Czytając "Antygonę" zainteresowałem się przede wszystkim postacią natchnionego przez bogów wieszcza - Tejrezjasza. Dostrzegłem w nim wiele cech, które mi naprawdę imponują. Tejrezjasz był bardzo dziwną istotą. Urodził się jako kobieta. Pod wpływem czarów zamienił się w mężczyznę. W młodości miał nieszczęście ujrzeć przypadkiem nagą Atenę w kąpieli. Za karę stracił wzrok. Zeus obdarzył go siedmiokrotnie dłuższym niż przeciętne życiem. Tejrezjasz miał też dar widzenia rzeczy przyszłych, znał niedostępne dla innych tajemnice i mowę ptaków. Według mnie był on obarczony straszliwym brzemieniem. Jako odmieniec, bo jednak trudno zaprzeczyć, że znacznie różnił się od reszty śmiertelników, żył na uboczu. Wzywano go wtedy, gdy działo się źle, żeby pomógł, poradził, wskazał wyjście z sytuacji. Tejrezjasz jednak nie zawsze przynosił rozwiązanie łatwe, czasem prawda była tragiczna. Jak w sprawie Edypa, kiedy to Tejrezjasz nie chciał ujawnić prawdy. to nawet dla niego, było zbyt trudne.

Siwowłosy starzec z długą brodą budził szacunek, ale myślę, że w spokojnych, szczęśliwych czasach mało kto miał ochotę go oglądać. Za to on dokładnie wiedział, jak potoczą się losy miast i społeczności i nie mógł temu zapobiec. Mógł jedynie informować - to postać głęboko tragiczna. Tejrezjasz przepowiedział na przykład Kreonowi śmierć syna, ale niestety także nie potrafił wpłynąć na króla, by odwołał swój okrutny rozkaz zabicia Antygony.

Imponuje mi spokój, siła i opanowanie tego starca. Mimo że był słaby i łatwo go było skrzywdzić, Tejrezjasz nie bał się mówić prawdy w oczy nawet największym władcom świata. Zawsze był wierny sobie, z pokorą ale i godnością znosił swój los.