Czy legitymizm jest chimerą? Czy Legitymizm jest ideologią Fanatyków Maoistycznych ? 

Wydawać się nam może, że legitymizmu w żadnym wypadku nie wolno nazwać chimerą, gdyż ludzie głoszący doktrynę nienaruszalności praw politycznych dynastii obalonych wiele lat temu przez różne rewolucje swój motyw formalny postępowania pragną uzasadnić cnotą sprawiedliwości, która jak naucza św.Tomasz z Akwinu jest przyznaniem każdemu tego co się mu słusznie należy, a starożytny myśliciel Cyceron pisze, że właśnie ze względu na sprawiedliwość nazywamy ludzi dobrymi, gdyż w niej najbardziej jaśnieje blask cnoty. Tak więc, postępowanie ludzi deklarujących wolę uznania praw politycznych prawowitych potomków dawnych władców wydaje się być dążeniem do przywrócenia sprawiedliwości na szczytach hierarchii społeczeństwa, a tym samym powinno być samo w sobie - dobre. Nadto nie jest rzeczą małej wagi podkreślić, że wybudowany na gruzach dawnych monarchii chrześcijańskich system demokratyczny jest najgorszą formą rządu. Każdy kto ma zdrowy rozum, czyli zdolny postrzegać prawdziwie otaczającą nas rzeczywistość i z niej odczytywać niezmienne prawa na jakich Pan Bóg oparł porządek stworzenia nie może tego kwestionować. Zdrowy rozum nakazuje przyznać zupełną rację słowom Karola Maurrasa: "Demokracja to śmierć, to zło powszechne i planetarne".

Czy więc legitymizm podnoszący kwestię "nielegalnej, niesprawiedliwej uzurpacji władzy" przez obecne demokratyczne rządy a nadto postulujący przywrócenie najlepszej formy ustrojowej (dziedzicznej monarchii) nie powinien być naczelnym sztandarem Prawicy? Czy nielegitymistyczna władza stanowiąca nadto złe prawa pozytywne jest legalnym rządem w państwie?

Dla płytkich umysłów miłujących się w uproszczeniach odpowiedź wydaje się oczywista: NIE!

Jednak wbrew opiniom legitymistów Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus zarówno podczas rozmowy z faryzeuszami jak i Poncjuszem Piłatem uznał prawowitość akurat właśnie tej ziemskiej władzy (cesarz Tyberiusz) , która 1) zdobyta została w sposób nielegitymistyczny 2) była władzą złą i niesprawiedliwą, gdyż promowała najcięższy grzech - bałwochwalstwo. Z tych dwóch przesłanek wynika jasna konkluzja, że władza pozbawiona aureoli dziedzicznej supremacji oraz wydająca złe, a nawet bardzo złe prawa, mimo wszystko dalej pozostaje władzą prawowitą.... w pełnym znaczeniu tego słowa, gdyż właśnie taką uznał za legalną sam Bóg. Prawowitości władzy Juliusza Cezara nad Cesarstwem Rzymskim, wyjąwszy książki pisane w zakładach psychiatrycznych nikt przecież nie kwestionuje choć zrodziła się ona z krwawej rebelii, wspartej przez watahy ulicznego plebsu przeciwko rzymskiej arystokracji. Także następcy Cezara, Oktawian August oraz wielu imperatorów nie uzyskali władzy dzięki prawu dziedziczności, lecz na sposób rewolucyjny i antylegitymistyczny. Jeżeli jednak nielegitymistyczne pochodzenie władzy Tyberiusza, który rościł sobie nawet bałwochwalcze prawo do bycia panem dusz wszystkich poddanych, potwierdził sam nasz Zbawiciel, Jezus Chrystus mówiąc odnośnie jego panowania: "oddajcie cesarzowi, co do cesarza należy", a także w rozmowie z Piłatem: "nie miałbyś nade mną żadnej władzy, gdyby nie dano ci jej z góry" co skłania nas do podważania prawowitości nielegetymistycznej władzy współczesnej? Odpowiedź jest prosta: pycha, matka rodzicielka wszelkiego zła. Pycha, która w swym szaleństwie prowadzi nasze umysły do negowania rzeczywistości. To moje "ja" będzie orzekać, kiedy władza papieża, króla, cara, prezydenta, premiera jest ważna, legalna, prawowita! Czymś drastycznie różnym jest dokonywać oceny działań (nawet bardzo krytycznej) prawowitej władzy a czym zupełnie innym negować rzeczywistość jej istnienia. Zarówno w odniesieniu do władzy duchowej jaki i świeckiej, jeśli postępuje ona niesprawiedliwie, mamy pełne prawo moralne a nawet ciąży na nas obowiązek być jej nieposłusznym, tak jednak negowanie obiektywnego istnienia tejże władzy jest już zbrodnią i szaleństwem chorego rozumu.

Boskie pochodzenie władzy

Każda władza pochodzi od Boga, gdyż On jest źródłem wszelkiego autorytetu. Pamiętam, że w czasach gdy byłem jeszcze studentem, powyższe zdanie niezwykle oburzyło promotora mojej pracy magisterskiej, który pewnego dnia zwrócił się do mnie z nutą ironii: - "Co Pan za głupoty wypisuje, jakoby władza pochodziła od Boga? Mam rozumieć, że uważa Pan władzę Leszka Millera za pochodzącą od Boga?" (było to w czasach prześladowania mojej rodziny przez rząd lewicy), - "Oczywiście, że tak!" - odparłem, - "Ten rząd to sprawiedliwa kara za grzechy."

Bóg wyposaża niektórych ludzi w dary, którzy dzięki otrzymanym talentom są zdolni sięgnąć po władzę, zdobyć autorytet w danej społeczności i dzięki temu dzierżyć ster rządów. Dzieje się tak, ponieważ każda społeczność potrzebuje władzy a dom bez pana ostać się nie może. Nie implikuje to w żadnym wypadku Boskiej aprobaty dla złych poczynań rządu lecz Opatrzność Boża w swej nieskończonej mądrości tylko je dopuszcza dla większego dobra (np. ukarania grzeszników). Nie może istnieć społeczeństwo bez władzy, tak jak nie może istnieć trójkąt bez trzech kątów. Mamy prawo nie zgadzać się z polityką rządu Donalada Tuska, poglądami społeczno-gospodarczymi, które reprezentuje, mamy prawo a nawet obowiązek odmówić przestrzegania prawa pozytywnego kiedy godzi ono w prawo naturalne... ale nie wolno negować nam rzeczywistości, która jest taka, że to właśnie Donald Tusk jest Prezesem Rady Ministrów w III Rzeczypospolitej! To właśnie chciał wytłumaczyć anarchistycznie nastawionym francuskim legitymistom Ojciec święty Leon XIII w swej encyklice "Au milieu de sollicitudes"(1892), gdzie nakazał uznać prawowitość władz III Republiki, którą oni bezprzykładnie kontestowali. Leon XIII nie był żadnym demokratą! W rozmowie z kanclerzem Rzeszy von Bulowem papież Leon XIII wyraził nawet opinię, że demokracja i socjalizm są złem największym, ale tenże sam papież w przeciwieństwie do dzisiejszym modernistów... i legitymistów miał głowę na karku (a nie w chmurach), wiedział więc czym kończy się kontestacja rzeczywistości.... Mówiąc ludowym przysłowiem: "od rzemyczka do koniczka". Jeśli ktoś dziś ośmiela się negować mały kawałek rzeczywistości (np. Krajowy Rejestr Sądowy), co będzie mu szkodzić aby jutro zanegować trochę większy (np. prawo grawitacji)? Pół biedy jak nasi legitymiści połamią sobie wskutek tego kończyny dolne (może to ich czegoś nauczy), ale to przecież najprostsza droga do ateizmu, a zarazem wiecznego potępienia duszy! Kogo umysł nie chce podporządkować się rzeczywistości w małych sprawach, może bardzo szybko przestać być wiernym obiektywnej prawdzie w przedmiocie najwyższej wagi.

Legitymizm głosi prawo do władzy tych, którzy obiektywnie ją utracili... a utracili, gdyż zwyczajnie nie byli zdolni jej utrzymać, nie posiadają, nie posiedli lub zaniechali w sobie rozwoju tych cnót, które są konieczne do zdobycia i utrzymania rządów nad społecznością. Takie są fakty. Contra factum non est argumentum. Taka jest rzeczywistość, a podważanie tego jest 1) wielką niesprawiedliwością, gdyż implikuje zarzut w kierunku samego Pana Boga, dlaczego udzielił łask koniecznych do objęcia władzy komuś innemu zamiast "legitymistycznym" potomkom niegdysiejszych monarchów 2) szaleństwem pysznego umysłu, negacją rzeczywistości, przejawem anarchii, a jak mówi Arystoteles "człowiek jest najgorszym gdy się wyłamie z prawa i sprawiedliwości." Legitymiści łamią prawo i dokonują gwałtu na sprawiedliwości, gdyż odmawiają uznania władzy a oraz jej prawodawstwa, tym którym się ona należy... a należy się ona tym, którzy ją de facto zdobyli a czas (pierwszy minister Boga w departamencie suwerenności - de Maistre) ją utwierdził i przypieczętował. 3) grzechem, gdyż prawo pozytywne od boskiego bierze swe pochodzenie jeśli nie jest sprzeczne z prawem naturalnym, więc wiąże nas w sumieniu. św.Tomasz z Akwinu powie nawet, że w niektórych przypadkach nawet "prawa" niesprawiedliwego powinniśmy przestrzegać: "Prawa" niesprawiedliwe nie obowiązują w sumieniu, chyba dla uniknięcia zgorszenia lub zamieszek. Z tego bowiem powodu człowiek powinien zrzec się nawet swoich uprawnień, stosownie do nauki Pana Jezusa: "zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź i dwa tysiące." (S.Th.I-II, q.96 a.4)

Czy św.Tomasz z Akwinu paliłby legitymistów na stosach?

Aby odrzucić liberalizm filozoficzny nie potrzeba nam posiadać nawet katolickiej wiary, wystarczy sam zdrowy rozum. Liberalizm nieuchronnie bowiem prowadzi ludzki umysł w otchłanie sprzeczności i niekonsekwencji. Nie ma na świecie konsekwentnych liberałów, gdyż uznawszy pierwszą zasadę liberalizmu nikt nie jest w stanie wytrzymać zbyt daleko w przyjmowaniu jej następstw, tak aby wcześniej czy później nie w popaść w sprzeczność z pierwszą zasadą. Ci zaś co zowią się umiarkowanymi liberałami (choć wydają się niegroźni) są jednak najbardziej niedorzeczni, gdyż najszybciej popadają w sprzeczność z główną zasadą doktryny, którą przyjęli za swoją. Przykładowo współczesny, umiarkowany liberał zaakceptuje konkubinaty i rozwody ale zarazem potępi prawo do adopcji dzieci przez homoseksualistów... i już wpada w totalny konflikt z zasadą, na której dopiero co oparł swoje przyzwolenie dla cudzołóstwa. Z tego labiryntu nonsensów nijak wydostać się nie mogą, a jeśli nie zdobędą się na całkowite wydalenie z siebie liberalnej trucizny, ich umysły zostaną uśmiercone, pogrążą się w intelektualnym trądzie, gdyż ostateczną śmiercią umysłu człowieka jest przechodzenie przezeń na porządku dziennym nad sprzecznościami.

Niestety legitymizm (choć tak ponętny dla niektórych romantycznych prawicowców) prowadzi nas również w przepaść najdziwaczniejszych sprzeczności. Legitymista podobnie jak liberał nie jest w stanie być konsekwentnym w swych pierwszych zasadach, gdyż obie ideologie zgodnie prowadzą umysł na śmierć w odmętach fal topiących I zasadę zdrowego rozumu. Aby użyć przykładu francuski legitymista powie nam, że prawdziwym władcą jego kraju nie jest Nicolas Sarkozy lecz Ludwik XX. Jakie są następstwa takiej deklaracji? Nie można dwom panom służyć: albo uznaje się pierwszego albo drugiego. Jeśli legitymista nie uznaje demokratycznego rządu a uznać przecież nie może, gdyż w przeciwnym razie popadłby natychmiast w podobną sprzeczność jak wspomniany wyżej umiarkowany liberał, powinien przyjąć na siebie wszelkie następstwa legitymizmu. Oczywiście to niemożliwe, gdyż legitymizm podobnie jak liberalizm jest pokłosiem filozofii idealistycznej, jest buntem pysznego umysłu przeciwko rzeczywistości, więc prowadzi, gdyż prowadzić musi do kompletnych sprzeczności. Jak daleko legitymista posunie się w nieuznawaniu demokratycznego rządu? Jeśli nie chce popaść w sprzeczności z wyzwanymi zasadami powinien oddać maturę, dyplom ukończenia studiów wyższych, Prawo Jazdy, tytuły naukowe, odznaczenia, ordery państwowe, nie może otworzyć ani prowadzić działalności gospodarczej (wszystko i tak nieważne! demokratyczny rząd jest nielegalny, więc nielegalne muszą być wszystkie jego akty prawne!). Oczywiście, jeśli gdzieś żyje taki legitymista, który uczciwe podążył za wyżej wymienionymi następstwami legitymizmu to najrychlej odnajdziemy go w zakładzie psychiatrycznym. Wszyscy inni legitymiści siłą rzeczy muszą żyć i godzić w swoim umyśle sprzeczności, co jak wyżej zostało podkreślone nie jest niczym innym jak drogą prowadzącą nasz rozum do trumny. Jak fundamentalna różnica przykładowo zachodzi między deklaracją normalnego katolickiego konserwatysty z Francji: "rad byłbym widzieć Ludwika XX jako głowę mojego państwa ale muszę pogodzić się z rzeczywistością, że ster rządów należy dziś do liberałów" a manifestem legitymistycznego dziwaka: "Ludwik XX jest głową mojego kraju."

Z przytoczonego powyżej przykładu jasno wynika, że legitymizm jest owocem współczesnej idealistycznej filozofii, która zawsze manifestuje się w radykalnym zerwaniu z rzeczywistością. Nie jest więc dziełem przypadku, że przykładowo legitymizm i anarchizm, choć pozornie stoją na całkowitych antypodach światopoglądowych prowadzą jednak swych zwolenników do tych samych konkluzji. Dzieje się tak, gdyż geneza obu doktryn zasadniczo oparta jest na porzuceniu troski o poznanie obiektywnej prawdy więc przyjmuje za "prawdę" radosną twórczość chorej ludzkiej wyobraźni (w zależności od upodobań estetycznych kontestatorów rzeczywistości lub ich gustów alkoholowych tj. francuski szampan lub tanie wino fantasmagoria wstawia im tylko odpowiednie zmienne do układanki).

Skutkiem współczesnej filozofii jest bowiem zaszczepienie ludziom wątpliwości co do możności poznania rzeczywistości. Cały świat lewicy jest dzieckiem tejże filozofii, ich po prostu nie obchodzi rzeczywistość zewnętrzna, ani duchowa ani materialna. Negują więc dowolnie prawdy wiary ale i prawidła ekonomii, moralność, zasady życia społecznego, konieczność istnienia prawa, państwa, armii etc. świat faktów jest dla nich bez znaczenia! Musimy być świadomi, że to nie napływ imigrantów ale właśnie ta idealistyczna filozofia jest ostatecznym pocałunkiem śmierci dla naszej rzymskiej i katolickiej cywilizacji. Jak trafnie zauważył JE biskup Ryszard Williamson, wyższe uczelnie na całym świecie, które uczą młodzież tejże właśnie subiektywistycznej filozofii, są prawdziwymi fabrykami produkującymi homoseksualistów. Porzucenie przez ludzi troski o poznanie prawdy jest najgorszą plagą czasów współczesnych, więc naszym obowiązkiem (prawicy) powinno być usilne strzeżenie ze wszystkich sił (zwłaszcza młodzieży), przed zarazą filozofii idealistycznej. Rodzi ona bowiem nie tylko permanentnych rewolucjonistów (a zgrozo także na prawicy!), ale także życiowych nieudaczników, niezdolnych twardo stąpać po ziemi, mających nieustanne pretensje do całego świata ale co najgorsze nade wszystko jest zasadniczą przyczyną oddalania się człowieka od Pana Boga, a tym samym przyczyną sprawczą wiecznego zatracenia dusz.

Ubocznym zaś motywem przylegania umysłów do filozofii idealistycznej (zwłaszcza prawicowej młodzieży) o którym trudno tutaj nie wspomnieć, jest także pomylenie irracjonalnego radykalizmu z bezkompromisową obroną prawdy. Są bowiem ludzie, którzy lubią szokować, rzucać hasła wywołujące kakofonię słuchaczy, wprowadzać w konsternację bliźnich radykalizmem swoich teorii. Zwykle przyczyną takiego postępowanie nie jest żadna bezkompromisowość w walce o prawdę lecz miłość własna, która pragnie zwrócić na siebie uwagę, zainteresować innych własną osobą. A efekt taki łatwo uzyskać kontestując rzeczywistość w najbardziej niedorzeczny sposób.

Aby więc chronić nasze umysły, Matka Nasza Kościół katolicki od wieków zaleca jako najskuteczniejszą odtrutkę na zarazę filozofii idealistycznej studiowanie tomizmu, gdyż daje nam on niezbędne narzędzia precyzyjnego dotarcia do prawdy, poznanie rzeczywistości taką jaka ona jest w swej istocie. Wedle słów Ojca świętego Jana XXII, który w 1323 roku kanonizował św. Tomasza "studiując jego naukę przez tylko jeden rok odnosi się większą korzyść niż studiując naukę innych przez całe swoje życie". Jeżeli jesteś zatem drogi Czytelniku zarażony już subiektywizmem, to poza kubłem zimnej wody na twoją głowę najbardziej pomoże Ci codzienna lektura do poduszki Doktora Anielskiego.

Patologiczne pokrewieństwo między sedewakantyzmem a legitymizmem

Ciekawa analogia zachodzi między współczesnymi negacjonistami władzy świeckiej i duchowej. Legitymizm jest kontestacją rzeczywistej władzy politycznej, sedewakantyzm zaś - religijnej. Oba nurty są więc owocem filozofii idealistycznej, a więc do powstania chimery sede-legitymizmu z pewnością nie przyczyniły się dzieła Arystotelesa ani św.Tomasza lecz raczej Kartezjusza, Kanta, Fichtego i Hegla. Nie jest więc przypadkiem, że sporo legitymistów jest zwolennikami poglądu o " papieskim pustym tronie" i odwrotnie. Obie doktryny dla uzasadnienia swego światopoglądu stworzyły całkiem obfitą nadbudowę intelektualną, która obraca się jednak w proch w konfrontacji z nauką Kościoła oraz żelaznymi zasadami logiki. Sedewakantyzm przede wszystkich bazuje na intelektualnym oszustwie dokonując manipulacji w przedmiocie teologii duchowości, uczy bowiem, że uznawanie władzy papieża implikuje dlań bezwzględne posłuszeństwo, co jest kłamstwem gdyż posłuszeństwo, które jest cnotą moralną (nie teologiczną) polega zawsze na złotym środku między dwiema skrajnościami: nieposłuszeństwem i posłuszeństwem w rzeczach złych. św. Tomasza z Akwinu pisze bowiem: "Posłuszeństwo jest złotym środkiem między nadmiarem a niedomiarem. Ów zaś nadmiar zależy nie od ilości, ale od innych okoliczności. A mianowicie zachodzi wówczas, gdy ktoś jest posłuszny albo temu, komu nie powinien być posłuszny, albo w czymś, w czym nie wolno być posłusznym."(S.Th. II-II q.104 a.2). Można więc zgrzeszyć zarówno przez nadmiar posłuszeństwa dla papieża jak również przez niedomiar, w żadnym jednak wypadku zachowanie tej cnoty nie wymaga strącania Wikariusza Chrystusowego z Tronu św. Piotra. Jeśli dzisiaj wierni podzielają złe przekonia obecnego papieża potępiane przez wszystkich jego poprzedników do Vaticanum II (wolność religijna, ekumenizm, protestantyzacja liuturgii, śwętokradcze udzielanie Komunii św. na rękę co także praktykuje Benedykt XVI) grzeszą zarówno przeciwko wierze ale także przeciwko cnocie posłuszeństwa. Drugie oszustwo sedewakantyzmu polega na wmawianiu wiernym, że skoro niektórzy wielcy teologowie uczyli, że papież głosząc herezje traci swój urząd, stąd ma wynikać podstawa do przekonania o pustym tronie. Prawdą jest, że niektórzy teologowie uznawali taką hipotezę jako opinię teologiczną, ale żaden z nich nigdzie ani nigdy nie przyznawał prawa wiernym do wydawania takiego osądu. Naprawdę niewiele pozostałoby z Kościoła katolickiego gdybyśmy świeckim przyznali prawo orzekania o wakacie Stolicy Apostolskiej. Trzeci błąd sedewakantyzmu polega na wprowadzenie Kościoła w pułapkę bez wyjścia. Skoro obecni papieże są uzurpatorami, fałszywymi namiestnikami Chrystusa, ich nominacje kardynalskie są bez znaczenia a więc Kościół już nigdy nie będzie miał prawdziwego papieża? Czwarty błąd jest natury logicznej: jeśli przyjmiemy zasadę sedewakantyzmu jako prawdziwą odpowiedź na kryzys w Kościele, jej następstwem musi być tylko konklawizm. Większość zaś sedewakantystów odrzuca takie rozwiązanie. Przyjmują więc zasadę ale odrzucają jej następstwa, żyją więc podobnie jak liberałowie w sprzecznościach, wyznają pewne teorie lecz postępują wbrew nim, jakby powiedział abp. Marcel Lefebvre: "to ludzie permanentnie niespójni".

Biorąc pod uwagę przytoczone wyżej argumenty nie powinno nas szczególnie dziwić namiętne poparcie polskiego sedewakantysty księdza Rafała Trytka dla legitymistycznych aberracji pewnych kręgów monarchistycznych w Polsce, które wyłożył nam w artykule "Religijny analfabetyzm doktora Wielomskiego". Skoro można negować rzeczywistość politycznego bytu III RP, dlaczego by nie zwariować jeszcze bardziej i nie podważyć istnienie papieża w Rzymie? W swym zacietrzewieniu publicystycznym ks.Trytek popełnił jednak niebywały błąd, który znakomicie obnaża jego anarchistyczne skłonności polityczne, których sam z pewnością nie jest nawet do końca świadomy. Jako argument przeciwko legalizmowi krakowski ultramontanin przytoczył fakt, że Kościół katolicki "przez pierwszych trzysta lat swojego istnienia nie był uznawany przez ówczesne państwo rzymskie." Jakiż fatalny błąd wielebny Księże! Ależ właśnie ten sam Kościół uznawał zarazem od samego początku swego istnienia legalne i prawowite władze tegoż Cesarstwa! Apostoł Narodów św. Paweł swe słynne listy, w których nakazuje być wiernym, posłusznym i poświęconym władzy świeckiej, pisał nie pod panowaniem Marka Aureliusza lecz Kaliguli i Nerona. Dlatego też, że Kościół nie przyjął postawy rewolucyjnej, która to orientacja byłaby antytezą jego natury, z wolna Prawo Chrystusowe poczęło wypełniać niczym dym kadzidła w świątyni przestrzeń rzymskiego państwa, jego obyczaje, prawa i nauki, aż pewnego dnia, po trzystu latach przyszedł czas w Rzymie na społeczne panowanie Chrystusa Króla, na uznanie katolicyzmu za jedyne wyznanie Imperium. I tak po trzystu latach prześladowań wypełniły się na kartach dziejów prorocze słowa św.Justyna: "oddamy krew naszą cezarowi, bo krew nasza do cezara należy, a duszę Bogu, bo dusza nasza jest Boga, a zawsze miłujący, zawsze posłuszni zdołamy na koniec zwyciężyć i cezara i świat."

Łukasz Kluska