Renesans całkowicie zmienił światopogląd i drogi rozwoju myśli ludzkiej, którymi podążała Europa w średniowieczu. Przez tysiąc lat głównym zagadnieniem i tematem był Bóg i do Niego obnoszono się w każdej duchowej ale też i ziemskiej sprawie. Inaczej zaczęło się to kształtować w renesansie. Ludzie nadal pozostali religijni i nauka nie negował Jego istnienia, lecz w sprawach ziemskich, w życiu, polityce zaczęto patrzeć na sprawy z perspektywy człowieka i poprzez niego. Do głosu w miejsce wybujałego czasami teocentryzmu, doszedł humanizm, nie tyle wskazujący na człowieka jako podstawową wartość w ziemskim świecie, ale na to, by pracował on nad sobą i starał się osiągnąć jak najwyższy i najlepszy poziom swojego umysłu, czy moralności. To poprzez człowieka zaczęto dostrzegać świat, on stał się jego pryzmatem, by tylko przypomnieć jedno z haseł epoki antropocentryzmu, że "miarą wszechrzeczy jest człowiek". Starożytny pisarz, twórca pierwszych sielanek, znów doszedł do głosu pięknymi słowami "człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest i obce". Spowodowało to, ze wieczne zbawienie choć nadal pozostało ważne dla człowieka, nie było jedynym celem jego życia, często wcześniej spychającym na bok radość z życia ziemskiego, chłoniecie świata i cieszenie się jego pięknem. Znowu odkryto i zaczęto stosować myśli epikurejczyków, którzy życie widzieli jako okres szczęśliwy, w którym człowiek nie powinien wstydzić się tego ze chce zaspokoić swoje pragnienia i potrzeby. Nie oznaczało to oczywiście rozpasanego hedonizmu, gdyż jeszcze epikurejczycy przedkładali przyjemności intelektualne, duchowe ponad cielesne i mówili że tym szczęśliwszy człowiek im ma mniej potrzeb, bo tym łatwiej je zaspokoić. Stąd renesansowy ideał życia prostego, w którym nie liczy się na wielkie zaszczyty, pieniądze, a tylko troszczy się dobrych przyjaciół, poczucie humoru i zalety ducha. Co nie przeszkadza celebrować ich przy zastawionych stołach i dobrym winie. W tym właśnie rozumieniu należy patrzeć na słowa Jana Kochanowskiego z jego "Pieśni o dobrej sławie", gdzie wyraźnie widać jak wielkie obowiązki należy żywic wobec człowieka i jego duszy:

"I szkoda zwać człowiekiem, kto bydlęce żyje

Tkając, lejąc w się wszytko, póki zstawa szyje;

Nie chciał nas Bóg położyć równo z bestyjami:

Dał nam rozum, dał mowę, a nikomu z nami".

W przedziwny ale logiczny sposób włączone w taka postawie stoicyzm, jednak nie traktowano go rygorystycznie, ale zgadzano się z jego nauka o cnocie. Stoicy mówili o niej jako o zdolności ludzkiej, do dobrego i wartościowego życia. Dawała ona człowiekowi możliwość bycia odważnym, sprawiedliwym, hojnym. Stad tez pogląd stoików że cnota jest nie podzielna, bowiem nie wierzyli oni ze ktoś może na przykład być odważnym a przy tym okrutnym dla słabszych, czy tez hojnym, lecz niesprawiedliwym wobec innych. Twierdzili że cnotę się ma, albo nie. Nawet ludzie którzy dopiero starali się ją osiągnąć wcale nie byli lepsi od tych którzy w ogóle nie interesowali się nią. To tylko motywowało ludzi by jak najszybciej ja zdobyć i już nie wypuścić ze swojej duszy. Renesans popatrzył tez na człowieka i na jego piękno fizyczne. Przyczyniło się do tego zainteresowanie ludzkim ciałem jako maszynerią wspaniale funkcjonująca i sprawną. Wtedy to wielcy mistrzowie malarstwa, jak Michał Anioł Buonarotti, czy Leonardo da Vinci przeprowadzali sekcje by jak najlepiej oddać malarsko ciało ludzkie. Znów powrócił antyczny kult ciała wyrażający się w pojęciu "kalos kagathos", czyli piękna i mądrości w jednym.