Autorem interesującego nas sonetu jest urodzony w 2 połowie XVI wieku w Londynie John Donne. Był on angielskim kaznodzieją oraz doktorem na uniwersytecie w Cambridge i Oxfordzie, przede wszystkim jednak został zapamiętany jako poeta barokowy, tworzący poezją metafizyczną. Jej przykładem jest właśnie sonet XIV. Ma on charakter filozoficzno- religijny. Wiersz jest specyficzną modlitwą błagalną, skierowaną do Boga (apostrofa), w której podmiot liryczny jednocześnie porusza nurtujące go problemy filozoficzne. Są one przyczyną wewnętrznego rozdarcia i rozpaczy. Chodzi o brak związku między rozumem i wiarą, dokładnie zaś jego rozpadu i wynikającego z tego poczucia bezsilności.

Podmiot liryczny zwraca się do Stwórcy z nietypową prośbą o zniszczenie. Żąda niemalże, sądząc, że jest to jedyny możliwy dla niego ratunek, by Pan go doprowadził do upadku a następnie pomógł powstać. Mówi: "…niech mnie Twoja moc złamie i zemnie, spali, odnowi; zwal mnie z nóg- dopiero wstanę…" Traktuje siebie jak "zmurszałą ścianę" , Bóg zaś jest tym, który sprawiał, że była piękna. Bóg jest więc dla niego wszechmogącym, potężnym, nadającym wszystkiemu sens Panem, którego on bardzo kocha, którego miłości pragnie.

Modlący porównuje siebie, dla lepszego zobrazowania rządzących nim emocji, do podbitego miasta, które potrzebuje ratunku, "odsieczy" boskiej (metafora biblijna). Sytuacja podmiotu jest skomplikowana, ponieważ rozum ofiarowany mu przez Boga, stał się przeszkodą na drodze do prawdy, do samego Boga. Problem tkwi w nim samym, w nim toczy się walka, w nim gromadzą się sprzeczności. W wyniku rozpadu wiary i rozumu czuje się niczym zdrajca, "…Ciągle Twój nieprzyjaciel jest moim oblubieńcem..", czuje się niewolnikiem rozumu. Kocha Boga, pragnie powrócić do Niego, ponownie Go doświadczać w sobie. Jest jednak bardzo związany z rozumem, ceni go, więc trudno jest mu znaleźć w tej sytuacji rozwiązanie, w sytuacji którą modlący się ocenia jako zdradę, ponieważ to rozum ludzki odwodzi go od Pana. Proponuje więc Bogu: "… Rozwiedź mnie zatem, rozwiąż, rozerwij nareszcie ten węzeł, weź mnie w siebie…" Chciałby, by teraz Bóg uwięził go w sobie, by zrobił z niego jeńca, tylko wtedy będzie wolny, czysty, nie będzie rozdarty Istny paradoks a jednak bycie więźniem Boga, bycie z Nim to szczęście, spokój. Sonet ten to modlitwa grzesznika, prośba o pomoc, prośba będąca niczym rozkaz, na co wskazuje forma czasowników ( tryb rozkazujący). We wnętrzu podmiotu lirycznego toczy się ciągła walka ze słabościami ludzkimi, z bezsilnością, z pokusami, które wciąż kuszą "…Trudzę się, by Twą odsiecz wpuścić, lecz daremnie.." Ma on jednak nadal nadzieję na pomoc boską, na powrót do Boga. Człowiek jest bowiem , w stosunku do mającego nad nim przewagę Boga, istotą kruchą, uległą, grzeszną, obdarzoną niestabilnym rozumem. John Donne w swym sonecie nawiązuje do filozoficznych dylematów trapiących myślicieli epoki baroku. Właśnie w wieku XVII następuje rozłam rozumu i wiary a do głosu dochodzi racjonalizm. John Donne to poeta barokowy, omawiany sonet XIV w ową epokę wpisuje się nie tylko ze względu na swą kunsztowną formę często stosowaną przez poetów, czy filozoficzną tematykę aktualną dla tamtych czasów, lecz także przez bogaty język, typowy dla poezji barokowej- oksymoron, metafory, porównania.