Losy Skawińskiego - bohatera noweli Henryka Sienkiewicza pt. "Latarnik" - bez wątpienia można porównać do losu bezwładnego liścia, miotanego i niesionego przez wiatr w nieznane, przypadkowe miejsca. Zerwany liść nie ma wpływu na to gdzie się znajdzie, nie ma też większej szansy na powrót do swojego drzewa. Jest zdany na wiatr, który nim kieruje i w zależności od mocy porywów przenosi w bliższe lub dalsze zakątki świata. Taki listek raz pozbawiony ostoi jaką było dla niego drzewo, już cały czas jest narażony na niebezpieczeństwa i zagrożenia. Trudno mu zaznać spokoju, bo każde miejsce jego pobytu jest dla niego tylko tymczasowe.

Podobnie wyglądało życie Skawińskiego, który pozbawiony ojczyzny nie mógł znaleźć swojego miejsca na ziemi. Jako uczestnik powstania listopadowego musiał po jego upadku emigrować z Polski. Od tego czasu tułał się po świecie, nigdzie nie zatrzymując się na dłużej. Walczył poza granicami kraju o wolność innych narodów. Podejmował się różnych zajęć i wykonywał wiele zawodów. Wiele w życiu doświadczył. Mimo, że był pracowity i uczciwy los mu nie sprzyjał: "Miał on nieszczęście, że ilekroć rozbił gdzie namiot i rozniecił ognisko, by się osiedlić na stałe, jakiś wiatr wyrywał kołki namiotu, rozwiewał ognisko, a jego samego niósł na stracenie".

Wreszcie udało mu się otrzymać posadę, która dawała nadzieję, że znalazł swoje miejsce na ziemi. Pracował jako latarnik na wyspie Aspinwall niedaleko Panamy. Pokochał latarnię i zajęcia, które wykonywał codziennie z taką samą starannością i obowiązkowością. Niestety i ta stabilizacja okazała się chwilowa. Skawiński bowiem nigdy nie przestał tęsknić za ojczyzną, którą opuścił czterdzieści lat temu. Kiedy więc któregoś dnia otrzymał paczkę z polskimi książkami, a wśród nich "Pana Tadeusza" A. Mickiewicza poczuł niezwykłą radość. Po latach nostalgii, która zaczęła przemieniaj się w rezygnację i zwątpienie, że jeszcze kiedykolwiek ujrzy ojczyznę, otrzymał utwór, który przypomniał mu Polskę. Ta lektura tak go pochłonęła, że zapomniał zapalić latarnię morską, co spowodowało rozbicie łodzi. Na szczęście nikt nie zginął. Skawiński został jednak zwolniony z pracy i musiał opuścić wyspę.

Znowu więc "..wiatr porywał ten liść, by się nad nim znęcać do woli". Nie wiadomo czy Skawińskiemu uda się znaleźć swoje miejsce na ziemi i gdzie tym razem skieruje go los. Mam nadzieję, ze uda mu się wrócić do domu, do ojczyzny i że zazna wreszcie szczęścia i spokoju.