Szczególnie ironicznie zatytułowana nowela Marii Konopnickiej dotyka, jak większość z jej utworów, tematu najdotkliwszego - losu tych, którzy są bezbronni i słabi w porównaniu z resztą grupy pośród której mieszkają. Tym razem jednak rzecz nie dotyczy osieroconych dzieci, ani mniejszości narodowej.

Miłosierdzie gminy - tło i osoby dramatu

Przed gmachem kancelarii gromadzą się mieszkańcy Hottingen. Jest tuż przed dziewiątą, gdy przybywa radca Storch. Wszyscy czują się swobodnie i z dumą patrzą na budynek kancelarii - to sami mieszkańcy go ufundowali. Teraz stoją, ubrani tak, jak odeszli od pracy, niektórzy tylko jako gapie, inni zaś są zainteresowani ubiciem interesu. 

Wszyscy chcą tu nabyć jak najtańszą siłę roboczą, dlatego obecni są ci, którzy najbardziej jej potrzebują: powroźnik Sprüngli, Kägi Tobiasz, właściciel piwiarni "Pod Zieloną Różą"; jest piekarz Lorche; jest oberżysta z Mainau; jest Dödöli, właściciel winnic; jest Wetlinger Ürban, słodownik; jest Tödi Mayer, ślusarz; jest kotlarz Kissling; jest ogrodnik Dörfli, jest stolarz Leu Peter oraz wdowa Knaus. 

Gmina, w ramach pomocy ubogim, wystawia na licytację tych najbardziej starych i ubogich. Oferując dopłatę za wzięcie ich do swego gospodarstwa daje szansę na umieszczenie ich w domach, gdzie będą mogli zarobić na otrzymywany chleb. 

Nad opiekuńczością gminy i niezwykłym miłosierdziem jej mieszkańców unosi się przemawiający radca Probst, dumny, że w gminie dzięki wspaniałemu pomysłowi nie ma plagi żebractwa: piękne nasze ustawy wygnały z ziemi naszej żebraninę, a wprowadziły do niej miłosierdzie. Nie ma już opuszczonych! Nie ma już nędzarzy! Gmina jest ich matką, gmina jest ich żywicielką.

Miłosierdzie gminy - ekspozycja: główny bohater noweli 

Jako pierwszy zostaje wprowadzony z ciasnego pomieszczenia mało imponujący potencjalny pracownik, stary tragarz Kuntz Wunderli. Po zebranych przebiega szmer niezadowolenia. Postawa i cała sylwetka tego kandydata na pracownika są bowiem mało i imponujące. Wychudzony kandydat na pracownika, z trzęsącą się głową, zgiętymi ku przodowi kolanami, zgiętym w pół grzbietem, ma problemy z samodzielnym stawianiem kroków, ale czyni co się da, by zrobić na zebranych pozytywne wrażenie. 

Stara się nadać twarzy optymistyczny wyraz, uśmiecha się i czyni wrażenie lepiej odzianego, niż rzecz się ma w rzeczywistości, bo specjalnie na licytację pożyczył szczegóły przyodziewku lepszego niż jego własny. Oszukuje zebranych na temat swego wieku - mówi, że ma siedemdziesiąt cztery lata, choć tak naprawdę skończył już osiemdziesiąt dwa. Na życzenie demonstruje zęby. Te mogą zrobić dobre wrażenie, ale znacznie gorzej jest, gdy otrzymuje polecenie zademonstrowania pracy stawów i nóg. 

Cała zebrana publiczność serdecznie się bawi widowiskiem niespodziewanie komicznym, a starzec nagle spostrzega wśród publiczności swego syna. Wzdraga się przed złą synową, ale z drugiej strony wie, że gdyby wykupił go syn, byłby blisko swoich wnuków. Rozpoczyna się licytacja, podczas której biorący w niej udział żądają początkowo zbyt wygórowanych sum za wzięcie do siebie starca. Ten wzdraga się przed perspektywą znalezienia się np. u Probsta, znanego z okrucieństwa wobec branych do siebie pracowników, co raz już skończyło się samobójstwem jednego z nich. 

Niektórzy z potencjalnych kontrahentów żądają, by Kuntz Wunderli, nieposiadający niczego prócz płóciennej bluzy, przechodził w tym ubraniu całą zimę. W licytację włącza się i syn Kuntza, ale pasuje, gdy przebija jego ofertę Mayer. Potem jednak i on się wycofuje. Starzec wzbudza powszechny śmiech, gdy oczytany kotlarz Kissling rzuca słowa: Ecce homo!

Ostatecznie Kuntz Wunderli zostaje wykupiony przez budzącego jego strach Probsta. Zostaje zaprzężony obok psa u dyszla mleczarskiego wózka - trzęsąc swą nędzną, starą, siwą głową i usiłując drżącymi rękami przełożyć przez siebie parcianą szleję. Jego licytacja jest skończona.