Dzień zapowiadał się pogodnie i pogoda dopisywała na dworach. Humory wszystkich w pobliżu zamku dopisywały,bowiem był to dzień urodzin zarówno Cześnika jak i Rejenta. Cały personel przygotowywał skrzętnie posiłki, nakrywał do stołu i przyozdabiał wnętrza. Wszyscy krzątali się i uwijali jak małe mróweczki, by całość wydarzenia wypadła jak najlepiej, a goście,którzy powoli przybywali byli pozytywnie zaskoczeni otaczającą ich zmianą. Cześnik spotkał się więc z Rejentem, by uzgodnić co podadzą swoim gościom na deser,gdyż to właśnie deser miał być dowodem ich zgody i wyrazem współpracy. Zmienność charakteru obu panów nie uległa zmianie,więc sprzeczek nie dało się uniknąć, pomimo to co pewien czas zgadzali się ze sobą, idąc na kompromis. Cześnik obstawał za ciastem chlebowym, podkreślając walory i wagę przepisu od jego rodziny, za to Rejent skupiał się na podkreśleniu wyrafinowanych smaków i usilnie starał się przekonać Cześnika do doszlachetnienia deseru licznymi dodatkami. Spierali się o ilość,kolor,smak i dekorację, jednakże w końcu ustalili,co obojgu będzie smakowało i zabrali się do pracy. Pracowali wytrwale we wspólnej od pewnego czasu kuchni i starali się przy tym nie rozpoczynać kłótni, przygryzając język. Nie było to łatwe przedsięwzięcie, ale goście już się zjechali, więc gdy nadeszła chwila testu i zasmakowania wspólnego dzieła, Panowie pokłócili się, który z nich powinien spróbować pierwszy. Po wymianie argumentów doszli do wniosku,że policzą do trzech i jednocześnie go spróbują. Ciasto okazało się być majstersztykiem, a ich zgoda pomogła mu osiągnąć najwyższy pułap w kategorii wypieków. Po zakończonym, wspólnym i zgodnym pieczeniu udali się oboje na prezentację swojego dzieła, trzymając wspólnie ich twór. Każdy z przybyłych był zachwycony zarówno detalem jak i ogółem ciasta, które wychwalali pod niebiosa. Wszyscy goście zachwyceni byli jednak nie tylko samym wypiekiem,ale przeważnie zgodą i miłą atmosferą panującą na dworze. W powietrzu czuć było wzajemny szacunek, zgodę i zapach ciasta.Gdy dzień dobiegł końca,panowie podali sobie dłonie, dziękując sobie za wspólne przeżycia i odprawiając ostatnich gości w drogę do domu. Kolejny dzień się zakończył, Papkin nadal był Papkinem, powietrze nadal było czyste a zgoda pomiędzy Cześnikiem a Rejentem trwała w najlepsze, tylko z czasem mając spadki swojej idealnej formy.