Siedzę na progu pokoju mojej pani. Jest kwadratowy, bardzo wysoki, ma wielkie okno, przez które wpada mnóstwo światła. Gdy podnoszę głowę, widzę w nim drobinki kurzu wirujące w powietrzu. Z sufitu zwisa lampa z koronkowym abażurem. Pod łapkami mam zielony dywan, a gdy zejdę z niego na drewnianą podłogę, to moje pazurki śmiesznie o nią stukają. Na środku pokoju stoi duży stół na czterech grubych nogach. Nigdy nie widzę, co na nim stoi, widzę tylko szary spód blatu. Kilka razy widziałem tam pająka, ale pani zawsze go wyrzucała. Czasem na stole jest długi obrus, który zwisa aż do podłogi. Lubię pod niego wchodzić i ukrywać się pod stołem. Wokół stoją krzesła. Też mają cztery nogi i są obite miękkim, czerwonym materiałem. Nie są już tak wysokie i umiem na nie wskoczyć. Zdarza się, że to robię, choć mi tego nie wolno. Kolejnym meblem w pokoju jest ogromna szafa, która jest tak wysoka, że prawie nie widzę jej górnej krawędzi. Część jest zamykana, a w drugiej części są półki, na których widać wielobarwne grzbiety książek różnej wysokości. Szafa jest zrobiona z jasnego drewna i niezbyt pachnie lakierem. Obok niej stoi wielkie i miękkie łóżko. Leżą na nim kolorowe poduszki. Nie wolno mi tam wskakiwać, ale zawsze to robię, gdy pani nie ma. Naprawdę powinienem spać na swoim brązowym kocyku, który leży obok łóżka.