Z pewnością chcielibyście poznać moją historię i wyciągnąć z niej wnioski. Otóż jestem Jędrzej Radek. Dzisiaj moja sytuacja wygląda znacznie lepiej, ale początki były naprawdę trudne. Przyszedłem na świat we wsi o nazwie Pajęczyn Dolny. Z tamtego okresu pamiętam doskonale dworskie czworaki. Właśnie w nich spędziłem najwięcej czasu, bo moja rodzina cierpiała nędzę i niedostatek. Bywały takie dni, że sypiałem w stodole lub pod gołym niebem. Chociaż byłem dzieckiem, to także miałem swoje obowiązki. Głównie musiałem zajmować się gęsiami oraz trzodą chlewną. Ponieważ nie wyróżniałem się sumiennością w podejściu do pracy, więc często spotykała mnie kara. Ojciec miał twardą ręką i często mnie bił. Ta świadomość jednak nie powstrzymywała mnie przed psotami. Często zdarzały mi się przewinienia.

Właściwie nie wiadomo, jak potoczyłoby się moje życie, gdyby na mojej drodze nie pojawił się Antoni Paluszkiewicz. Wszyscy nazywali go Kawką, ponieważ wydawał niepokojące odgłosy w czasie pokasływania. To prowokowało chłopców do urządzania dziwnego przedstawienia. Ukryci w krzakach, kiedy tylko pan Antoni przemierzał dziedziniec, wydawali odgłosy. One miały przypominać kaszel Paluszkiewicza. Wszyscy nieźle się przy tym się bawili. Wybuchom śmiechu nie było końca, ale guwernant a to nie zwracał najmniejszej uwagi. Całkiem obojętnie przechodził dalej, nawet nie spoglądał tam, skąd dochodziły głosy, a co więcej ani trochę nie zmienił sposobu kaszlu.

Niewątpliwie miałem duże umiejętności w naśladowaniu pana Paluszkiewicza. Zanim wydawałem odgłosy, starannie się do tego przygotowałem. Brałem długą płachtę, którą zarzucałem na ramiona, mierzwiłem sobie włosy. Później brałem w rękę patyk i przystępowałem do dalszych działań. Za artystyczne występy spotykała mnie nagroda. Nawet dziedziczka dawała mi jakąś kostkę cukru albo "na pół zgniłe jabłko". Jednak w końcu wszystko się wydało i byłem przekonany, że spotka mnie kara.

Jak do tego doszło? Oto siedziałem przy płocie, dobrze nakryty workiem i ni stąd ni zowąd poczułem, jak mocne ręce Paluszkiewicza chwyciły mnie za kark. Oczywiście szamotałem się, krzyczałem w niebogłosy, jednak na niewiele sto się zdało. Nauczyciel zaprowadził mnie do jego mieszkania. Siedziałem tam i bardzo niespokojnie patrzyłem na mojego prześladowcę. Myślałem o czekającej mnie karze od ojca. Chciałem już to wszystko mieć za sobą. Jednak ku mojemu zaskoczeniu pan Antoni nie zamierzał wyciągać wobec mnie żadnych konsekwencji. Podszedł jedynie do biblioteczki i wyciągnął z niej duży atlas zwierząt. Następnie położył go przy mnie i kazał przejrzeć książkę. Kolory mnie oszołomiły. Oglądnąłem atlas i odtąd wiele chwil tam spędziłem. Pan Paluszkiewicz poświęcał mi dużo czasu, wprowadzał mnie w nieznany wcześniej świat. Dzięki niemu nauczyłem się szybko czytać, nawet nie wiem kiedy.

Właściwie guwernant doprowadził do umieszczenia mnie w progimnazjum. Z początku miałem przejściowe trudności, ale z czasem przywyknąłem do nowych obowiązków i radziłem sobie coraz lepiej. Z wyróżnieniem zdałem do klasy drugiej. Pokrzepiony postawą Paluszkiewicza zawsze niestrudzenie dążyłem do osiągnięcia swych celów. Pamiętałem o radach swojego dawnego nauczyciela i za wszelką cenę chciałem poprawić swoją kondycję. Z nicponia przeobraziłem się w przykładnego ucznia. Wszystko to było zasługą pana Atoniego. Jestem mu za to bardzo wdzięczny.