Przejdź na stronę główną Interia.pl
Zofia Kossak

Streszczenie szczegółowe

1. W cieniu drzew

Narratorka z wyraźną nostalgią wspomina dom w Nowosielicy na Wołyniu, gdzie wraz z mężem gospodarowała od kilku lat. Dużą część przywołanych z nieodległej przeszłości obrazów dotyczy opisu wnętrza ulepionego z gliny i pokrytego blachą domostwa składającego się z pięciu słonecznych pokoi i kuchni z innymi pomieszczeniami gospodarczymi. W opisie szczególną uwagę przykuwa krótkie, a treściwe stwierdzenie oddające istotę dawnego, pięknego świata kresowego ziemiaństwa: „Żadnych imitacji. Jesion był jesionem, dąb dębem, a samodział samodziałem.” Tęsknota za jednoznacznością i porządkiem świata, jak i w jego wymiarze materialnym tak i moralnym ,wydają się zasadniczym przesłaniem wspomnień.

Wnętrze nowosielickiego domu, choć urządzone w tradycyjny dla domów ziemiańskich sposób, zawiera też ukochany przez narratorkę motyw ludowy, regionalny: kilimy będące emanacją „głębin pierwotnej duszy ludowej” i oddające nastroje człowieka, wprowadzały w rozświetloną przestrzeń wielobarwność tureckiego kobierca. To spojrzenie na ludowe kilimy podkreśla charakterystyczną dla narracji wrażliwość estetyczną. W podobny sposób potraktowano opis otoczenia domu. Natura stworzyła Piękno „otaczające zewsząd”, a narratorka w jego opisie wykorzystała literacki topos wiecznie trwającej wiosny, przestrzeni arkadyjskiej. Idealny wzorzec otoczenia przekładał się także na relacje międzyludzkie: zaufanie do świata sprawiło, ze dom Szczuckich pozbawiony był rygli przy wejściu, niskie okna zamykano na zwykłe zaszczepki, a drzwi kuchenne pozostawiano na noc otwarte, „aby stary Józef, stróż, miał się gdzie schronić w razie deszczu”.

Połączenie prostoty z zasobnością i tradycją przywodzi na myśl Mickiewiczowskie opisy Soplicowa. Podjęcie tego literackiego tropu uzupełnia też obraz nieodległego pałacu, przypominającego zamek Horeszków: „Nie zamieszkany i pusty, miał w sobie coś klasztornie cichego i zamyślonego”. Tuż przed wojną pałac „stylowy angielski gotyk, surowy i poważny”, kupili Potoccy z Antonin. Narratorka zachwyca się ogromnym, jednym z najpiękniejszych na Kresach parkiem otaczającym dom i pałac. Roztaczał się z niego rozległy widok na okoliczne majątki szlacheckie: Łaszki Głębockich, Semerynki Czeczelów i Pruszyńskich, Derkacze Gryf-Rothariuszów, Beregiele Mazarakich, Eliaszówkę Dorożyńskich. Narratorka zachowując dokładność topograficzną i szczegółowo wymieniając nazwiska właścicieli ziemskich, ocala od zapomnienia rzeczywistość zniszczoną w wyniku opisanych dalej wypadków lat 1917-1919.

Rozszerzająca się perspektywa spojrzenia narratorki ogarnia następnie piękno wołyńskiego pejzażu: „Harmonijne wzgórza (...) falowały lasami i zbożem, radując się same w sobie swej rodzajności i sile (...) Między wzgórzami, w dole, były stawy, nad stawami w okrąg rozłożone wsie”. Ich mieszkańcy - Rusini charakteryzowani są jako lud „rosły i krzepki”, łączący - w paradoksalny sposób uśpienie i żywiołowość. Narratorka, mimo wielu zalet Ukraińców, zwraca też uwagę na ich zacofanie cywilizacyjne i kulturowe zapóźnienie. Podkreśla, że prawdziwymi panami Kresów byli Polacy i ten porządek społeczny i narodowy akceptowany był przez lud ukraiński. Rosjanie, mimo siły politycznej, nigdy nie zostali na Kresach zaakceptowani, gdyż miejscowa ludność widziała w nich żywioł obcy. Jednocześnie od czasów zaborów, Rosja nie zezwalała na pracę kulturalno-oświatową wśród najuboższej części szlachty, szlachty zagonowej, którą od całkowitego schłopienia ratowała odmienność religijna: Ukraińcy wyznawali prawosławie, a szlachta należała do kościoła katolickiego. Warto podkreślić, że szkoły rosyjskie i przycerkiewne szkółki prowadziły działalność antypolską i rusyfikacyjną.

Mimo to „ziemiaństwo polskie lubiło Rusinów (...) Stosunek ten był naturalnym wynikiem historii: wszakże poważny procent najpiękniejszych rodów ziemiańskich kresowych wyrósł z tego samego szczepu co lud ruski, z tej samej ziemi bujnej, szerokiej i barwnej”.

Dużą część służby w ziemiańskich domach stanowili Rusini, co w dalszej perspektywie historycznej okazało się być błędem.

Otoczenie pałacu Potockich, oprócz wspomnianego już wcześniej parku, stanowiły sad, ogród, zabudowania służbowe i wzbudzająca zachwyt oranżeria, pamiętająca dawne czasy doskonałości, z zachwycającą różą Maréchal Niel, posiadającą „wdzięk i piękność rzeczy, które giną”.

Bardzo charakterystyczny dla szlacheckiego spojrzenia na świat jest fragment narracji charakteryzujący służbę nowosielicką, która wierzyła w sprawiedliwość i nienaruszalność istniejącego porządku społecznego. Józef Sawicki związany z pałacem od 47 lat i Jan Kobierski, furman, pracujący tu od 25 lat żyli w przeświadczeniu, że „na świecie panuje Harmonia wraz z Ładem”.

Dopełniając obraz kresowego życia, narratorka podkreśla rolę pracy, która wypełniała zwykły dzień ziemiaństwa. Rozrywką i wytchnieniem po trudzie była wieczorna wizyta w ukochanej stadninie. Zachwyt nad pięknem i szlachetnością koni jeszcze wielokrotnie pojawi się na kartach Pożogi. Narratorka w wyraźny sposób nawiązuje tu do tradycji polskiego ziemiaństwa, którego duszą są „koniarstwo i łowiectwo”, jak pisał w XIX w. K. W. Wójcicki i kontynuuje w świadomy sposób romantyczny motyw orientalny (np. Mnich J. Słowackiego - wyjątkowość arabskich rumaków). Temat ten szerzej podejmuje rozdział Pod Petlurą.

Byt ziemiaństwa narratorka w sposób świadomy łączy z rytmem natury, a jego piękno widzi w połączeniu piękna i pożyteczności. Opisane w kolejnych fragmentach wspomnień wydarzenia niszczą ten „dzień jasny i piękny”, bo do głosu dochodzi tworzona przez ludzi, destrukcyjna historia.

2. Pierwsze starcia

O ile w pierwszym rozdziale autorka w sposób wyraźny wykorzystuje ujęcie bezczasu i rytmu naturalnego (tradycja, historia rodzinna, brak wyraźnie określonych ram chronologicznych lub sygnalne odwołania do historii), o tyle w części drugiej wspomnień operuje konkretnymi faktami, nazwiskami historycznych postaci, charakterystyką zjawisk społeczno-politycznych.

We wstępie pojawiają się już odwołania do rewolucji rosyjskiej, którą nazwano później rewolucją lutową, która odsunęła od władzy panującą w Rosji od 1613 r. dynastię Romanowów (car Mikołaj II). Paradoksalnie, to inteligencja przyjęła zmianę polityczną bardziej entuzjastycznie, a chłopi zachowali wobec niej nieufność: „Bez cara ani porządku, ani sensu. Kto będzie głową gospodarstwa?”

Pozornie zmieniło się niewiele: nazwy władz gminnych i powiatowych, policję zastąpiono milicją, ale narratorka dostrzegła największe niebezpieczeństwo w podstępnej działalności agitatorów politycznych, działających wśród prostego, podlegającego dość łatwej manipulacji ludu. Obiecywali oni chłopstwu podział ziemi, mający jakoby nastąpić za cztery miesiące, odwoływali się do najniższych ludzkich instynktów: żądzy odwetu, chciwości i zazdrości.

Narratorka, zachowując emocjonalny ton relacji, podkreśla rolę wiejskich kobiet w budzeniu się świadomości społecznej chłopstwa, ukazując ich podatność na podjudzanie do „kainowej walki”. Zmieniły się międzyludzkie relacje, wszyscy stali się nieufni i podejrzliwi, a „świętą i wyśnioną wolność” przywiózł w maju 1917 r. do Nowosielicy, Skowródek, Pohoryla (gmina skowródecka) Własow - agitator, naczelnik milicji i bolszewik. Zapowiadało to , że rząd księcia Lwowa („rząd kadecki”- od nazwy Komitetu Dumy) jest zbyt słaby i zwyciężą siły radykalne.

W okolicznych wsiach zaczęły odbywać się organizowane przez Własowa sądy „nad panami”, aby za wszelką cenę udowodnić im niesprawiedliwość i zły stosunek do chłopów. Jak zaznaczyła narratorka „lud ruski miał głęboko zakorzenione poczucie sprawiedliwości i trzeba było jeszcze kilku miesięcy umiejętnej pracy, aby je w nim wyplenić i spaczyć”, a więc zabiegi „przybłędy piotrogrodzkiego” spełzły na niczym. Jednakże był to czas zauważalnej już anarchii, rozprzężenia aparatu państwowego, który odtąd nie dawał żadnej pewności bezpieczeństwa. Formowane we wsiach komitety wypędzały z majątków służbę, zawieszały w czynnościach ekonomów, karbowych i leśniczych, dezorganizując życie gospodarstw.

Od lipca 1917 r. na czele Rządu Tymczasowego stanął Aleksander Kiereński. To jego wspomina narratorka, nazywając prześmiewczo dyktatorem „Wielkiej Wolnej Armii”, której żołnierze masowo dezerterują. Przyczynę tego zjawiska widziała w chęci sprawiedliwego - w rozumieniu tych ludzi - odwetu za trzyletnią służbę wojskową (1914-17) i w żądzy posiadania niedostępnych dotąd dóbr. Realne zagrożenie ze strony takich grasujących band, zmusiło Szczuckich do zorganizowania ochrony majątku. Stało się nią sześciu Kozaków dońskich ze stacjonującego nieopodal pułku. Obserwując ich, narratorka zrewidowała popularny wśród Polaków pogląd na ich temat. Sformułowała nawet tezę o odrodzeńczej sile tkwiącej w Kozaczyźnie, będącej szansą dla przeżartej nihilizmem Rosji. Argumentem przemawiającym za tym jest fakt, że Kozacy oparli się bolszewizmowi.

Wraz z upadkiem Rządu Tymczasowego i dojściem do władzy bolszewików (rewolucja październikowa), sytuacja zupełnie wymknęła się spod kontroli. Zaczęła wzbierać najpierw na Kijowszczyźnie, a następnie na Podolu i Wołyniu fala buntów chłopskich, niosących zagładę ziemiańskim majątkom i życiu szlachty. Co znaczące, narratorka wskazując zarzewia chłopskich buntów, odwołuje się do kryterium historycznego: Taraszcza, Skwira, Kaniów, Białocerkiew to miejsca kontynuujące niechlubną tradycję hajdamaczyzny. Jednocześnie po raz pierwszy narratorka stawia pewną tezę historiozoficzną o istniejącej w dziejach ślepej i okrutnej sile, działającej w „wyznaczonej przez Boga chwili”. Akceptacja boskich, choćby najsroższych wyroków, leży u podstaw światopoglądu Z. Kossak.

Nowe rewolucyjne zwyczaje obejmują także rosyjskie wojsko. Do Nowosielicy przyjechała sotnia gwardyjska pułku Kozaków i na jej przykładzie narratorka ukazuje proces degradacji systemu. Dowódcy podlegali „sądowi żołnierzy”, tak jak wcześniej ziemianie - osądowi wsi. Absurdalność sytuacji podkreśla dokonana przez podwładnych ocena oficerów. Porywczy, okrutny i wymagający absolutnego posłuchu Michajłow zwyciężył Putińcewa, przyjmującego rolę wychowawcy żołnierzy. Trzeci z dowódców - Turkiestańczyk Aleksandrow marzył o jednym - powrocie w rodzinne strony.

Tymczasem ziemianie żyli pod presją dochodzących z Kijowszczyzny i Ukrainy Zadnieprzańskiej wiadomości o zamordowanych tam Polakach. Listy nazwisk ofiar publikowała prasa. Także i w najbliższej okolicy Nowosielicy pojawiło się realne zagrożenie. Czugujewski pułk ułański kwaterujący w Semerynkach terroryzowała najpierw ich starego właściciela - Jana Pruszyńskiego, a następnie dokonała pogromu Łaszek. Nowosieliccy chłopi jeszcze nie byli „dość rozzuchwaleni, by zaczynać pogrom sami”, ale w sposób prowokacyjny i ostentacyjny dawali do zrozumienia Szczuckim, że dawny porządek społeczny już nie istnieje, bezkarnie łamiąc gałęzie w ogrodzie i wypasając konie na trawnikach. Wydarzeniem unaoczniającym konflikt wsi i „panyw” był epizod z opróżnianiem stawów rybnych, kiedy cała wieś czekała z niecierpliwością na jesienny odłów, a właściciel zdecydował, ze swej własności nikomu nie odda. Narratorka określa to pierwszym „rzuceniem rękawicy”, a więc swoistym wyzwaniem na pojedynek.

3. Pogromy i klęski

Narratorka wspomina o sformowanym w październiku 1917 r. I. Korpusie Ukraińskim płk. Skoropadskiego, zapowiadającym rządy Petlury. Kresowa inteligencja polska liczy w tym czasie straty poniesione w pogromach na Podolu: Skazińce, Malinicze, Bujwołowce, Knyszyńce, Skibniewo, Andrejkowice, Rajkowice, Ohremowce.

W tym samym czasie Nowosielica została zajęta przez cofającą się z frontu dywizją Kozaków zabajkalskich. Narratorka z przerażeniem opisuje żołnierzy, którzy bardziej przypominają świat zwierzęcy niż ludzki: „Twarze jeźdźców (...) czaszki i szczęki zwierząt: senne ponure oczy, prawie niewidoczne w skośnych szparach powiek - niby potworne jakieś majaki z zarania ludzkości”. Ich dowódcą był kaukaski książę Kekuatow, wyrzekający się poczucia godności i bojący własnych podwładnych. Jedynie żelazna dyscyplina płk. Łapszakowa, posiadającego hipnotyzującą władzę nad ludźmi i zwierzętami (umiejętności syberyjskich szamanów), potrafiła powstrzymać destrukcyjną siłę „mongolskiej ćmy”. Inaczej stało się w zamieszkałych przez Kossaków Skowródkach, gdzie stacjonował ukraiński batalion strzelecki, terroryzujący całą okolicę. Mimo dramatycznej sytuacji ziemianie wołyńscy zadbali o ukochaną ziemię, siejąc ziarno ozime i jare, choć mogli drogo je odsprzedać na przednówku: „Nieobsianie ziemi zdawało się zbrodnią każdemu z tych ludzi, przesiąkniętych tradycją, związanych wiekami z tym samym warsztatem. Nigdy może przepaść kulturalno-rasowa, dzieląca dwa światy, nie zarysowała się tak wyraźnie”. W ten sposób prawdziwe uczucie do ziemi, narratorka skontrastowała z jej chciwością. Niekończąca się tragedię, powiększyły wydarzenia sławuckie. Musiały być one ogólnie znane, bo narratorka odwołując się do pamięci czytelników, przypomina tylko najważniejsze fakty towarzyszące śmierci 80-letniego starca, księcia Romana Sanguszki zamordowanego przez tłum. Milczenie międzynarodowej opinii publicznej uświadomiły ziemianom ich samotność i opuszczenie.

Narratorka pośród wielu sygnałów nadciągającej katastrofy wskazuje dwa: w incydencie z bolszewickimi żołnierzami, którzy rozmyślnie spłoszyli konie w zaprzęgu i spowodowali jego wywrócenie się dostrzega zapowiedź przyszłości: „Tak zwykły wypadek (...) był doskonałym obrazem dawnego ustroju społecznego, toczącego się dotychczas z pańską fantazją, lekko i swobodnie po gładkim gościńcu, wtłoczonego nagle brutalnie i bez ratunku, w plugawe błoto przez rozpasane i ciemne masy”. Inny, niewiarygodny fakt: zjedzenia przez świnie najstarszego z nowosielickich pawi pałacowych, „starego hrabiego”, interpretuje w kategoriach przestrogi, nie wierząc w zbiegi okoliczności. Łączy się to z wyznawaną przez autorkę historiozofią (filozofią dziejów), w której duże wydarzenia dziejowe, a także małe epizody ludzkiego życia wypełniają wyższy plan, co wyklucza ich dowolność i przypadkowość.

Staraniem hr. Józefa Potockiego, sformowany został na Wołyniu oddział partyzancki, broniący polskich ziemian. Nazwano go, od nazwiska dowódcy - Jaworczykami. Sytuację w okolicy utrudniał fakt skonfliktowania Ukraińców i dywizji Zabajkalców, grabiącej wieś z wszelkich dóbr. Po wyprowadzeniu wojsk przez Łapszakowa, które nastąpiło 28 listopada 1917 r., nic już nie stało na przeszkodzie, aby wieśniacy dokonali pogromu Nowosielicy. Wyjazd do teściów, do Antonin, radzili narratorce także Jaworczycy, gdyż nikt nie mógł zapewnić bezpieczeństwa rodzinie z dwójką małych dzieci (półtoraroczne i czteromiesięczne). Szczęśliwie posłuchawszy dobrych rad, rodzina Szczuckich niechybnie uniknęła tragedii, gdyż w nocy nastąpił atak na pałac. Mąż narratorki - Stefan, który został w majątku, trafił przed sąd wiejskiego komitetu, którego przywódcą był wróg Szczuckich - Mitrofon Bakuła. Sprawę ostatecznie rozsądzić miał Rewolucyjny Trybunał w Starokonstantynowie. Niechybnemu dramatowi zapobiegło kilka wydarzeń. Najistotniejsze wydają się dwa: dobry i sprawiedliwy człowiek będący sekretarzem komitetu wiejskiego - Harasym Czumak - nie zgodził się na napisanie „pisma przewodniego”, towarzyszącego aresztowanemu (uchybienie proceduralne, nie akceptowane przez biurokrację). Jednocześnie Zofia Szczucka z energią i determinacją pojechała do Starokonstantynowa, aby przekonać trybunał o niewinności swego męża. Wybrana przez nią strategia rozmowy z pięcioma członkami trybunału okazała się skuteczna: „Powiedziałam (...), podkreślając, że oni jedyni są siłą i władzą, która dokona wszystkiego, co zechce”. Stefan odzyskał wolność i możliwy stał się powrót do domu.

Tyle szczęścia nie mieli rodzice narratorki - Kossakowie, których Skowródki padły ofiarą niszczycielskiego pogromu, a oni sami w ostatniej chwili uszli z życiem. Dramatyczny w wyrazie opis zniszczenia, wzmacnia fragment wiersza autorstwa polskich chłopów, Mazura - Jana Rybaka i Michała Pietrasiaka z Lubelszczyzny, będących świadkami bezsensownych - w ich pojęciu - działań. Narratorka tłumaczy tę różnicę mentalną między Rusinami a Polakami „stygmatem tatarskiego Wschodu, którego nasza rasa nie posiada”. Tym samym podkreśla zacofanie kulturowe ukraińskiego ludu, bezmyślnie niszczącego dobra materialne i pamiątki tradycji ziemiańskiego świata. Największe wrażenie robi opis dewastacji kaplicy i sprofanowania przestrzeni sakralnej.

Ostateczna decyzja o opuszczeniu Nowosielicy przez małżeństwo Szczuckich nastąpiła po otrzymaniu wiadomości o wymarszu Jaworczyków, dzielnie broniących bezpieczeństwa pałacu. 14 XII 1917 r. żołnierze polscy z formującego się w Antoninach 2. Pułku Ułanów przyjechali po Zofię i Stefana do Nowosielicy. Szczucki przekazał oficjalnie wiejskiemu komitetowi klucze do pałacu, a majątek ruchomy i - ku rozpaczy Rusinów - stado pięknych koni odprowadzono do Antonin. Droga była bardzo trudna, bo trzeba było ominąć bolszewików stacjonujących w Kuźminach i Starokonstantynowie, a więc wiodła przez Słucz w Hrehorówce do Czerniatyn. Wyjeżdżajacym z Nowosielicy towarzyszyło dojmujące poczucie klęski i świadomość utraty dawnego świata.

4. Polskie formacje wojskowe na Wołyniu

Narratorka ze wzruszeniem wspomina wrażenie, jakie wywarł na niej widok pierwszych polskich żołnierzy na Wołyniu, tworzących 2. Pułk Ułanów pod dowództwem generała Dowbora-Muśnickiego. Rekrutowali się oni z dawnej armii rosyjskiej(realia zaboru rosyjskiego), a także spośród ochotników niesłużących dotąd w armii.

Z. Kossak podkreśliła rolę, jaką w formowaniu wojska odegrała cywilna ludność Antonin, dbająca o jego patriotyczną edukację („Dom Polski”), godziwe warunki życia, uzbrojenie.

Bardzo interesujące są rozważania narratorki poświęcone charakterystyce ludzi Czteroletniej Wielkiej Wojny, jak nazywa czasy I wojny światowej. Zauważa tych, którzy zmęczeni tułaczką, chcą na powrót spokojnie żyć i tych wydających się zafascynowanymi wojną. Ta druga kategoria obejmuje Jaworczyków, spośród których większość wywodziła się z Podola. Ich przywódca - Feliks Jaworski przyrównywany do Napoleona. Podobieństwo oparte na charyzmie sprawiło, że partyzanci i dowódca stanowili całość: (...) ten typ (...) cechują nieodmiennie: szalona ambicja, pogarda dla codziennej, powszednej etyki, dzika odwaga, a przede wszystkim tajemnicza siła prowadzenia ludzi, wzbudzania w nich szału entuzjastycznego i fanatycznych przywiązań”. Narratorka wskazała też zasadnicze różnice dzielące partyzantów i nowo formujące się oddziały wojska. Ułani mieli przede wszystkim na względzie dobro ojczyzny, natomiast nie chcieli bronić „burżujów”. Inaczej partyzanci, poświęcający się jak i dla biednych, tak i dla ziemiaństwa. Jednak obecność polskiego wojska sprawiła, że okoliczni Polacy chronili się do Antonin przed „morzem anarchii”, napaściami chłopstwa. „Niedobitki polskiej inteligencji kresowej”, jak określa ich Z. Kossak, z zachwytem i nadzieją patrzyli na szybko rosnące dwa oddziały wojska, nie szczędząc wysiłków materialnych dla ich wzmocnienia.

Wyspa polskości nie mogła czuć się jednak całkiem bezpiecznie w obliczu żywiołu przemocy. Dobitnie ukazuje to incydent z atakującym Antoniny, ściągniętym przez chłopstwo „broniewikiem” (wozem pancernym), będącym w posiadaniu bolszewików. Na klęskę Polaków czekali mieszkańcy Mazepiniec, Orliniec i samych Antonin w liczbie ok. trzech tysięcy. Brawurowa akcja partyzancka, która doprowadziła do przejęcia pojazdu, była dla nich zaskoczeniem: „Nie brakło nawet tej moralnej satysfakcji, że przez dwa tygodnie z górą wszystkie eszelony bolszewickie, przejeżdżające codziennie w tę lub tamtą stronę, wywieszały białe flagi zbliżając się do Antonin”.

Dramatyczne starcia 2. Szwadronu Ułanów z tereszkowskimi chłopami, którzy podczas godzinnej nieobecności wojska całkowicie spustoszyli dwór, spowodowały mobilizację i umocnienie się formacji. Podobny proces miał miejsce w Krasiłowie i Tereszkach, gdzie chłopstwo zaatakowało żołnierzy porucznika Gerulewicza (29 stycznia 1918 r.).

Społeczeństwo Antonin spontanicznie zdecydowało o utrwaleniu bohaterstwa oddziałów partyzanckich por. Feliksa Jaworskiego wręczonym mu uroczyście adresem, wypisanym na pergaminie. Mir, jakim cieszył się dowódca znany był także w środowisku chłopskim, w którym jego postać wzbudzała paniczny lęk (epizod z awarią samochodu i koniecznością noclegu w Rosołowcach, gdzie wcześniej partyzanci krwawo zemścili się za podstępny mord swych kolegów).

Narratorka, przedstawiając wydarzenia z zimy 1918 r. rozgrywające się w Starokonstantynowie, zwraca uwagę na szybkość zachodzących zmian politycznych, ale też ich pozorność. W mieście przebywały oddziały bolszewickie, potem także ukraińskie: „tylko wewnętrzne przekonanie danego „pułku” znaczyło o jego przynależności”. Każdy ranek mógł zastać miasto z nowymi afiszami o zmianie okupacji. Paradoksalnie, część żołnierzy, chcąc zostać w mieście, chętnie przechodziła do oddziałów przeciwnika. Poza tym obyczaje wojsk były podobne: „zdejmowali na ulicy lepsze futra, grabili sklepy i strzelali dla rozrywki”.

W niepodległej Republice Ukraińskiej rządy sprawowały Rady Ukraińskie: Mała i Centralna. Narratorka bardzo negatywnie ocenia styl sprawowanej przez nie władzy, mówiąc o rabunkowej gospodarce i braku potrzebnej do kierowania krajem wiedzy. Krytykuje też wprowadzenie języka ukraińskiego, jako obowiązującego w urzędach. Poza tym formułuje ważną tezę: przewrót 1917 r. wyrastał z konfliktu ekonomicznego, klasowego. Dopiero ataman Petlura w 1919 r. wywołał, manipulując emocjami nacjonalistycznymi, nienawiść polsko-ukraińską. Przewrót 1917-18, choć krwawy i okrutny, oceniany jest przez narratorkę łagodniej niż zmiany po dojściu do władzy Petlury. Podkreśla ona szczególnie działania Rady Centralnej, umożliwiające rozwój polskiego szkolnictwa (Macierz Szkolna), traktowanego jako równoprawny podmiot ukraińskiej oświaty.

Jednocześnie nic nie zmieniło się w sytuacji polskiego ziemiaństwa, gdyż codzienność przynosiła zagrożenie ze strony chłopstwa i nikt nie mógł określić, co przyniesie przyszłość, kto wynagrodzi ogrom strat i cierpień. Polskie oddziały stacjonujące w Antoninach i okolicach marzyły o przejęciu Starokonstantynowa. Okazja nadarzyła się wtedy, gdy dołączył do nich III. Korpus pod dowództwem generałów Michaelisa i Leśniewskiego. 14 lutego 1918 r. plan przejęcia miasta z sukcesem wprowadzono w życie, zmuszając bolszewików do ucieczki. Starokonstantynów przeszedł „pod polską okupację”, wywołując niesłychany entuzjazm i zapał patriotyczny. Ojciec narratorki - por. Tadeusz Kossak po 30-letniej przerwie w służbie wojskowej, zgłosił się do 2. Pułku Ułanów I Korpusu i po kilku tygodniach wyruszył wraz z oddziałami do Bobrujska. Podczas oficjalnej parady wojsk oddział partyzancki został przekształcony w pułk regularny i zaliczony do III Korpusu.

Wymarsz wojsk był dla wszystkich Polaków wielkim świętem i znakiem nadziei na lepszą przyszłość.

5. Wiosna 1918

Narratorka krytykuje germanofilską politykę prowadzoną przez Radę Regencyjną. Powołano ją 12 IX 1917 r. jako najwyższą władzę polskiego państwa, aż do planowanego objęcia rządów przez króla. Rzadkie były sytuacje, kiedy gremium to zdobywało się na jakiekolwiek formy protestu wobec działań niemieckich, a wyjątkiem była sytuacja po ogłoszeniu zasad pokoju brzeskiego, zawartego między Niemcami a bolszewikami. Według uzgodnień Niemcy mieli zająć Ukrainę, a gdy to nastąpiło, rozpoczęli rozbrajanie wojsk polskich. Narratorka nazwała to dobitnie „bankructwem idei polskiego wojska na Kresach”.

Najtrudniejszy był w tym kontekście dziejowym los oddziałów polskich partyzanckich, gdyż z chwilą niemieckiej obecności na Ukrainie, powinny być zlikwidowane. Narratorka, poczyniwszy szerokie obserwacje, wyróżniła dwa typy oddziałów działających wtedy na Wołyniu: pierwsze, nastawione na grabież, nazywa wprost- bandyckimi, drugie określa mianem głęboko patriotycznych. Należeli do nich zazwyczaj młodzi i ideowi ludzie ze sfer inteligenckich. Ich tragedia najbardziej porusza narratorkę: konieczność zdobywania środków do życia, kazała im grabić chłopstwo i samodzielnie wymierzać sprawiedliwość, a „przy najszlachetniejszych zamiarach (...) człowiek prywatny nie może przywłaszczać sobie prawa sądu, chociażby działał z najlepszych pobudek”.

Charakterystycznym przykładem losu partyzanckiego, jest życie Szaniawskiego, który nie podporządkowawszy się Niemcom, napadał na wsie, rekwirując zboże i mienie, co spowodowało wydanie na niego wyroku śmierci przez sąd wojenny. Jego dramat to „symbol wspaniałych motywacji gubiących się wśród chaosu”. Podobnej interpretacji narratorki podległa historia miłości dwojga ludzi, nieszczęśliwie zakończona przez okrucieństwo wojny i pokazująca, że zemsta i zniszczenie nie przynoszą żadnej ulgi, a wręcz pogłębiają cierpienie człowieka.

Decyzja o rozbrajaniu polskich oddziałów spowodowała wymarsz Jaworczyków, którzy kierując się na Kacznówkę zaskoczeni zostali wiadomością o bitwie niemirowskiej. Z chłopskimi oddziałami starł się tam III Korpus. Z dramatycznej w przebiegu bitwy, bardzo zdziesiątkowani wyszli ułani spod dowództwa Kuncmana. Generał Michaelis zdecydował się połączyć ich z szwoleżerami Jaworskiego. Niestety już wkrótce nadeszły wieści o rozbrajaniu I Korpusu gen. Dowbora-Muśnickiego, a więc ten sam los spotkać miał i III Korpus. Nieubłagany wyrok losu potwierdzał, zdaniem narratorki, historyczne przekleństwo, czyniące z polskich żołnierzy wiecznych tułaczy.

Ziemiaństwo, bezradne wobec zaistniałych faktów, zdecydowało się z godnością pożegnać z ostatnimi oddziałami wojsk polskich na Rusi. W Pikowie zorganizowano pokazy hippiczne, a następnie bal. O świcie, 16 czerwca 1918 r. dowódca artylerii III Korpusu oraz towarzyszący mu Węgier dostarczyli umowę, potwierdzoną przez Radę Regencyjną, dotyczącą rozbrojenia formacji. Narratorka wskazuje, że Polacy zajęli dwa stanowiska: jedni, uznając dyscyplinę i rzetelność chcieli zdać Niemcom oddział, inni - uznając, iż żołnierzom należy się zadośćuczynienie - byli za cichym rozparcelowaniem największego skarbu korpusu - pięknych koni. Druga opcja zwyciężyła, a zachwycające zwierzęta zaprzężone do wozów i wzięte pod siodła wyjechały z Pikowa.

Nadzieje Polaków ucieleśniające się w działaniach korpusów, okazały się płonne: „Niezużyte pokłady energii, patriotyzmu i odwagi, niestrudzona ofiarność (...) przestało naraz istnieć”.

6. Czasy hetmańszczyzny

Zupełnie nieoczekiwany obrót przybrały wydarzenia na zajętej przez Niemców Ukrainie. Chcąc wykorzystać bogactwo i żyzność regionu, Niemcy postarali się przywrócić rządy hetmańskie. 1 maja 1918 r. po dokonaniu zamachu stanu i ucieczce dawnego rządu, doprowadzono do powołania hetmana „z woli większości narodu ukraińskiego”. Pierwszą jego decyzją stało się przywrócenie własności prywatnej, a także obietnica równoprawnego traktowania narodów i zachowania zasad społecznej sprawiedliwości.

Konsekwencją podjętych decyzji była szansa powrotu rodziny Szczuckich do ukochanej Nowosielicy. Obraz zniszczeń, jaki tam zastano, był zatrważający.

Jednocześnie w obu ustalonych traktatem brzeskim okupacjach: niemieckiej i austriackiej panował chaos. Koniecznością było zorganizowanie karnych oddziałów, kontrolujących porządek na hetmańskiej Rusi. Obok zwykłych formacji wojskowych, powstały takie, które rekrutowały się spośród Rosjan pragnących zemsty za krzywdy doznane podczas rewolucji( oddział Taranowicza, Golikowie). Ten mechanizm „wyrównywania” krzywd napędzał jedynie wzajemną nienawiść.

Narratorka oceniając różne ludzkie postawy, szczególnym szacunkiem darzy biedną szlachtę zagonową, która w czasach rewolucji oparła się pokusie zawłaszczenia cudzego majątku. Źródło tej szlachetnej postawy, Zofia Kossak upatruje w dumie rodowej i przywiązaniu do religii katolickiej.

28 czerwca 1918 r. do Nowosielicy zjechała 8-osobowa ochrona, dawni szwoleżerowie pod dowództwem Zygmunta Szatkowskiego. Z zapałem zabrano się do odbudowy kuchni i kilku pokoi, zapewniających starym właścicielom godne warunki życia. Tymczasem oddział karny Golikowa dokonał sądu nad nowosielickimi chłopami, a wiejskie dziewczyny zostały zobowiązane do uprzątnięcia zrujnowanego pałacu.

W lipcu powrócił z Bobrujska Tadeusz Kossak, ojciec narratorki, który nie mogąc pogodzić się z rozformowaniem swego I Korpusu, wierzył w słowa gen. Dowbora-Muśnickiego o rychłym spotkaniu na Placu Saskim w Warszawie. Państwo Kossakowie zamieszkali w pokapucyńskim klasztorze u ks. Zagórskiego.

Nikogo jednak z Polaków nie łudził pozorny spokój . Już w lipcu Niemcy i oddziały hetmańskie zdusili chłopskie powstanie w jednej ze wsi powiatu starokonstantynowskiego. Wszyscy przeczuwali, że może nastąpić coś złego.

7. Ciężkie dni

Niestety złe przeczucia spełniły się: najpierw rozeszła się wieść o zamordowaniu Anieli Święcickiej gospodarującej w Rasztówce. W niedługi czas potem 23 listopada 1918 r. wybuchł bunt chłopstwa z Hrycowa, a pod Szkarafką dokonano straszliwego mordu, poprzedzonego nieludzkimi torturami, trzech mężczyzn, kobiety i 11-letniego dziecka. „Jak przed rokiem i przed laty, straszliwe: Taraszcza, Skwira, Kaniów, Białocerkiew, mające hajdamaczyznę we krwi i tradycji, pierwsze kąpały się w rozkoszach pogromowych rzezi oświetlonych łunami pożarów. Za nimi Podole, za Podolem Wołyń.” - wspomina narratorka, wyraźnie nawiązując do tradycji widzenia Ukrainy, jako ziemi naznaczonej kainowym piętnem bratobójstwa.

Tragiczne wydarzenia nie ominęły Nowosielicy. Na pałac napadła banda sprowadzonych z Międzyborza bolszewików(„międzyborska sowiecka republika”). Ostateczna klęską stał się wymarsz Niemców z Ukrainy, doprowadzający do całkowitego rozprzężenia. Stefan Szczucki wraz z innymi Polakami, zdecydowali się na szybki wyjazd w bezpieczniejsze tereny, natomiast Zofia Kossak, nie wyobrażając sobie niebezpiecznej podróży z maleńkimi dziećmi, zdecydowała się pozostać w Starokonstantynowie, oczywiście ukrywając swe pochodzenie społeczne i tożsamość. Tymczasem w Nowosielicy zamordowano w okrutny sposób dwóch chłopów sprzyjających "panom". Ofiarą rzezi padł także pop, ojciec Aleksander, bo „chłopi ostentacyjnie odrzekli się Cerkwi i popów”. Starokonstantynów opanowany przez sowieckie wojska międzyborskie, stał się areną grabieży i gwałtów. Dowodził nimi Łapczuk: „Jeżeli Własow, agitator skowródecki był bolszewikiem, (...) to Łapczuk był (...) typem krasnoarmiejca, czyli bolszewika w następnym stadium rozwoju” - z ironią podsumowuje narratorka. Jego rządy przerwało nadejście - 18 XII 1918 r. - wojsk ukraińskich Petlury. Pułk atamana Bidenki otoczył Starokonstantynów, a komuniści poddali się.

8. Pod Petlurą

Ten rozdział wspomnień narratorka poświęciła charakterystyce jednej z najpiękniejszych siedzib kresowych książąt - Antoninom Sanguszków. Dotąd bezbronne, nie zostały zajęte ani przez bolszewików, ani oddziały petlurskie.

Narratorka zauważa, że zasadniczą odmienność Antonin stanowiła „młodzieńcza pogoda, bujność rzeczy ciągle jeszcze wzrastającej, patrzącej w przyszłość z wesołą beztroską”.

Z inicjatywy jednej rodziny stworzono olbrzymie przedsięwzięcie, dające pracę i utrzymanie wielu ludziom. Centrum stanowił barokowy pałac otoczony prześwietloną słońcem przestrzenią. Stajnie, oranżerie, bażantarnie, psiarnie, bazar, hotel, szpital, elektrownia, straż ogniowa, warsztaty automobilowe, szkoły itp. składały się na obraz tego materialnego, intelektualnego i estetycznego bogactwa. Z. Kossak przypisała kresowym latyfundiom rolę specyficzną: przechowywały one polskość, pozwalały odnaleźć drogę do niej zatrudnianym pracownikom, a wreszcie upowszechniały, w niełatwych przecież warunkach społecznych, szlachetny styl życia i kulturę. Kres tego świata nastąpił za czasów Petlury, którego 1. manifest znosił wielką własność ziemską.

Ludzie zakochani w Antoninach, chcący je ratować, zaczęli prowadzić swoistą grę z nową władzą. Oficjalnym panem, „predsidatielem” został wybrany Kozak - Pamfiłow. Zaczął działać Komitet, który wszystkie dobra w Antoninach ogłosił swoją własnością, a żołnierze atamana Petlury (jeszcze zanim stał się on rządcą Ukrainy) - goszczeni z honorami - nie pozwalali sobie na żadne roszczenia wobec „majątku proletariatu”. Chłopi nie protestowali, bo pozwolono im na kradzież zboża, siana i inwentarza. Sytuacja diametralnie zmieniła się po wymarszu Niemców. Ataman Bidenko, który zwyciężył w Starokonstantynowie bolszewików, w krótkim czasie doprowadził do całkowitej dewastacji pałacowych pomieszczeń i części zabudowań gospodarskich.

Podobnej destrukcji podlegało miasto. Co charakterystyczne część dawnych prześladowców pozostała w nim, gdyż rozbrojona banda bolszewików, wcześniej terroryzujących miasto, weszła do armii petlurskiej, tworząc okryty złą sławą „kureń śmierci” (kureń - oddział kozacki). Obiektem szczególnych prześladowań stali się Żydzi, a zjawisko to, jak wskazują dzisiejsze badania naukowe, miało skalę największą od czasów powstania Chmielnickiego w XVII w.

Sytuacja życiowa narratorki skomplikowała się, gdyż odkryto jej prawdziwą tożsamość. Od tragedii uratowała Zofię pamięć o szlachetnym uczynku Stefana, który za czasów rządów hetmańskich (oddział karny Golikowa) sprzeciwił się karaniu żon za czyny ich mężów. Teraz tę zasadę zastosowano do dziedziczki z Nowosielicy: „dobry uczynek, jak kamień w wodę rzucony, robił kręgi, i fala niezłomna logiką wróciła ku temu, który kamień rzucił”.

Narratorka w codzienności odkrywa obrazy, mogące być symbolicznym znakiem klęski kresowego ziemiaństwa. Pierwszy ma wymiar bardzo osobisty: Zofia Szczucka rozpoznała w chudym, wyczerpanym, zbatożonym koniu dowódcy „czarnego kurenia”, swego ukochanego Kruczka z Nowosielicy (stado przeprowadzono do Antonin).

Drugi dotyczy zachowania więźniów z Teofipola, ziemian zaaresztowanych przez chłopstwo w listopadzie, a teraz odsyłanych do sądu powiatowego. Ich widok: półnagich, bitych nahajkami i wiezionych ulicą miasta, dla większego upokorzenia, a tak bardzo obojętnych, wzbudził w narratorce ból.

Rządy Petlury, odwołujące się do idei ukrainizmu, prowadziły zarządzanie równie rabunkowe, jak Niemcy za czasów swej obecności na Ukrainie. Najbardziej spektakularna była akcja wymiany rosyjskich, „carskich” rubli na nowe pieniądze. Okazało się, że chłopi, mający w tym czasie dużo tych pieniędzy, dostali w zamian - bezwartościowe kwitki. Ten sposób usankcjonowanej prawem kradzieży, nigdy nie został Petlurowcom zapomniany przez wieś. Według narratorki, rząd chcąc odwrócić uwagę od tych problemów, zwrócił społeczne zainteresowanie na istniejący konflikt narodowościowy, mający zastąpić podnoszony dotąd - klasowy. Efektem antypolonizmu stały się prześladowania polskiej służby i katolickiej zagonowej szlachty. Propagandę skierowaną przeciw Polakom prowadziły także - według relacji Zofii Kossak - nowo powstałe oddziały siczowych Strzelców Galicyjskich, które przejęły także funkcje rozwiązanych „kureniów śmierci”.

Tragiczny los spotkał także ludność żydowską, po raz kolejny padającą ofiarą pogromów. Najdramatyczniejszy przebieg miał pogrom w Płoskirowie, gdzie w bestialski sposób zginęło ok. 7 tys. osób, od niemowląt po starców.

Na wiosnę 1919 r., chociaż polski rząd postarał się o zgodę Ukraińców na wyjazd Polaków z Wołynia - mającego w części pozostać w przyszłości - w granicach ukraińskiego, to chętnych do tego znalazło się niewielu. Według słów narratorki, obowiązkiem kresowej inteligencji było podtrzymywanie morale i solidarność z wiejską szlachtą i służbą, dlatego ziemianie pozostali. Przy życiu utrzymywała ich nadzieja, rozmowy o Polsce. Narratorka charakteryzuje tamten klimat, wykorzystując wymowne aluzje kulturowe. Polacy przypominają „cienie dantejskie” z Boskiej Komedii udręczone tęsknotą, w innym miejscu narratorka nawiązując do biblijnej Pieśni nad pieśniami: porównuje oczekiwanie Polaków na nadejście polskich wojsk i upragnionej wolności, do tęsknoty Oblubienicy czekającej na ukochanego. Te zabiegi literackie podkreślają mistyczny nieledwie stosunek kresowej szlachty do niepodległej ojczyzny: „Mogliśmy wierzyć, że równie bliscy jesteśmy Polsce my, jak ona nam; mogliśmy cieszyć się i czekać”.

9. Za komuny

Kolejny akt dramatu Kresów i ich mieszkańców przypadł na czas wojny, toczonej przez Polskę i Ukrainę z bolszewikami. 6 kwietnia 1919 r. Starokonstantynów zajęli „czerwonoarmiejcy”, a ich pułki składające się z Tatarów, Kirgizów, Węgrów, Polaków, Niemców, Rosjan i Ukraińców zaczęły terroryzować mieszkańców. Narratorka osobiście tego doświadczyła, gdyż do zajmowanego przez nią mieszkania wtargnęło 4 bolszewików. Żądając uszycia rubaszki i frenczu, jednocześnie nie zaniedbywali okazji do propagowania idei rewolucji. Doszło wtedy do znamiennej sytuacji: jedna ze służących ze zniecierpliwieniem powiedziała, że poglądy te znane są jej z lektury. Jeden z bolszewików, usłyszawszy, że dziewczyna nie jest analfabetką, uznał ją za „ukrytą burżujkę”. Scena ta unaocznia, w jaki sposób bolszewizm - za pomocą utartych frazesów propagandy sowieckiej- kształtował świadomość społeczną Rosji, odwołując się do głębokich kompleksów i zwykłej nienawiści.

Uwagi Z. Kossak dotyczą także estetycznej obserwacji zjawiska zrewolucjonizowanych mas. Narratorka zwraca uwagę na „jaskrawość arlekinady”, „potworną orgię czerwieni”, a więc wrażenia kolorystyczne podkreślające dzikość, niepokojący dynamizm zjawiska, wreszcie - symboliczny sens wszechogarniającej czerwieni, jak realizacji apokaliptycznych obrazów ognia i krwi. W takich kategoriach postrzega ona zagrożenie, jakie stwarza dla Europy i cywilizacji zachodniej komunistyczna nawała ze Wschodu.

Bardzo osobistym świadectwem tego przekonania są wspomnienia z Antonin, gdzie narratorka uciekła cichaczem, wraz ze swą matką i dziećmi, opuszczając mieszkanie do reszty zarekwirowane przez bolszewików. W Antoninach obie kobiety były świadkami ostatecznej zagłady stadniny arabskich koni. Plądrowanie pałacu, siodlarni i wozowni widzi narratora w kategoriach niszczenia i profanacji Piękna. Nie bez powodu pojęcie to pisane jest z dużej litery, jakby dla podkreślenia jego osobowej istoty. Pobrzmiewa tu też wyraźne nawiązanie do klasycznej triady wartości: Piękna, Dobra i Prawdy, leżących u podstaw świata porządku i harmonii. Ludzie niszczący je, w pewien sposób dokonują destrukcji fundamentów ludzkiego istnienia, a na gruzach przeszłości nie potrafią niczego zbudować.

Rządy komunistyczne zaprowadzone przez bolszewików w Starokonstantynowie, sprowokowały narratorkę do syntetycznego ujęcia najistotniejszych ich cech. Zwracają uwagę braki aprowizacyjne, co wynika ze złej organizacji gospodarki, nastawionej na eksploatację wytworzonych dóbr, a nie ich pomnażanie. Braki te równoważyć ma wielka ilość urzędów, rozbudowana biurokracja, próbująca ogarnąć wszystkie dziedziny ludzkiego życia. Jednostka traci prawo do posiadania prywatnej własności, czego przykładem są opisane akcje „unarodowienia” księgozbiorów, mebli, bielizny, ubrań, obuwia, pościeli. Absurdalność tych zjawisk podkreśla fakt, że zabierane dobra w znikomej części trafiają do nowo przybyłych mieszkańców miasta, a służą wyposażeniu apartamentów nowej władzy- komisarzy i urzędników.

Jednakże najbardziej charakterystyczną dla komunistycznej rewolucji cechą jest walka z religią: „walka wypowiedziana światu przez Sowiety była pozornie tylko walką z kapitalizmem (...), a rzeczywistość była walką z Bogiem, wypowiedzianą wprost Bogu.” Tym samym działania bolszewizmu naruszyć miały metafizyczny porządek rzeczywistości, stając się - na planie historycznym - walką szatańskiego zła z boskim dobrem.

Codzienność komunistycznego świata poraża „jałowością i nudą”, toteż staje się on niezdolny do jakiejkolwiek twórczości, oryginalnej kreacji. Ten styl życia degraduje ludzką osobowość, co narratorka obserwuje na przykładzie dwóch młodych i wesołych żołnierzy, którzy w krótkim czasie naznaczeni zostają smutkiem, stają się nieobliczalni i straszni. Z. Kossak, widząc w nich nieszczęśliwe ludzkie istoty, zauważa, że w ich „dziejowym posłannictwie” wypełniła się Nietzscheańska idea Nadludzi. Jakkolwiek można by z tym stwierdzeniem dyskutować na gruncie filozoficznym, to przywołanie rzeczywistości „poza dobrem i złem” ma być przestrogą przed ludźmi uzurpującymi sobie prawo do stanowienia nowych wartości i nowej moralności. Człowiek, marzący o byciu bogiem, jest największym - według narratorki - zagrożeniem świata. W imię obrony wartości najwyższych giną „męczennicy i święci nowej rzeczywistości”, których przykładem jest hrabina Chodkiewiczowa i jej córka, torturowane okrutnie przed śmiercią. Narratorka, zgodnie ze swym światopoglądem, widzi w tych wydarzeniach wypełnienie się idei cierpiącej niewinności, „Idei Baranka Niewinnego”, obecnej w historii i niezbędnej dla świata. Równowaga między dobrem i poświęceniem, a winą i zbrodnią wpisana została w jego strukturę.

Ironią losu, żywioł chłopski realizujący z olbrzymim zaangażowaniem rewolucyjne hasła, sam dotknięty został bolszewicką grabieżą: wieś traciła zapasy żywności, dobytek gospodarski, inwentarz. Cała nienawiść skierowana dotąd przeciw panom (w czasach Petlury - Lachom, posiadaczom), znalazła nowy obiekt - bolszewików. Te złe emocje kazały chłopstwu zacząć tęsknić za dawnymi czasami, za panowaniem prawa.

10. Z dnia na dzień

Forma tego rozdziału wspomnień jest całkiem odmienna od wcześniejszych. Stanowi ona dynamiczny zapis kolejnych dni: od 22 maja poczynając, a kończąc na 21 sierpnia 1919 r., z miesięczną przerwą pomiędzy połową lipca a sierpnia. Diariuszowa konwencja zapisów pozwoliła oddać szybkość zachodzących zmian. Inaczej niż we wcześniejszych fragmentach istnieją tu partie silnie zsubiektywizowane, koncentrujące się na osobistych przeżyciach, tęsknocie za ukochanym mężem, albo wręcz zawierające autoanalizę.

Obserwowana rzeczywistość historyczna to następujące po sobie przejęcia miasta: 1 czerwca przechodzi ono w ręce Ukraińców, by tydzień później znów być pod rządami bolszewickiego Rewkomu (Rewolucyjny Komitet). Walka toczyła się ze zmiennym szczęściem, a najgorszym dla mieszkańców Starokonstantynowa był brak informacji o faktycznej sytuacji na froncie. Najgłośniejsza ze wszystkich, bolszewicka propaganda nie mogła tej luki wypełnić. Społecznym tłem chaosu militarnego był głód: „Upiór dawno nie widziany w starym spichrzu Europy”.

Dla Polaków ostoją w najtrudniejszych chwilach stał się Kościół i tym większa była ich tęsknota za wkroczeniem na Wołyń polskiego wojska (zapis z 16 VII). Dla narratorki bowiem ich walka z rewolucją byłaby wcieleniem odwiecznych zmagań Dobra ze Złem, ścierania się archaniołów z szatanem. Coraz częściej docierające informacje o zbliżaniu się polskich oddziałów, jednak radość z tego mącą tragiczne wydarzenia, pogromy ludności polskiej i żydowskiej dokonywane na zmianę przez Ukraińców i bolszewików. Narratorka z goryczą mówi o braku jakiegokolwiek zainteresowania ze strony polskich władz - rządu i sejmu. Dramatycznie brzmią słowa, że carska władza - bardziej niż one - dbała o swoich poddanych. Martyrologia polskich Kresów ignorowana przez Warszawę i Europę, będzie kiedyś wyrzutem sumienia, ale dziś zadziwia narratorkę bezkarność, z jaką przez pół roku można mordować niewinnych ludzi, nie narażając się na żadne konsekwencje.

21 VIII Z. Kossak otrzymała długo wyczekiwaną informację od swego męża Stefana, niewidzianego od długich siedmiu miesięcy. Przebywał on w Ostrogu, skąd polskie wojska wypędziły bolszewików. Dzięki pomocy ludzi, którzy umożliwili wyjazd do odległego o 90 wiorst miasta (pożyczenie koni, wyrobienie fałszywych przepustek), było możliwe spotkanie Zofii i Stefana.

W drodze do Ostroga narratorka, wraz z towarzyszącą jej Piasecką, nocowała w domostwie Kresowskich. Polska rodzina szlachecka, mieszkająca od wieków na Kresach, nawet przez brzmienie swego nazwiska identyfikuje się ze swą „małą ojczyzną”. Pobyt w gospodarstwie, to metaforyczne wejście w polskość: narratorka spostrzega ją w szlacheckiej, staroświeckiej manierze, towarzyskiej ogładzie, uprzejmości. Zadane przez Kresowskiego pytanie: „A żeby to od kogo można się było dowiedzieć, skąd się wzięło, że my tu takie pomieszane: katoliki, chłopy...”, intryguje narratorkę swą głębią. Formułuje odpowiedź, która odwołuje się do tradycji Kresów jako miejsca osiedlania się polskiego rycerstwa, strzegącego rubieży Rzeczypospolitej i pracującego na roli ukraińskiego ludu: „Twój pradziad, panie szlachcicu Kresowski, wraz z towarzyszy swoimi, czuwa niestrudzenie (...) precz odganiając Tatara i zbója (...), by w bezpiecznym cieniu rycerskiego proporca mógł lud spokojny, skrzętny, pracowity budzić nowe życie, obsiewać ziemię rodzajną, gromadzić rojne ule po pasiekach...”. Długa, wspólna historia Polaków i Rusinów była pasmem krótkich pojednań i długich swarów, a zabory pogłębiły podziały społeczne i narodowe, bo zależało na tym Rosji. Jednakże narratorka wierzy, że Polska upomni się już wkrótce o „odepchniętego i skrzywdzonego”. Niestety nadzieje te okazały się mrzonką: Wojsko Polskie zatrzymało się na linii rzeki Zbrucz, a tereny rozciągające się na wschód od niej przypadły w udziale Ukrainie.

Z. Kossak z goryczą przyjmując tę decyzję, ma poczucie krzywdy i rozczarowania. Trwanie na „kresowym posterunku” okazało się pozbawione sensu, bo Rzeczpospolita sama wyrzekła się części swego terytorium i zamieszkującej ją ludności. Narratorka problem ten postrzega w kategorii zdrady ojczyzny, a decyzję władz przyrównuje do niechlubnego postępowania gen. Chłopickiego w czasie powstania listopadowego, kiedy nie docenił Podolaków chcących tworzyć wojsko.

Mimo decyzji politycznej, Kresy pozostaną dla Zofii Kossak synonimem ojczyzny, o czym świadczą pełne emocji słowa modlitwy- ślubowania, kończącej Pożogę: „Ziemio najmilsza mimo prześladowań, Ziemio rodzona pomimo traktatów, Ziemio polska i ojczysta pomimo planów partii, Ziemio nasza - pomimo sądów cudzoziemskich...”

Pobrzmiewają w nich tony dobrze znane polskiej wrażliwości, podobne do Mickiewiczowskich emocji z Ksiąg narodu i pielgrzymstwa polskiego. W ten sposób los polskich pielgrzymów z XIX wieku spotkał się z losem wygnańców XX stulecia.

Potrzebujesz pomocy?

XX-lecie (Język polski)

Teksty dostarczyło Wydawnictwo GREG. © Copyright by Wydawnictwo GREG

autorzy opracowań: B. Wojnar, B. Włodarczyk, A. Sabak, D. Stopka, A. Szóstak, D. Pietrzyk, A. Popławska
redaktorzy: Agnieszka Nawrot, Anna Grzesik
korektorzy: Ludmiła Piątkowska, Paweł Habat

Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody autora podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2020 Wszystkie prawa zastrzeżone.