Państwo moi najmilejsi. Opowiedzieć chciałbym przeto historyje jedną dziwną a mówić będzie ona o Jędrusiu. Trochę mnie to zatrwożyło, ale nie nazywałbym się Zagłoba, jeżeli poradzić bym sobie z tą sprawą nie potrafił. Znacie moi Waćpanowie tego zucha i hulakę. Dobry z niego chłopak, ale każdy swoje wady przecież jakieś posiada. Gdy na grzyby raz poszedłem, bo mnie coś znudzenie ogólne brało, chodzę i chodzę, wyobraźcie sobie, po tych łąkach, po tym lesie no i nic nie widzę jakoś. Czy to wzrok mój już szwankuje, czy już nie te lata młode, ale idę dalej myśląc, że no przecież jak nie zauważę- to się może potknę o co, bo wstyd wracać z pustymi rękami. Na skraj lasu tak doszedłem, a tu nagle słyszę głosy. Ja to wścibski z natury nie jestem, ale myślę sobie: "Może się jakaś krzywda dzieje i pomóc trzeba" no i idę pod ten krzak, co to spod niego odgłosy dochodzą. No ale znowu do głowy mi jakoś nagle przyszło, że ingerować bezpodstawnie to mi przecież nie wolno, więc przucupłem sobie cichaczem niedaleko no i słucham wytrwale, gotowy w każdej chwili na ratunek ruszyć.

Rozpoznałem szybko, że to głos dziewki jakiejś no i drugi do chłopaka należy. No to myślę sobie: "Onufry czas do domu, bo przeszkadzać młodym nie będziesz", ale mnie jakaś taka zaduma wzięła bo to mi się moje lata młode przypomniały a działo się w nich trochę, to i myśleć miałem o czym. Ach! jakież to piękne czasy były, kiedy dziewkę można było z dworu porwać, a ona niby z przymusu, ale zawsze jakby chętnie godziła się na takie uprowadzenie. Z początku łzami się taka zalewa i prosi rozpaczliwie, coby ją rodzicom oddać, ale jak się przyzwyczai to siłą jej nie wygonisz, chociaż by ci największą nerwację tym swoim ćwierkotaniem sprawiała. Dziwna to natura płci pięknej, bo nigdy człek poczciwy nie rozpozna o co to jej właściwie chodzi.

W końcu odejść postanowiłem z mojej skrytki niezauważalnej, aż tu nagle słyszę, że ten młodzian to ma głos do Jędrzeja naszego podobny. Słucham więc zawzięcie o czym to ci młodzi rozprawiają, a oni sobie jedno przez drugie coraz to nowe czułe słówka plotą. Podejrzliwy z natury nie jestem, ale nudno w zaścianku na ogół bywa, więc jak by jakąś sensacyję odkryć, to może by jakoś te dni smętne czymś wypełnić w końcu. I tak dumam i dumam, aż do głowy mojej przyszło: "Czyżby to Oleńkę na takie amory zebrało?" Ale pal licho już tą całą sensacyję- przecież też kiedyś młody byłem to przeszkadzać nie mam w zwyczaju, zresztą nie wypada, bo to nie obcy ludzie przecież, tylko swoi. Ale miło mi się na duszy zrobiło, że to jeszcze romanse z mody nie odeszły.

Gdy już w końcu wycofać się cichaczem chciałem, nagle młodzi zaczęli się zbierać powoli no i chyba do domu podążać. Skryłem się bardziej, żeby to na wścibskiego nie wyjść. "Niech sobie ptaszyny do domu spokojnie wrócą to wtedy wyjdę z ukrycia, najwyżej w domu powiem, że mi pokaźny zwierz drogę zaszedł i w tej całej bitwie o przetrwanie o grzybach zapomniałem. Toż to przecież lepiej życie zachować. ". Dziewczyna przodem w moją stronę stała, wytężam ja swój wzrok jestrzębi no i może ja już grzybów nie rozpoznaje no ale Oleńkę to bym wszędzie zobaczył, a ta dziewka za nic do naszej podobna być nie mogła. Włosy jakieś takie porozrzucane na wszystkie strony, sukienka pomięta, twarzyczka wcale nie na rozumną wygląda. Do wniosku ostatecznie doszedłem, że Oleńka to to nie jest. Patrzę więc ja na chłopaka, tyłem stał do mnie, ale od razu wiedziałem, że to Jędrzej, bo i wysoki na pół sosny no i czupryna takaż sama. To sobie myślę: "Okrutnik serca nie ma! Czekaj bratku! Tak ci się na amory zebrało a kobieta twoja w domu dzieciaka bawi, ja ci jeszcze pokażę jak pokrzywa kłuje, odechce ci się po krzakach prowadzać" Akurat koło mnie była kupa pokrzyw, zerwałem tedy szybko co mi pod rękę podeszło i długa z krzaków na nikczemnika. Nie zdążył się nawet obejrzeć jak mu lanie spuściłem, w końcu wyszarpał się jakoś i uciekł. Prawie mi przy tym krzywdę zrobił. Nawet nie zdarzyłem mu w twarz zaglądnąć, czy przynajmniej trochę skruchy pozostawiłem na nim. Zatrwożona dziewka już dawno uszła mi z pola widzenia, jak sarenka przebierając tymi, nie powiem, zgrabnymi nogami, jakby jej kto szkodę chciał wyrządzić. A że skąpo odziana była to nerwowo w tym biegu chustą się okrywała.

Z lasu udałem się zrazu do karczmy, żeby na rozluźnienie nerwacji kufelek spożyć przed kolacyją, i tak się sam śmiałem do siebie myśląc, że niezłego to ja dzisiaj borowika upolowałem. I tak dumam i dumam, czy by na ten i tamten temat z Oleńką sobie nie pogawędzić. W końcu dziewczyna poczciwa to i chłopa chciała by pewnie mieć niczego sobie. Ale, że szkoda mi tej nachmurzonej twarzyczki zobaczyć, to do wywodu doszedłem, że ni z tego ni z owego po prostu delikatnie napomknę przy rozmowie, co by pilnowała Jędrzeja lepiej.

Gdy tak trzeci kufelek wychylałem, wszedł do karczmy mój bratanek, a wyrósł on już, no mówię waćpanom: chłop jak się patrzy, tylko takie zmartwienie dla rodu przysparza bo mógłby on już jakieś wesele urządzić, a tu nic… chłopak jakoś się nie garnie. Zawsze to się w jakieś tarapaty zapodzieje nic z tego nie wychodzi, ja to mu dobrze życzę. No i podchodzi do mnie ten mój bratanek i od razu zapragnąłem mu historyje moją opowiedzieć, no to mu mówię: "Spocznij sobie" , a tu chłopak jakby chciał usiąść ale nie może, no to się go pytam co się stało, czy może niedomaga. A on mi mówi, że równowagę stracił i w pokrzywy się wpakował jak grzyby w lesie zbierał.

Taka mnie wesołość wzięła jak się dowiedziałem o tym, że do rana z karczmy nie wyszedłem, no Bogu dzięki- nie zdążyłem z Oleńką pogawędzić.