Rola Józefa Papkina w komedii "Zemsta" hrabiego Fredry jest naprawdę wyjątkowa. Żaden moment wesoły czy wręcz śmieszny, nie może się obyć bez Papkina - podobnie jak chwile pełne dramatyzmu. Papkin to hulaka bez grosza przy duszy. Uwielbienie drogich i smacznych posiłków, drogie, piękne ubrania i aura tajemnicy - to było to, co Papkin lubił najbardziej. Papkin z pewnością był tchórzem, wymyślającym niezwykłe zabawy i czyny, które były jego udziałem. Uwielbiał kobiety, o których z pasją i poświęceniem opowiadał niestworzone rzeczy, będąc jednocześnie niezbyt przez nie podziwianym czy pożądanym kawalerem. Kobiety, podobnie jak inni, podśmiewały się z niego i jego przedziwnego charakteru. Sam przed sobą udawał donżuana. Bohater ten często płaszczy się przed zamożniejszymi i bardziej od niego wpływowymi, widząc w tym szansę na poprawę własnego losu. Często jednak "wypadał" ze swojej roli, kiedy tylko nabierał zbytniej pewności siebie. Poza wielkimi czynami, jakie sobie przypisywał, Papkin stale znajdował w sobie coraz to nowsze i bardziej groźne choroby. W obawia przed śmiercią pisze liczne testamenty.

Papkin jest bohaterem zabawnym, barwnym, dzięki i wzbudzającym sympatię. Papkin to typowy polski szlachetka, pełen wad i fantazji. Jednak to właśnie jego obecność na scenie sprawia, że "Zemsta" ciągle śmieszy i nie traci na powodzeniu. Papkin to bowiem człowiek z krwi i kości, ze wszystkimi lękami, słabościami i marzeniami. Dlatego jest tak bliski odbiorcy, a jego zachowanie, choć naiwne, nie budzi niesmaku i oburzenia, a jedynie delikatny uśmiech.

Ja sam bardzo polubiłem tę postać i z przyjemnością zobaczyłbym "Zemstę" na scenie.