Opisy miast są stałym elementem utworów literackich od dekad. To wielkie, buchające życiem metropolie, bądź też urokliwe miasteczka stanowią idealną scenerię dla perypetii oraz dramatów bohaterów i jako takie zasługują na wyczerpujące charakterystyki. I nie inaczej jest w przypadku opowiadania Brunona Schultza „Sierpień” i powieści Leopolda Tyrmanda „Zły”. Obydwaj autorzy stworzyli opisy miast, które są żywym dowodem ich kunsztu autorskiego. Malowane słowem charakterystyki budynków wciągają wyobraźnię czytelnika w niesamowity labirynt ulic oraz domów i wytwarzają przemożną potrzebę natychmiastowej podróży w celu ujrzenia własnymi oczami opisanego miasta. A jednak czytając te dwa teksty, nie da się nie odnieść wrażenia, że mimo niebywałej wzniosłości obydwu fragmentów są one zupełnie różne. Ten sam przytłaczający czytelnika swą niesamowitością efekt zachwytu u Schultza i Tyrmanda został osiągnięty zupełnie innymi środkami. Dla obu dzieł wspólna jest pierwszoosobowa narracja. Obydwaj autorzy sięgają wspomnieniami do czasów dzieciństwa i młodości, które to spędzili w opisywanych miastach. Jednakże na ich obrazy aglomeracji wpływają odmienne odwołania kulturowe. Przepaść czasu pomiędzy utworami jest widoczna gołym okiem. Sierpień przesycony jest nawiązaniami do mitologii śródziemnomorskiej, podczas gdy te u Tyrmanda mają wymiar bardziej humorystyczny. U Schultza mamy przedwojenne wieloetniczne miasteczko na Kresach, w Złym opisana została metropolitalna Warszawa. Czy wśród tak wielu różnic możliwe jest dostrzeżenie podobieństw? Jaką funkcję pełni miasto w każdym z tych utworów?

Przyjrzyjmy się wpierw opisowi stworzonemu przez Leopolda Tyrmanda. Mamy tu do czynienia z wielką buchającą życiem metropolią – Warszawą. Jest to konkretny i realistyczny opis stolicy Polski, w dosyć ściśle określonej przestrzeni czasowej. Najpierw autor sięga pamięcią do okresu swej młodości spędzonej w przedwojennej Warszawie. Opowiada o swoim dzieciństwie i okresie dojrzewania w cieniu bram stolicy, które później przeistoczyły się w świadków straszliwych zmagań ludności cywilnej z nazistowskim okupantem. Od razu rzuca się tutaj w oczy specyficzny sposób opisu miasta. Autor nie rozpisuje się o wszystkich elementach aglomeracji, lecz skupia się na jednej, kluczowej w jego mniemaniu, części. Bramie. Nietypowe w opisie są również aspekty, na których skupia się autor. Brak w nim prób ukazania piękna tego elementu miejskiego krajobrazu, wręcz przeciwnie. Ukazuje on czytelnikowi, że bramy warszawskie przyozdobione są „pretensjonalną sztukaterią” i „pseudorenesansowymi gzymsami”, na ich ścianach widnieją nieprzyzwoite napisy utworzone przez chuliganów, a całokształt jest po prostu „śmieszny”. W ten sposób wskazuje on, iż niezwykłość tego elementu miasta nie zależy od wartości estetycznych, lecz od wspomnień z nim związanych. Tyrmand ukazuje, że Warszawiacy są ściśle zżyci z bramami, gdyż to wśród nich spędzili  najpiękniejsze i najważniejsze lata swego istnienia. Lata dzieciństwa i dojrzewania. To w ich zaciszu toczyły się zabawy, to wśród ich mroków padały pierwsze pocałunki i to wśród ich grubych murów toczyły się podchody z stróżem nocnym. Bramy warszawskie pełnią jeszcze jedną ważną rolę w umysłach ich mieszkańców. Są świadkami historii. Przy pędzącym naprzód świecie one pozostają niezmienne. W tej samej bramie, gdzie w chowanego bawił się Leopold Tyrmand, toczyły się boje powstańców. Tam gdzie niegdyś wymieniane były pocałunki, padają teraz ciosy zbirów.

            Jakimi środkami posługuje się autor by stworzyć ten niesamowity opis? Przede wszystkim mamy tutaj do czynienia z apostrofą do warszawskich bram, co jest wyraźnie ukazane w pierwszej linijce tekstu. Stworzona tu zostaje swojego rodzaju inwokacja, której adresatem jest właśnie ten element architektury. W tekście występują liczne zwroty doń na przykład: „byłyście świadkami”, „w waszych ścianach” lub  też „zdarzyło się wam”. Tekst charakteryzuje się licznymi wyliczeniami, służącymi uwzniośleniu bramy i wzbogaceniu jej opisu. Styl fragmentu jest bardzo podniosły. Opis przesycony został pytaniami retorycznymi i stylizacją na utwór epicki. Ma to na celu utworzenie kontrastu pomiędzy codziennością charakteryzowanego przedmiotu, a sposobem wypowiedzi, by uzyskać efekt ironii. Temu samemu celowi służy metaforyczne przedstawienie stróża nocnego jako postaci mitologicznej. Słowa „tego rozespanego Neptuna bram warszawskich” nie mogą nie wzbudzić uśmiechu na ustach. Niezwykłą rolę odgrywają w tekście również epitety. Ich nagromadzenie dodaje żywotności opisowi obyczajowych elementów życia mieszkańców kamienicy. Z pomocą tak wielu środków stylistycznych bramie nadane zostało zupełnie nowe znaczenie i urosła ona do symbolu dorastania. Warszawska brama stała się granicą pomiędzy dorosłością a dzieciństwem.

            Z zupełnie innym opisem miasta mamy do czynienia w Sierpniu Brunona Schultza. Nie jest to opis wielkiej gwarnej metropolii jak u Tyrmanda, lecz małego wieloetnicznego miasteczka na krańcach Rzeczypospolitej. Nazwa tego miasta, bądź też dokładniejsza lokalizacja nie jest nam znana. Równie wielką niewiadomą tego opowiadania jest czas. Akcja utworu dzieje się poza historią i jedynie z biografii autora możemy się domyślać, iż jest to okres dwudziestolecia międzywojennego.  Znana jest nam za to pora roku i dzień tygodnia: sierpniowe niedzielne popołudnie. Z pozoru w opisie nie pojawiają się żadne szczególne elementy. Przechodnie, murek, drzewa, pusty rynek, okna, balkony. Same z siebie mało interesujące, lecz pod wpływem mistrzowskiego opisu Schultza nabierają metafizycznego piękna, by stworzyć niepowtarzalną mozaikę. Razem te wszystkie drobne szczegóły zlewają się w wyczerpujący i niepowtarzalny opis miasta. W odróżnieniu od Tyrmanda, Schultz nie ignoruje warstwy estetycznej. Opis przesycony jest pięknymi metaforami, które nadają wdzięku nawet najbardziej zwyczajnym elementom krajobrazu miejskiego jak akacje, czy rysy na murku. Liczne wymyślne odwołania mitologiczne, sprawiają że miasto staje się owianym tajemnicą miejscem. Przechodnie złączeni są „barbarzyńską maską kultu pogańskiego” a rynek zastygł w oczekiwaniu na nadchodzącego Samarytanina. Swym opisem Schultz sprawia, że przedmioty i miejsca ożywają i zaczynają żyć własnym niezależnym od ludzi bytem. Widzimy to najlepiej na przykładzie balkonów i okien. „Teraz okna, oślepione blaskiem pustego placu spały, balkony wyznawały niebu swą pustkę, otwarte sienie pachniały chłodem i winem.”

Środki, którymi posługuje się Schultz są niezwykle wyrafinowane. Spacer z matką staje się przyczółkiem intensywnego opisu rzeczywistości. Pomimo złożonych metafor i języka typowego dla dorosłych Schultz nie wykracza ponad punkt widzenia małego dziecka.  Cały tekst przesycony został epitetami, które podkreślają wrażenia zapachów i kolorów. Jednak najważniejszym elementem utworu są metafory i porównania. To one odpowiadają za nadanie elementom świata przedstawionego metafizycznych znaczeń. W cały tekst wplecione są bogate odwołania kulturowe, głównie do mitologii greckiej i biblii, które odgrywają ważną rolę przy sakralizacji przestawionego w Sierpniu miasteczka. Personifikacja elementów nieożywionych placu sprawia, iż mimo braku ludzi żyje on własnym życiem. Balkony wyznają niebu swą pustkę, akacja kipi swym listowiem, a okna śpią. Tak liczna obecność środków stylistycznych sprawia, iż opowiadanie zaczyna przypominać utwór liryczny. Mamy tutaj do czynienia z liryzacją prozy. Dzięki Schultzowi otwarta przestrzeń staje się miejscem, gdzie rzeczywistość spotyka się  z wyobraźnią. Kilku nędzarzy rzucających monetami w mur wystarczy, by snuć rozważania o horoskopach, a oświecone letnim słońcem twarze, przemieniają się w złote barbarzyńskie maski. Oniryzm to kluczowy element świata przedstawionego w „Sierpniu”. Granica pomiędzy rzeczywistością a fantastyką zaciera się, nadając metafizycznego znaczenia opisywanemu miastu.

Jak widać kreacje aglomeracji w obydwu tekstach różnią się znacząco, choć nie brak w nich elementów wspólnych. Już samo to że miasta przedstawione w Złym i w Sierpniu są diametralnie inne, narzuca pewną dozę niezgodności, lecz i nie do przecenienia jest też ponad dekada dzieląca obydwu pisarzy. Ten ogrom czasu wpłynął przede wszystkim na odwołania kulturowe w  utworach, ale też odcisnął się na obrazie polskich miast. Największą chyba różnicą pomiędzy obydwoma tekstami jest różnorakie skupienie się na szczegółach. U Schultza centrum opisu stanowi plac, zaś u Tyrmanda jest nim warszawska brama. Nie da się też nie zauważyć, iż w Złym dużo większą wagę przywiązano do ludzi zamieszkujących miasto. Pod tym względem opis Schultza jest o wiele płytszy. Jeżeli już występują w nim ludzie to porusza się tylko ich wygląd. Jednakże nie da się zaprzeczyć, że liczba metafor, przenośni czy epitetów tryskających z każdego zdania Sierpnia znacząco przewyższa liczbę środków stylistycznych u Tyrmanda. Fragment opisujący Warszawę przesycony jest ironią i bardziej osobistymi opisami, których próżno szukać u Schultza. W obu tekstach pojawiają się nawiązania mitologiczne i choć pełnią różne funkcje to w obu przypadkach udaje im się wciągnąć czytelnika w wir miejskich zabudowań. W dodatku w każdym z tych opisów budynki pełnią rolę symboliczną. U Schultza plac jest granicą wyobraźni u Tyrmanda brama stanowi metaforę dorastania.