katolickiej. Piotr jest inżynierem w fabryce towarów drewnianych, zajmuje bardzo odpowiedzialne stanowisko. Między dwojgiem ludzi zawiązuje się silne uczucie, które krzyżuje Joannie plany wyjazdu do Brazylii. Kobieta jest w rozterce i nie wie jaką podjąć decyzję. Aby dać sobie czas na jej podjęcie i rozpoznać wolę bożą, jedzie na pielgrzymkę do Lourdes. Oddaje swoje problemy Matce Bożej i prosi o wskazanie jej właściwej ścieżki. Porada przychodzi w trakcie spowiedzi, kiedy z ust księdza słyszy słowa: "Załóż rodzinę. Tak bardzo potrzeba dobrych matek!". Joanna zostaje we Włoszech. Rozpoczyna się czas wspólnego poznawania zakochanych. W 1955 roku obywają się zaręczyny Piotra i Joanny. Decyzję o małżeństwie, kobieta poprzedziła długimi modlitwami i oddaniem się w ręce boże. Daje też piękną odpowiedź listowną swojemu ukochanemu:

"Naprawdę chciałabym cię uczynić szczęśliwym i być tą, której pragniesz: dobrą, wyrozumiałą, gotową do poświęceń, których życie od nas zażąda. Jeszcze ci nie powiedziałam, że jestem stworzeniem spragnionym uczucia i bardzo wrażliwym. Kiedy żyli moi rodzice, ich miłość mi wystarczała... Teraz, kiedy jesteś ty, już cię kocham i chcę oddać się tobie, aby założyć rodzinę prawdziwie chrześcijańską."

Piotr podziela pragnienia Joanny. Dostrzega w kobiecie prawdziwy skarb i dar boży. Oboje chcą, aby małżeństwo ich zostało założone na bożą chwałę. Pragną dać życie potomstwu, które będzie dalej w świat niosło bożą miłość, które będzie go wielbić i służyć mu. Razem wstępują na nową drogę, która Joannę doprowadzi do świętości.

MAŁŻEŃSTWO I MACIERZYŃSTWO

Sakrament małżeństwa Joanna i Piotr otrzymują 24 września 1955 roku z rąk brata Joanny, księdza Józefa Beretta. Ślub ma miejsce w parafii, w której Joanna została ochrzczona, w Magenta. W czasie ślubnej homilii, Józef stawia Joannie za przykład ich matkę, cierpliwą i uśmiechniętą i zawsze oddaną Bogu, poświęcającą mu wszystkie, dobre i złe chwile.

Tak rozpoczął się cudowny i szczęśliwy dla Joanny okres życia małżeńskiego, krótki, ale piękny czas spełniania obowiązków żony i matki, budowania własnego "domowego kościoła".

Nowożeńcy zamieszkali niedaleko Mediolanu, w Pontenuovo. Swoje nowe życie rozpoczęli pod hasłem: "Czynić jedynie to, co jest zgodne z wolą Bożą i z moralnością autentycznie chrześcijańską". Zaczyna się ich codzienne życie w zgodzie ze wszystkimi powziętymi postanowieniami i obowiązkami, w miłości i w spełnianiu bożych zamiarów. Prowadzą normalne życie - wspólne wyjścia, wyjazdy zagraniczne, uprawianie sportu. Jednak każdej z chwil towarzyszy wiara w bożą obecność, a każdy dzień musi być zaakcentowany wspólną modlitwą.

Pierwsze dziecko państwa Molla przychodzi na świat 19 listopada 1956 roku. Piotr i Joanna zostają rodzicami małego chłopca , Piotra - Ludwika. Druga ciąża jest dla Joanny znacznie trudniejsza niż pierwsza, przechodzi ją ciężko, ale wszelkie trudy rekompensuje matce przyjście na świat córeczki, Marii - Zyty. Joanna całkowicie poświęca się wychowaniu dwójki swoich największych skarbów, a także pełnieniu roli dobrej i cierpliwej żony, oparcia dla męża. W czasie wyjazdów służbowych Piotra, pisze do niego listy, zapewniając o swojej miłości i tęsknocie.

1960 rok to czas kolejnej ciąży, którą Joanna bardzo ciężko znosi. Jednak nie skarży się i nie żali. Dalej pełni swoje obowiązki wobec dzieci i męża oczekując narodzin kolejnego potomka. Również poród jest bardzo trudny, ale Laura, kolejna córeczka, rodzi się zdrowa i pełna życia.

Dzieci są wychowywane przez rodziców z dużym spokojem i w atmosferze miłości. Wzajemnych relacji nie zakłócają niepotrzebne konflikty. Mali członkowie rodziny już od najmłodszych lat są uczeni modlitwy, chodzą z rodzicami na Mszę Św., uczestniczą w domowym życiu religijnym. Wraz z rodzicami odmawiają różaniec i uczą się postępować według bożych przykazań.

Nadchodzi rok 1961, wiadomość o kolejnej ciąży, a potem tragiczna diagnoza lekarzy - nowotwór złośliwy macicy. Przed operacją usunięcia włókniaka Joanna spowiada się i przyjmuje Ciało Chrystusa. Księdzu, który ją nawiedził w tym czasie, mówi: "Mam ufność w Bogu, tak. Teraz mam wypełnić mój obowiązek matki. Ponawiam przed Panem ofiarę z mojego życia. Jestem gotowa na wszystko, byle tylko ocalono moje dziecko."

Operacja przebiega bez komplikacji, ale szew pozostawiony na macicy może rozerwać się, gdy organ pod wpływem ciąży i rozszerzy. Matka zdaje sobie z tego sprawę i z całego serca modli się o życie dla swojego nienarodzonego dziecka.

Pełni wciąż obowiązki rodzinne i zawodowe. Oczywiście towarzyszą jej obawy i lęk przed śmiercią, strach o to, co będą przeżywały jej dzieci, kiedy je osieroci. Jednak nie chce skrzywdzić maleństwa, które w sobie nosi, chce, żeby to ono przede wszystkim żyło.

Bóle porodowe zaczynają się 20 kwietnia 1962 roku, jest to Wielki Piątek. Joanna udaje się do szpitala w Monza. Nawet w obliczu bólu i cierpienia oddaje wszystko woli bożej. Poród przedłuża się bardzo i jest niezmiernie bolesny. Joanna bardzo cierpi. Jednak dziecko rodzi się zdrowe i silne - w Wielkosobotni poranek matka może już wziąć w swoje ręce nowonarodzoną córeczkę, Joannę - Emmanuelę. Stabilny chwilowo stan Joanny pogarsza się bardzo. Widmu śmierci towarzyszy niesamowity ból. Ponadto matka jest świadoma, że wraz z jej śmiercią, czwórka maleństw zostanie pozbawiona matczynej opieki. Swojej siostrze, Wirginii zwierza się: "Gdybyś wiedziała, jak się cierpi, kiedy musi się umierać pozostawiając małe dzieci". To właśnie jej powierza opiekę nad swoim potomstwem. Ma też jeszcze siłę by porozmawiać z mężem i zostawić mu wiele wskazówek na czas, kiedy jej już nie będzie. Jest też niespokojna o to, że mąż może poczuć się przez nią porzucony. Piotr jednak rozwiązuje te obawy.

Joanna odchodzi 28 kwietnia 1962 roku w obecności męża i rodzeństwa. Rozstała się ze światem pogodzona ze swoim losem, pełna wiary i ufności w bożą miłość, sama tą miłością przepełniona.

W dniu ogłoszenia Joanny Beretty - Molli błogosławioną, jej najbliżsi nadal cieszą się dobrym życiem - Piotr Molla żyje w Mediolanie. Najmłodsza córka, dla której Joanna poświęciła życie, kontynuuje ofiarę matki - jest lekarką w Mediolanie. Piotr-Ludwik oraz Laura również żyją w tym samym mieście i oboje są doktorami nauk ekonomicznych. Maria - Zyta zmarła w wieku 6 lat, w 1963 roku, czyli rok po śmierci matki. Została pochowania obok niej w Mesero, w kaplicy cmentarnej.