Pewnej nocy pani Katarzyna spała i śniła o dalekich podróżach. Nagle w jej domu dał się słyszeć straszny huk, jakby ktoś wywarzał drzwi. Gdyby pni Kasia mieszkała w bloku za pewne zaraz przyszłyby sąsiadki i sprawdziłyby co się stało. Niestety kobieta mieszkała w starym domu na odludziu i nikt nie mógł jej pomoc.

Pani Kasia szybko wzięła spod łóżka siekierę (trzymała ja tam od czasu, gdy chciał ją napaść na podwórzu żebrak). Słyszała jak włamywacz się zbliża, zatrzymując się co kawale. Domyślała się, ze próbuje znaleźć cos wartościowego, co mógłby ukraść. Kobieta w chwili, gdy włamywacz stał przy drzwiach zauważyła, ze kilka kroków dalej, na stole leży walizka, w której znajdują się trzy tysiące złotych. Podeszła do niej najszybciej jak mogła, lecz tak, aby człowiek za drzwiami jej nie słyszał. I schowała ją do szafy. Cały czas miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, ale starała się o tym nie myśleć. W chwili gdy zamykała szafę, ktoś powoli zaczął otwierać drzwi. Pani Kasia popchnęła mebel z całych sił i zatarasowała drzwi. Była bardzo zadowolona, że udało jej się nie wpuścić włamywacza do sypialni. Szczęście jednak szybko minęło, ponieważ dwaj inni włamywacze zbili okna i dostali się do domu. Kobieta nie wiedziała co robić, nie mogła bronić się siekierą, ponieważ opryszki posiadali broń i byli zamaskowani, jak najlepsi złodzieje. To oni cały czas obserwowali kobietę i dokładnie wiedzieli, gdzie ukryła pieniądze. Ukradli walizkę z nimi, a kobietę wepchnęli do szafy, którą zamknęli na klucz. Później poszli po swojego kolegę i uciekli. Pani Kasia miała przy sobie siekierę. Zaczęła robić nią dziurę w szefie, przez którą następnie wyszła. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła po wydostaniu się z pułapki było zadzwonienie na policję, która przyjechała dopiero pół godziny po wezwaniu, ponieważ mundurowi nie mogli znaleźć domu kobiety. Pani Kasia najdokładniej jak mogła opisała włamanie. Policja nie znalazła żadnych odcisków palców. Gdy zaczęło wschodzić słońce i zrobiło się jaśniej, funkcjonariusze odkryli na dworze, iż przestępcy przyjechali autem. Po dwudziestu minutach jazdy zobaczyli w oddali mały, czarny samochód. Wszyscy zaczęli cieszyć się, że złapią złoczyńców. Gdy podjechali bliżej zobaczyli, że nikogo nie ma w środku. Policja była pewna, że to auto należy do włamywaczy, więc włamała się do niego i zaczęła szukać poszlak. Pierwszą z nich był fakt, iż w baku nie ma benzyny, co znaczyło, iż opryszki poszli po nią na stację benzynową, Drugim śladem były pozostawione przez nich ubrania, w których się włamali. Musieli więc przebrać się i kupić paliwo jak zwyczajni ludzie, a nie ukraść jak przestępcy. Po kilku minutach policja wraz z panią Kasią dotarła do najbliższej stacji. Spytali sprzedawcę czy widział trzech mężczyzn z czarną walizką, którzy chcieli kupić benzynę. Odpowiedział, że widział dwie osoby z takim bagażem i sprzedał im benzynę. Dodał również, że dziwnie się zachowywali i zapłacili banknotem o nominale dwustu złotych i nie chcieli reszty, chociaż mieli zapłacić tylko siedemdziesiąt złotych. Tropiciele pojechali szybko do miejsca, gdzie stało auto, lecz pojazdu już nie było. Włamywacze znów nie zatarli śladów więc policja pojechała za nimi. Kilka kilometrów dalej zobaczyli dwa samochody, które się zderzyły. Trzej włamywacze i młoda kobieta byli nie przytomni.

Gdy przestępcy oprzytomnieli policja zakuł ich w kajdanki i odwiozła do aresztu. Pani Kasia zadzwoniła po karetkę pogotowia, która zabrała kobietę po wypadku do szpitala. Później okazało się, ze włamywacze to sławny gang "Trzech poszukiwanych". Pani Kasia odzyskała swoje pieniądze i cieszyła się, że (prawie) nic już jej nie zagraża, ponieważ obok niej wybudował dom mężczyzna, który z zawodu był ochroniarzem. Od tej pory zawsze mogła liczyć na jego pomoc.