Treść noweli: "Sachem" jest utworem, w którym H. Sienkiewicz porusza problematykę społeczności Indian, zagładzie rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej w imię postępu cywilizacji zachodniej. Miejscem akcji uczynił autor miasto o wdzięcznej nazwie Antylopa. Miasteczko ma bardzo burzliwą historię. Stoi na zgliszczach dawnej indiańskiej osady Chiavatty, która istniała w tym miejscu przez wieki aż do przybycia na te tereny Niemieckich osadników. Wraz z ich przybyciem skończył się spokój Indian. Osadnicy z Europy nie chcieli się pogodzić z obecnością rdzennych mieszkańców, na tym tle ciągle dochodziło do konfliktów. Dlatego pewnego dnia Niemieccy osadnicy napadli na Chiavattę, pozabijali jej mieszkańców i założyli miasto, w którym rozgrywa się akcja noweli. Antylopa rozwija się bardzo dobrze, ponieważ w jej okolicach zaczęto wydobywać srebro. Mieszkańcy spychają w niepamięć fakt, że budują swój dobrobyt na trupach tubylców i na zgliszczach ich osady. Nie chcą pamiętać, że ich droga do sukcesu prowadziła przez szubienicę, na której stracono ostatnich wielkich wojowników Chiavatty- Czarnych Węży. Scena, którą oglądamy w noweli rozgrywa się piętnaście lat po ostatecznej zagładzie Czarnych Węży. Do Antylopy przyjeżdża cyrk. Ozdobą programu jest niezwykły akrobata, którego dyrektor cyrku przedstawia jako ostatniego potomka Chiavatty, syna wodza plemienia- sachema Czarnych Węży. Żeby podnieść napięcie widowni, która miała na rękach krew współplemieńców linoskoczka, dyrektor opowiada o wyjątkowym rozdrażnieniu syna sachema, o wielkim gniewie, jaki odczuwa na ziemi dumnych przodków. Potomek Czarnych Węży pojawił się na scenie budząc przerażenie mieszkańców Antylopy. Wykonał po niemiecku pełną grozy pieśń wojenną swojego plemienia zakończoną okrzykiem rozpaczy, bólu i zemsty. Ku zaskoczeniu widowni po skończonej pieśni, w której odezwały się głosy świetnej przeszłości dumnego plemienia, Indianin wybiegł za scenę, aby po chwili pojawić się z miską na datki. Wśród zabójców swojego plemienia żebrał o wsparcie dla ostatniego z Czarnych Węży.

Głównym problemem i celem noweli jest przedstawienie efektów, skutków podboju dzikich, rdzennych plemion zamieszkujących kolonizowaną Amerykę. Wybijanie plemion, upodlenie ostatnich spadkobierców dumnych wodzów Indian- do tego prowadzi ślepa polityka kolonizatorów, nastawionych jedynie na zysk, nie liczących się z obcą kulturą, zwyczajami, a nawet z prawem, bowiem rząd stanu Teksas wydał dekret, na mocy którego do części ziemi przyznanej Indianom osadnicy nie mieli prawa. Jednak cywilizacja tubylców przegrywa z wysoką cywilizacją i kulturą oświeconych synów Europy. Warto się przyjrzeć w jaki sposób przedstawiane są obie strony konfliktu:

"...uczciwi, rządni, pracowici, systematyczni, otyli"- tymi słowami narrator opisuje Niemieckich osadników. Ale ci uczciwipraworządni obywatele kilkanaście lat temu wyrżnęli w pień Indiańską wioskę, zagarniając ziemię, która im się prawnie nie należała. Ci "dobrzy chrześcijanie", w rzeczywistości bezwzględni i chciwi, wysłuchują co niedziela mszy i słowa Bożego lecz nie zdobywają się na refleksję nad wymordowaniem niewinnych ludzi, nad egzekucją ostatnich wojowników plemienia. Czyżby na szubienicy stracono też resztki sumienia mieszkańców Antylopy? Jest to bardzo prawdopodobne, bo mieszkańcy, którzy uczestniczyli w tym "zdobywaniu ziemi" są dumni z tego czynu, o czym świadczy chęć pokazania rodzinom przedstawiciela tych "pokonanych". Osadnicy są tak bardzo przekonani o słuszności swego postępowania, że nie dostrzegają jak wielką hipokryzją jest wspieranie datkami w cyrku potomka wybitego plemienia.

Postać syna sachema zbudowana jest na zasadzie kontrastu, który razi i nie pozwala przejść obojętnie wobec tej postaci. Oto jak bohatera opisuje narrator: "Twarz ma jak wykutą z miedzi, głowę podobną do głowy orła, zimno patrzące oczy. Wydaje się dumny jak król. Jest ubrany w płaszcz z białych gronostajów, na głowie ma pióropusz, za pasem topór i nóż do skalpowania". Jednak w jaskrawej sprzeczności z wrażeniem dumnego króla pozostaje zachowanie Indianina, który dla pieniędzy uczynił z pamięci przodków widowisko, a z historii plemienia cyrk. Zatracił honor swojego plemienia, własne korzenie, kulturę przerobił na jarmarczny spektakl. Krew Indian i pochodzenie pomagają mu tylko przywdziewać dochodową maskę mściciela.

Dyrektor cyrku, który przed laty przygarnął chłopca wie, jak wykorzystać występy w Antylopie. Wie, jak zagrać na emocjach publiczności i zrobić na tym dobry interes. Pieniądze są dla niego ważniejsze od godności Indianina, który musi odgrywać komedię na prochach swoich przodków. Archanioł zemsty w pieśni, po występie zbiera datki.

Dzięki wprowadzeniu kilku wyrazistych postaci udaje się narratorowi w tak krótkim utworze przedstawić problematykę bezwzględnej polityki kolonizacyjnej. Największą bronią wszechwiedzącego, trzecioosobowego narratora jest ironia, łączenie w jednym zdaniu pochwały białego osadnika, ukazaniu jego cywilizacyjnej wyższości z prawdą o prowadzonej przez niego bezwzględnej ekspansji. Ukazują to poniższe cytaty: "Tryumf dobrej sprawy był zupełny. Chiavatta została spalona, a mieszkańcy bez różnicy wieku i płci w pień wycięci" . "Na placu, na którym powieszono ostatnich Czarnych Wężów, zbudowano zakład filantropijny: pastorowie w kościołach uczyli co niedziela miłości bliźniego, poszanowania cudzej własności i innych cnót, potrzebnych ucywilizowanemu społeczeństwu...".

Prawdę o mieszkańcach Antylopy, o wyznawanych przez nich systemie wartości, w którego centrum stał pieniądz, dochód i własny dobrobyt ujmuje narrator następującymi słowami:

"...widząc ten spokój, powolność, patrząc na te filisterskie, zalane tłuszczem twarze, na te rybie oczy, można by mniemać, iż się jest w jakiej piwiarni w Berlinie lub Monachium, nie zaś na zgliszczach Chiavatty. Ale w mieście wszystko już było ganz gamutlich i o zgliszczach nikt nie myślał." .

Prawda nowego świata brzmi bardzo brutalnie i sprowadza się do pełnego brzucha i kieszeni: "Chiavatta, Chiavatta! A toż oni, Niemcy, także są nie na swojej ziemi, daleko od ojczyzny, i nie myślą o niej więcej niż na to business pozwala. Przede wszystkim trzeba jeść i pić. O tej prawdzie musi pamiętać tak dobrze każdy filister, jak i ostatni z Czarnych Wężów." .

Nowela pokazuje też nową, usypiającą sumienie moralność zbudowaną na zgliszczach starego świata: "Oto wychodzi (sachem) znowu, zziajany, zmęczony, straszny. W ręku niesie blaszaną miskę i, wyciągając ją ku widzom, mówi błagalnym głosem (...). Sypią się półdolary i dolary. Jakże odmówić ostatniemu z Czarnych Wężów - w Antylopie, na zgliszczach Chiavatty! Ludzie mają serce".

Jednak najbardziej sugestywny jest obraz wyzbytego dumy i honoru Indianina, który wychowany wśród białych, wtopił się w ich świat i przyjął ich wartości. To on jest najbardziej żałosny, gdy "wychodzi (sachem - przyp. aut.) znowu, zziajany, zmęczony, straszny. W ręku niesie blaszaną miskę i, wyciągając ją ku widzom, mówi błagalnym głosem (...)". Po odśpiewaniu pieśni zemsty, potomek wielkich wojowników Czarnych Węży "pił piwo i jadł knedle ". Tak nisko upada godność Indianina upokorzonego przez białą cywilizację. Tak zatraca się najwyższa wartość, bezcenny honor. Kuglarz w masce mściciela zarabia na grobowcu wymordowanych przodków. Jego moralność i system wartości zrównuje go z oprawcami.

To prawdziwy dramat i tragedia tubylczej ludności Ameryki Północnej. Na ten, nie świetlany, nie rodzący dumy aspekt zasiedlania Ameryki zwrócić chce uwagę czytelnika Henryk Sienkiewicz. Obywatele drugiej kategorii, pozamykani w rezerwatach, skansenach tworzą barwną widokówkę dla turystów, lecz tak naprawdę wyprzedają na jarmarcznych straganach dziedzictwo swojej kultury.