Santiago mieszkał niedaleko Hawany na Kubie. Był to starszy już człowiek, zakochany w baseballu - był chyba największym fanem tego sportu. Kiedyś mieszkał w swym domu razem z żoną, od jej śmierci został całkiem sam. Po pewnym czasie zaczął pomagać mu młody chłopak, Manolin - razem łowili ryby. W czasach młodości Santiago był pracownikiem statków wycieczkowych pływających do Afryki i przez całe życie wspominał wszystkie przygody, jakie spotykały go w czasie tej pracy. W chwili, w której poznajemy tego bohatera, dowiadujemy się, że od bardzo wielu, bo od osiemdziesięciu czterech dni nie złapał ani jednej ryby. Skoro już po czterdziestym dniu takiego pecha sąsiedzi nazwali go "salao", czyli "pechowiec w stopniu najwyższym", to trudno sobie wyobrazić, co sądzili o nim po dalszych dniach "posuchy". Nawet Manolin przestał z nim pracować, rodzice mu zabronili i po prostu nie było takiej potrzeby.

Santiago nie posiadał właściwie żadnych oszczędności. Ubierał jakieś łachmany, nogi miał bose. Ale mimo wszystko był człowiekiem bardzo zdrowym, siła, jaka kiedyś mógł się chwalić w całym miasteczku, trochę go opuściła, ale nadal miał sporą krzepę. Sam często dziwił się jak dobry ma wzrok. Widać było na nim wszystkie te lata, które spędził na morzu - jego twarz, ogorzała od słońca, miała pełno zmarszczek i blizn. Miał niezwykłą odporność na fizyczny ból, co dla niego, jako rybaka, było naprawdę ważne.

Charakteryzował się miłym usposobieniem - we wszystkich wzbudzał sympatię. Kiedy jednak coś stanęło mu na drodze do realizacji własnych celów, wykazywał niezwykły upór. Nie opuszczało go wtedy także przeświadczenia, że wszystko dobrze się skończy. Po prostu był prawdziwym, nie zrażającym się optymistą. Radzi sobie nie tylko z przeciwnościami, ale i własną samotnością i żywiołem. Nie waha się nawet chwili, kiedy może zmierzyć się z dużo silniejszym od siebie przeciwnikiem.

Patrząc na jego codzienne życie można by dojść do przekonania, iż dużo chętniej przebywa w swoim "oswojonym" świecie przyrody, niż w świecie ludzi. Morze jest dla niego niczym piękna kobieta - czasem zdarzają się między nimi kłótnie, jednak nie potrafią one zakłócić ich miłości. Szanuje świat zwierząt i roślin - nigdy nie zabija bez potrzeby - tylko wtedy, kiedy musi jeść lub znajduje się w niebezpieczeństwie.

W moim odczuciu Santiago to stary poczciwiec, który jeszcze raz chce pokazać innym, na co go stać. Często filozofuje, przez całe życie poznaje świat i stara się go zrozumieć. Jego życie nie należy do najłatwiejszych, a jednak zawsze umie znaleźć w nim cos dobrego. Wierzy w nadejście lepszych czasów. Myślę, że taką postawę powinno się naśladować.