Marcin Borowicz pochodził z rodziny szlacheckiej, której po Powstaniu Styczniowym odebrano majątek. Był dzieckiem bardzo kochanym, czasami wręcz rozpieszczanym przez rodziców, a szczególnie przez matkę.

Z powodu problemów finansowych państwo Borowiczowie nie mogli wynająć synowi prywatnego nauczyciela. Marcin został wysłany do szkoły w Owczarach, gdzie opiekował się nim nauczyciel Wiechowski. Chłopiec nauczył się tam kaligrafii, czytania i pisania. Choć był inteligentny, nie wyróżniał się wśród rówieśników.

Kiedy ukończył szkołę początkową, matka zawiozła go do Klerykowi, gdzie odbywały się egzaminy do gimnazjum. Pani Borowiczowa chciała ułatwić Marcinowi start, więc zapisała go na prywatne lekcje do pana Majewskiego, nauczyciela klasy wstępnej oraz egzaminatora. Niestety, ze strony pana Majewskiego był to tylko sposób na zarobienie pieniędzy, nie przykładał się bardzo do lekcji. Jednak nawet bez jego solidnej pomocy Marcin zdołał zdać egzamin i dostać się do gimnazjum.

Jak wielu innych uczniów, Marcin miał mieszkać na stancji. Matka zakwaterowała go u swojej dawnej znajomej, pani Przepiórowskiej. Chłopiec uczył się pilnie cały rok. W lecie wrócił do rodzinnych Gawronem. Niestety, nie były to radosne wakacje, bo w ich trakcie zmarła jego matka. Marcin początkowo nie rozumiał, jak wielką stratę poniósł.

Po wakacjach Marcin wrócił do szkoły i na stancję. Zaprzyjaźnił się z Wilczkiem, bardzo rozpieszczonym jedynakiem. Chłopcy zabawiali się strzelaniem w parku z pistoletu i zostali przyłapani przez policję. Władze szkolne skazały ich na długi pobyt w kozie. Dopiero to doświadczenie uświadomiło Marcinowi, jak bardzo brakuje mu matki. Zaczął rozglądać się za innym źródłem bezpieczeństwa i w wyniku tych poszukiwań trafił do kościoła. Stał się bardzo pobożny.

Gdy chłopiec doszedł do piątej klasy, represje wobec Polaków nasiliły się. Zatrudnieni zostali nowi nauczyciele, a uczniowie spodziewać się mogli podsłuchu oraz rewizji na stancjach. Posiadanie książek w języku polskim oraz mówienie po polsku były jak najsurowiej karane. Natomiast lekceważenie języka polskiego oraz nauczycieli-Polaków było mile widziane.

Naiwny Marcin dał się omamić nowej ideologii. Został ulubieńcem pana inspektora Zabielskiego, inni nauczyciele również go faworyzowali. Na jego obronę można powiedzieć tylko tyle, że wykorzystywał swoją pozycję w dobrych celach, na przykład obronił przed wydaleniem ze szkoły Andrzeja Radka. Mniej więcej w tym czasie Marcin stał się założycielem kółka literackiego, na którym młodzi ludzie czytali i omawiali literaturę rosyjską. W działalności kółka uczestniczył również inspektor Zabielski, który dostarczał chłopcom książki, na podstawie których były pisane referaty. Uczniowie przedstawiali w nich Polskę jako "dom niewoli, mordujący lud ruski".

Jednak zainteresowania chłopców sięgały poza literaturę rosyjską. Prawdziwą furorę zrobiła na przykład zakazana wówczas książka Buckla "Historia cywilizacji w Anglii". Właśnie po jej przeczytaniu Marcin zadecydował, że będzie materialistą i ateistą.

Lekcje języka polskiego nie cieszyły się sympatią uczniów, którzy nazywali je "nudami narodowymi". Wszystko zmieniło się, gdy do klasy dołączył nowy uczeń, Bernard Zygier. Chłopak wyrecytował "Redutę Ordona" w tak gorący i przepełniony emocjami sposób, że Marcin wreszcie zrozumiał, jaki błąd popełnił poddając się bezwolnie rusycyzacji.

Marcin, Bernard i inni założyli tajne stowarzyszenie, którego celem było czytanie i analizowanie dzieł literatury polskiej. Poznawali wieszczów polskich: Mickiewicza, Słowackiego. Po lekturze "Dziadów" Marcin by tak wzruszony, że musiał pobyć chwilę w samotności. Stał się teraz zupełnie innym człowiekiem. Nie bał się już władz szkolnych i brał udział w akcjach takich jak obrzucenie błotem Majewskiego, który próbował wyśledzić nielegalne spotkania.

Młody Borowicz często uczył się w parku. Pewnego dnia dostrzegł tam Birutę, uczennicę gimnazjum żeńskiego, która również uczyła na świeżym powietrzu. Chłopak zakochał się od razu i usilnie próbował poznać dziewczynę. Nie udało się. Po wakacjach okazało się, że Biruta wraz z rodzicami wyjechała w głąb Rosji. Był to prawdziwy cios dla Marcina. Jednak od czego są przyjaciele - pomoc i oparcie znalazł w Andrzeju Radku.