Bruno Schulz swym charakterem i upodobaniami zdawał się przeczyć szansie na sukces. Tym bardziej zdumiewa, jak wielka musiała być siła jego talentu, skoro stał się znany na całym świecie, a w kraju słynny za życia.

Bruno Schulz - biografia

Był zarówno świetnym pisarzem, malarzem, rysownikiem, jak i grafikiem. Bruno Schulz, urodzony w Drohobyczu w 12 lipca 1892, zmarł również tam 19 listopada 1942 i w zasadzie przez większość życia nie opuszczał rodzinnej miejscowości. Wywodził się z rodziny zasymilowanych Żydów, która nie kultywowała rdzennych tradycji - w domu wszyscy mówili po polsku. 

Bruno Schulz był trzecim, najmłodszym dzieckiem, przed nim jego rodzicom urodziła się siostra i brat twórcy. Świetny uczeń Bruno podjął po zdanej z wyróżnieniem maturze studia na architekturze, ale z powodu choroby serca oraz płuc musiał je przerwać. Potem, po wyleczeniu, podjął jeszcze próby kontynuowania studiów na politechnice i to w Wiedniu, gdzie wraz z rodzicami znalazł się po wybuchu wojny. Ostatecznie jednak ich nie ukończył.

Po powrocie do Drohobycza, w 1915 roku zmarł ojciec artysty, z którym był bardzo związany, co widać wyraźnie w jego twórczości. Trzy lata później Bruno Schulz zaczął udzielać się w gronie zaprzyjaźnionej żydowskiej inteligencji o artystycznych zainteresowaniach, działającej pod nazwą Kalleia, czyli Rzeczy piękne. Będąc utalentowany artystycznie, usiłował podreperować domowy budżet malowaniem portretów na zamówienie, ale nie odniósł sukcesu. 

Podobnie było z jego teką szkiców z lat latach 1920-1922, zatytułowanych Xięga bałwochwalcza, mimo że prace te były pokazywane, m.in. w Warszawie, Lwowie i Wilnie. W tej sytuacji artysta musiał myśleć o innym źródle zarobkowania - zaczął pracować jako nauczyciel rysunku, prac ręcznych, a czasem i matematyki. Praca ta nie miała nic wspólnego ani z upodobaniami, ani predyspozycjami oraz wykształceniem Schulza.

Pomijając fakt, że niekoniecznie cieszył się respektem wśród gimnazjalistów, mścił się na nim brak wykształcenia - Schulz musiał łatać swój etat biegając po kilku szkołach, zdawać kolejne egzaminy uprawniające go do wykonywania zawodu. Te dokuczliwości bolały go tym bardziej, że trudno orzec, by podporządkowywanie się kolejnym wymogom przynosiło mu satysfakcjonującą gratyfikację pieniężną. 

Powszechnie znana jest opowieść z życia artysty, kiedy to już na znacznie późniejszym etapie kariery, stając przed wielką szansą wyjechania do Paryża, by tam zorganizować wystawę, a kwestią zakupienia nowego tapczanu, przeżył wielki dylemat. Na jego utrzymaniu znajdowała się już wtedy jednak nie tylko matka, ale jeszcze owdowiała siostra z dziećmi oraz kuzynka. Potem doszło do tego utrzymanie rodziny zmarłego brata. 

W efekcie, mimo wreszcie odniesionego sukcesu artystycznego, Bruno Schulz nigdy nie opuścił Drohobycza, w którym zatrzymywało go poczucie  odpowiedzialności. Szanse zaś na wypłynięcie na szersze wody pojawiły się w życiu Schulza wraz z Zofią Nałkowską, która dzięki zabiegom przyjaciół artysty zapoznała się z rękopisem napisanych już wówczas Sklepów cynamonowychi zachwyciwszy się dziełem oraz jego autorem, stała się od tej pory jego gorliwą protektorką. Parę połączył nawet krótki romans. 

To dzięki Nałkowskiej właśnie Sklepy cynamonowezostały wydane, a pisarza od tej pory zaczął kojarzyć cały literacki świat. Owocem tego jest bogata korespondencja Schulza - np. z Witoldem Gombrowiczem, Arturem Sandauerem i Witkacym. Ważną postacią w życiu Brunona Schulza była też poznana w 1933 r. Józefina Szelińska, która dwa lata później została jego narzeczoną. By móc się z nią ożenić, artysta wyrzekł się swego wyznania, Józefina była bowiem katoliczką. Łączyły ich wspólne pasje, razem dokonali przekładu ProcesuFranza Kafki, choć jej wkład - bardziej znaczący niż narzeczonego - został w oficjalnym wydaniu pominięty. 

Niestety, do małżeństwa nie doszło. Schulzowi nie udało się uzyskać bowiem fikcyjnego zameldowania w bardziej liberalnym zaborze pruskim, a było to warunkiem otrzymania ślubu z przechrzczoną Żydówką, jaką była Szelińska. Po roku narzeczeństwo zostało zerwane, a jedyną kobietą, z którą jeszcze związany był Bruno Schulz - tym razem więzami serdecznej przyjaźni - jest Roma Halpern. 

W chwili wybuchu wojny Drohobycz najpierw znajduje się pod okupacją niemiecką, a następnie radziecką. Ta druga, choć pozornie mniej zagrażająca osobie pochodzenia żydowskiego, jak Schulz, również wiązała się z wieloma niebezpieczeństwami, pośród których znalazło się np. odmalowanie niewłaściwymi barwami portretu Stalina. 

Schulz w nowej rzeczywistości nie miał szansy na odnalezienie miejsca dla swej literatury, zatem musiał imać się innych prac. Choć pracował w szkole, zmuszony był jeszcze zasiadać w komisji podczas wyborów radzieckich władz politycznych. Dorabiał malowaniem propagandowych plakatów i obrazów okolicznościowych. To, w jaki sposób zginął Bruno Schulz do tej spory stanowi kwestię sporną. Wedle jednych, był ofiarą zwykłej niemieckiej łapanki dokonanej w odwecie za postrzelenie przez mieszkańców jakiegoś niemieckiego żołnierza. Wedle innych okoliczności śmierci Schulza były bardziej skomplikowane. Prawdą jest, że dzięki swemu talentowi malarskiemu, Bruno Schulz znalazł się pod szczególną "protekcją". Jego talent postanowił wyzyskać Feliks Landau, gestapowiec szczególnie bezwzględny, szczycący się osobistym udziałem w rzeziach ludności żydowskiej i strzelający do Żydów dla rozrywki z balkonu. 

Jednak baśniowe kompozycje na ścianach pokoju dziecięcego w jego willi, zdobienia wnętrz kasyna gestapowskiego oraz budynku szkoły jazdy i kilka portretów, były powodami, które zadecydowały, że Schulz był dla Landaua użyteczny. Landau jednak miał wroga - Karla Günthera, któremu to protektor Schulza zastrzelił wcześniej jego protegowanego, dentystę Löwa. Zabicie artysty miało być zatem aktem prywatnej zemsty. Jaka była prawda, do końca nie wiadomo. Wiadomo jednak, że artysta zginął 19 listopada 1942 r., około południa, w tzw. czarny czwartek. Został zastrzelony około 100 metrów od swego domu rodzinnego przy Rynku.

Bruno Schulz - twórczość

Artysta wszechstronny, pilny obserwator i doskonały "kronikarz" otaczającej go drohobyckiej rzeczywistości, której realiów pełna jest jego twórczość. 

Dwa tomy opowiadań, Sklepy cynamonoweSanatorium pod Klepsydrąoraz wydana pośmiertnie Księga listówbędąca świadectwem jego bogatego dorobku epistolograficznego - oto wszystko, co składa się na jego dorobek. Nie ma bowiem pewności co do tego, że rzeczywiście istniała wspominana przez Schulza powieść Mesjasz. Być może była tylko zamysłem. To, co napisał jednak wystarczyło, by obok Dublina, Pragi czy Triestu - Drohobycz znalazł się ma mapie miejsc "magicznych". 

Czy to w swej prozie, czy w sztukach plastycznych, Schulz cieszy się niesłabnącym powodzeniem i intryguje. Jego dzieła, zarówno te czysto plastyczne, takie jak Xięga bałwochwalcza, jak i z pogranicza malarstwa i literatury (swe zbiory opowiadań sam ilustrował) nasuwają skojarzenia z ekspresjonizmem niemieckim, formizmem oraz surrealizmem. 

Są one pełna opowieści o jego własnych słabościach, zawiłościach psychiki, obsesjach, pasjach i kompleksach. Tło jednak zawsze stanowi Drohobycz, miasto, z którym twórca związał się w sposób, który zagwarantował obu stronom tego mariażu szczególną nieśmiertelność.