Główny bohater dramatu "Romeo i Julia" należał do rodziny Montekich. Była to jedna z dwóch najważniejszych i najbardziej zamożnych rodzin w Weronie. Drugi, równie sławny ród, to ród Kapuletich. Obie rodziny, jak to często bywa, prowadziły ze sobą nawet nie tyle rywalizację, co zaciekły bój. Także przyjaciele obu rodów wzajemnie się nienawidzili, choć tak naprawdę już nikt nie pamiętał powodu pierwszej kłótni. W takich warunkach rozkwitła miłość Romeo do córki wrogów, Julii. Było to wielkie, gorące i piękne uczucie, jednak stało mu na drodze wiele przeciwności, dlatego ta miłość nie mogła skończyć się dobrze.

Myślę, że tego młodego człowieka można by nazwać określeniem, którego często używa się dzisiaj, niekoniecznie w pozytywnym kontekście - niepoprawny romantyk. Dlaczego? Otóż Romeo był młodzieńcem bardzo kochliwym, która to cecha często przysparzała mu cierpień i smutków. Zamykał się wtedy w sobie i przezywał kolejne miłosne rozterki i niepowodzenia. Tak było również wtedy, kiedy zauroczył się piękna Rozalindą, która jednak odrzuciła uczucie młodego amanta. Przyjaciele Romeo postanowili, ze muszą poprawić mu humor, dlatego zabrali go na bal, wydawany przez rodziców Julii. Tam chłopak po raz pierwszy zobaczył miłość swego życia. Od razu zrozumiał tez, ze wszystkie jego dotychczasowe miłości były tak naprawdę nic nie znaczącymi miłostkami, przypadkowymi fascynacjami. Widząc Julię czuł, ze to kobieta, której szukał całe życie i że właśnie z nią pragnie dzielić wszystkie swoje radości i smutki. Niestety dowiedział się również zaraz, czyją jest córką. Dlatego postanowił zrobić wszystko, by pogodzić oba rody i móc wziąć ślub. Do tej pory gwałtowny i nieprzewidywalny, przestał nerwowo reagować na niezbyt uprzejme słowa ze strony przyjaciół Kapulettich. Na pewno nie było to łatwe, ale siła miłości wiele potrafi przezwyciężyć. Romeo uległ złości dopiero wówczas, gdy dowiedział się o śmierci, jaką jego przyjaciel, Merkucjo, poniósł z rąk kuzyna Julii. Tybalt, bo tak nazywał się zabójca Merkucja, musiał ponieść śmierć, choć Romeo doskonale wiedział, że taki sposób zakończenia nowego sporu, będzie się wiązał z koniecznością ucieczki z księstwa Werony. Jednak nie to było dla niego największą kara, a fakt, że przez tak długi czas nie będzie mógł widzieć się ze swoją ukochaną: "Zewnątrz Werony nie ma, świata, tylko tortury, czyściec, piekło samo! Stąd być wygnanym, jest to być wygnanym ze świata; być zaś wygnanym ze świata, jest to śmierć ponieść, wygnanie jest zatem śmiercią barwioną" - ubolewał po opuszczeniu murów miasta. Wyjście z miasta było tak naprawdę początkiem tragedii, jaka miała miejsce później. W niedługim czasie po tych wydarzeniach, Romeo dowiedział się bowiem, ze jego Julia nie żyje. Można sobie tylko wyobrazić, jakimi uczuciami musiał być wtedy targany ten młody człowiek. Zdecydował, że nie chce już dalej żyć i otruł się, by znaleźć się szybko "po drugiej stronie" - razem z nią.

Romeo jest dla mnie wzorem pewnej postawy. Takie zachowanie jest rzadkie zwłaszcza w naszym dzisiejszym świecie, w świecie ludzi w podobnym wieku, jak przedstawiony bohater. Brak miejsca na czułości, wyznania i prawdziwą głęboką miłość. Dlatego Romeo pozostaje nam jedynie jako postać fikcyjna, funkcjonująca na kartach dramatu. Młodzi ludzie bardziej interesują się karierą i pieniędzmi, niż prawdziwym, szczerym uczuciem. Dzisiaj każdy patrzy tylko na zewnętrzność - wygląd i ubranie, a to, co w środku powoli schodzi na dalszy plan. To bardzo smutne, niestety prawdziwe wnioski. Oczywiście nie mam zamiaru twierdzić, że w dzisiejszych czasach w ogóle nie ma miłości. Ludzie także zakochują się i rozstają, jednak nikt nie poświęca się do tego stopnia, co szekspirowscy bohaterowie. Także prawdziwa, bezinteresowna wierność nie należy do najpopularniejszych uczuć. Świat pędzi do przodu - mamy coraz więcej ulepszeń, wspaniałych wynalazków i wielkich odkryć. Czy jednak nie poświęcamy dla tego wszystkiego czegoś, co powinno być ważniejsze, niż cała reszta - własnego szczęścia...