Ignacy Krasicki, poeta oświecenia, jawi się nam obecnie jako jeden z najdowcipniejszych pisarzy polskich. Do dzisiaj możemy się śmiać z jego bajek, satyr, czy poematów, zapominając iż jednak nie powstały one tylko z tego powodu, dla zabawy. Według horacjańskiej zasady miały one bowiem "Bawić ucząc i uczyć bawiąc", a więc niosły sobą ważne treści wychowawcze. Rzeczpospolita w epoce oświecenia znajdowała się w tak tragicznym położeniu, na skraju upadku, że każdy z poetów jak tylko mógł starał się pomóc jej swoją twórczością. Krasicki za swoja broń obrał ironię i śmiech, gdyż jak pisał:

"I śmiech niekiedy może być nauką,

Kiedy się z przywar, nie z osób natrząsa;

I żart dowcipną przyprawiony sztuką

Zbawienny, kiedy szczypie, a nie kąsa, (...)

Szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych,

Śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych".

Ten fragment poetyckiego credo autora pochodzi z poematu heroikomicznego "Monachomachia". Wyraził on w nim miażdżącą krytykę głupoty i rozpusty jaka zaczęła się szerzyć w klasztorach za jego czasów. Nie wyraził on jej jednak patetycznie, lecz w sposób lekki i zabawny. Wydaje mi się, że właśnie ośmieszony osoby, poprzez poczucie wstydu, zakłopotania z racji obnażenia ich najgorszych wad i przywar mogły znaleźć ratunek w pracy nad sobą i poprawie. Gdyż osoba uwikłana w nałogi i grzech podobniejsza jest dla Krasickiego zwierzęciu, niż istocie ludzkie. Tak wyraził się w satyrze "Pijaństwo", która jest przezabawna scenką rodzajową. Z wiersza wyłania się portret zapijaczonego szlachcica, którego jedyną radością jest alkohol, pozwalający mu zapomnieć, że dużo pije. Czyni to bowiem przy każdej nadążającej się, nawet najbłahszej okazji. Dość przykra jest dodatkowo świadomość, że bohater satyry choć wie że czyni źle, to jednak nie ma w sobie na tyle siły by zerwać z niszczącym go nałogiem. Autor uczy tego, że:

"Patrz na człeka, którego ujęła moc trunku,

Człowiekiem jest z pozoru, lecz w zwierząt gatunku".

Pozornie tylko zabawną jest również gwałtowna scenka z jednaj z bajek biskupa Krasickiego. Sceptycznemu oglądowi poddał w niej fałszywą pobożność, opierającą się tylko i wyłącznie o bezmyślne odmawianie modlitw. Gorycz może się pojawić w dzisiejszym czytelniku, który łatwo dostrzeże że współczesne mu różne przykłady powierzchownej i bardzo wojowniczej wiary, były częste i przez dwustu laty i że przez ten długi czas nikt nie potrafił sobie z nimi poradzić. Tytułowa kobieta w momencie mówienia pacierza, jest zdolna krzywdzić za lekkie przewinienie swoja służącą:

"Mówiąc właśnie te słowa: "...i odpuść nam winy,

Jako my odpuszczamy", biła bez litości.

Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!".

Innym obrazem kobiety, dalekim od ideału jest tytułowa bohaterka "Żona modnej". W tym utworze zganiona zostaje przede wszystkim jej głupota. Jest bowiem ona przykładem kobiety, dla której jedyny wyznacznik kultury i wykształcenia to ślepe naśladowanie francuskich nowinek. Satyra ta to opis kolejnych przemian w dworku jej męża Piotra czynionych przez posiadaczkę mini zoo:

"W jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,

W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,

Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku".

Nie przejmuję się ona rychło topniejącym majątkiem i bezsensem swoich projektów. Już sam opis Krasickiego, zestawiający wersalskie porządki, ze starym dworkiem, wykpiwa jej zapędy:

"Z stołowej izby belki wyrzuciwszy stare,

Dała sufit, a na nim Wenery ofiarę.

Już alkowa złocona w sypialnym pokoju,

Gipsem wymarmurzony gabinet od stroju.

Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,

A nowym dziełem kunsztu i architektury

Z półek szafy mahoni, w nich książek bez liku,

A wszystko po francusku(...)"

Śledząc jej kolejne projekty wręcz zapominamy, że w ten sposób prowadzi do upadku całego gospodarstwa męża, który przez to jest coraz bliżej bankructwa.

Większość utworów Ignacego Krasickiego wzbudza śmiech. Śmiejemy się ze świata ludzkich ułomności, niepowodzeń, jakby zapominając że wszystkie one mają realne odpowiedniki i w społeczeństwie osiemnastowiecznej Rzeczpospolitej i Polski dwudziestego pierwszego wieku. Uświadomienie sobie tego faktu sprawia, że nasz śmiech zaczyna być czarnym humorem. Niczym w "Rewizorze" Mikołaja Gogola, w którym ostatnie słowa to "Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejcie", musimy dostrzec, że powinniśmy się śmiać nie tyle z utworów, co z siebie.