Ewelina Krzycka, bo tak nazywała się główna bohaterka "Dobrej pani", czyli noweli napisanej przez Elizę Orzeszkową, jest to kobieta mająca około czterdziestu lat. Atrakcyjny wygląd i piękne ubiory sprawiają, że ciągle może imponować na salonach. Ciemnowłosa, czarnooka, lubiła nosić bardzo ciemne stroje.

Była wdową, ale nie musiała przejmować się finansową stroną swego życia, ponieważ cały majątek mąż pozostawił jej w spadku i mogła nim dysponować do woli. Piękna willa, obsługiwana przez cały sztab pokojówek i służących, była przedmiotem zachwytu wszystkich mieszkańców miasteczka. Panią Krzycką poznajemy jednak w chwili, gdy jej majątek nie jest już tak imponujący i musi ona wprowadzić do swego budżetu pewne ograniczenia, jak na przykład rezygnację z bardzo częstych wycieczek zagranicznych. To nie zmienia jednak jej lokalnej pozycji osoby najzamożniejszej w swoim mieście.

Ostatnimi czasy pani Ewelina miała dwa problemy. Po pierwsze czuła, że nie jest już tak młoda jak kiedyś, a przy tym nie zrobiła jeszcze niczego takiego, co pozwoliłoby poczuć się dobrze jej sumieniu. W dawnych, bogatszych czasach, udzielała się charytatywnie, jednak na miejscu zamieszkania nie było tego typu uroczystości. Zwyczajne datki, dawane od czasu do czasu potrzebującym, zupełnie nie zadowalały jej sumienia. Chciała, by wszyscy widzieli, coś wspaniałego i wielkiego, coś dobrego, ale nie tak zwyczajnie, tylko na dużo większą skalę. Miała nadzieję, iż takie przedsięwzięcie doda jej życiu nowych sił.

Taka właśnie była cała prawda o tej zamożnej kobiecie. Czuła wyrzuty sumienia nie dlatego, że sama miała olbrzymi majątek, z którego skrzętnie korzystała, tylko dlatego, że inni nie mogli podziwiać jej wspaniałomyślności. Zatem czyn, który powinna wykonywać z potrzeby serca, był jedynie chwytem, nastawionym na popularność wśród mieszkańców miasteczka. Krzycka już widziała, jak na salonach rozprawia się o jej działaniu towarzystwie zrzeszającym inne "dobroczynne damy". Zatem wszystko było jedynie z nudów - kobieta, która nie musiała się przejmować zupełnie niczym, miała za dużo czasu, zawsze więc można było wykorzystać go tak, by pokazać się innym w jak najlepszym świetle, a może jeszcze dodatkowo wzbudzić trochę zazdrości? W ostatecznym rozrachunku można by machnąć ręką na kierujące nią pobudki, bo skoro potrzebujący otrzymywali rzeczywiście solidne wsparcie finansowe, to dlaczego by go nie przyjąć. Jednak efekty działań pani Eweliny nie zawsze były tak pozytywne.

Zanim jednak dojdzie do opisania tej sytuacji, trzeba jeszcze wspomnieć o kilku cechach charakteryzujących tę osobę. Krzycka była estetką. Dbała o najmniejszy szczegół swojego wyglądu. Nie mogła wręcz patrzeć na coś, co wydawało jej się nieestetyczne, a już takie zjawiska jak brud i nędza wywoływały w niej wstręt.

Wszystkie te cechy ukazały się bardzo wyraźnie, gdy Ewelina po raz pierwszy zabrała do siebie wiejską, biedną dziewczynkę. Nie miała siły nawet z nią porozmawiać, dopóki dziecko nie zostało gruntownie wymyte i ubrane wykwintne stroje.

Helka, bo tak miała na imię mała, była śliczną dziewczynką, co oczywiście wzbudzało zachwyt pani Krzyckiej. Zaczęła też bardzo szybko przyswajać sobie zasady wielkopańskiego życia i była bardzo pojętną uczennicą. Nie minęło jednak wiele czasu i Helka, zwykła koleją rzeczy, zaczęła dorastać. Nie była już ślicznym cherubinkiem i jeszcze nie panienką. Zaczynała się zmieniać, głównie fizycznie, co powodowało, że przestała podobać się Ewelinie. Powoli była odsuwana od swojej "dobrej pani".

Takie zachowanie było typowe dla znudzonej, szukającej stale nowych wrażeń kobiety. Za każdym razem szukała kogoś lub czegoś, co zajęłoby jej czas, angażowała się całym sercem w zajmowanie się tym czymś, po czy zapał opadał, a to, co wcześniej kochane, spychane było na margines. Tak było z kobietą, która pracowała u Krzyckiej jako pokojówka - kiedyś była pod jej opieką, miała poznać świat... Po niej była barwna papuga, następnie piesek o wdzięcznym imieniu Elf. Helcia po prostu była następna w kolejności zabawką i kiedy tylko znudziła się, znalazł się ktoś nowy - pewien włoski artysta... Zapewne jego obecność w życiu Krzyckiej też nie była specjalnie długa.

"Dobra pani" zachowywała się tak, jak gdyby cały czas grała. Nie liczyła się z ludzkimi uczuciami, należy wątpić, czy sama w ogóle je miała. Umiała za to doskonale udawać - była do tego stopnia przekonująca, że osoby z zewnątrz, nie znające całej prawdy o tej kobiecie, uważali, że mają do czynienia ze świętą. Ona zaś, odrzucając kolejną zabawkę, stwierdzała, że nie wie, co ją tak w danej rzeczy bawiło...

Dla mnie ktoś taki jak Krzycka jest tak naprawdę złym człowiekiem. Nie można bowiem bawić się ludźmi i ich życiem, nie można myśleć tylko o sobie. Nazywanie kogoś takiego "dobrą panią" to ironia.