"Karolowi, najpobożniejszemu Augustowi, ukoronowanemu przez Boga, wielkiemu, pokojowemu cesarzowi, życie i zwycięstwo"

Papiez Leon III

Jego ekscelencjo drodzy zgromadzeni

W tym wyjątkowym dniu, trudno ukryć moje zdziwienie związane z podjętą decyzja przez Leona III. Ja władca Rzymu, Italii, Galii a także Germanii; zwany Karolem Wielkim potomkiem Pepina Krótkiego zmuszony jestem do odrzucenia korony.

Aczkolwiek ze wszystkich świętych i czcigodnych znanych nam miejsc najbardziej poważam kościół świętego Piotra Apostoła Rzymie, na rzecz jego poświęciłem wiele bogactw; złoto, srebro, klejnoty. Dostojnikom papieskimi wysyłałem wiele prezentów. Podczas swego panowania dążyłem do odbudowy potęgi Rzymu i by Kościół świętego Piotra zachwycał swa potęgą i bogactwem wszystkie inne miejsca na ziemi. Lecz mimo takiego poważania dla Rzymu dane mi było tylko czterokrotnie gościć w tym mieście, głównie w sprawach służbowych dla wypełnienia ślubów oraz modłów.

Moja ostatnia wizyta w Rzymie była spowodowana innymi przyczynami, bowiem papież Leon skarżył się na mnóstwo krzywd, jakie go spotykają z rąk obywateli Rzymu, pisze mi o tym że pozbawiano go oczu i języka. Wiec przybyłem do Rzymu na pomoc by przywrócić ład i porządek boży na tej ziemi. Aczkolwiek gdybym wiedział o nagrodzie, jaka mnie spotka za moją pomoc, koronie cesarza, nigdy bym się wybierał do Rzymu. Bowiem przyjęcie tego tytułu oznacza zawiść innych zazdrosnych królów, którzy pragnęliby tylko jednego - zgładzić ma osobę i przejąć koronę. Kierując się w życiu mniejszym złem w myśl zasady (ex malis eligere minima), odrzucam tytuł cesarza by móc dalej żyć w pokoju z braćmi mymi i papieżem Leonem. Bowiem szacowna koronacja niesie za sobą więcej niebezpieczeństw niż korzyści i stanowi coś na wzór puszki Pandory (anguis in herba), którą pragnę pozostawić zamkniętą.

Ja wierny sługa kościoła mam za zadanie chronić swym wojskiem święty kościół chrystusowy, od niszczycielskiej siły pogan i niewiernych i szerzyć wiarę katolicką. Do papieża wszakże należy błogosławić moim ludziom by w swej słusznej walce byli pod opatrznością bożą. By moi rycerze zawsze byli pod laska pana i odnosili same zwycięstwa w imię pana.

Przyjęcie tytułu cesarza z rąk samego papieża oznaczałoby zaprzeczenie mojej wiary i moich ideałów, zaprzeczałoby to mojemu honorowi i ideałom. Gdybym się zdecydował dostąpić tego zaszczytu wahałbym się nad swoim dalszym losem wzbudziłoby to w moim sercu i umyśle rozterki walki o szlachetne ideały a drugiej strony chęć posiadania władzy i zjednoczenia całego ludu wiernych pod patronatem jednego przywódcy.

Ponadto przyjęcie korony oznacza ryzyko konfliktu miedzy władzą kościelną a świecką. Nie mogę dopuścić by spotkał mnie los podobny do losu Childeryka, który na rozkaz papieża został ogolony i wsadzony do klasztoru. To tylko potwierdza kruchość mej władzy, bo równie łatwo jest włożyć koronę na moja głowę, co ja później zdjąć bez powodu. Bowiem trudno pogodzić te dwie sprawy jakże odmienne od siebie bycia królem i papieżem (malum, est in necessitate vivere, sed in necessitate vivere necessitas nulla est).

Kończąc moja mowę chciałbym przeprosić tych, dla których moja decyzja jest powodem rozczarowania i zawodu, aczkolwiek oni nie rozumieją moich przyczyn takiego postępowania (damnat quod non intelligunt). Moja rezygnacja z tytułu cesarza jest spowodowana tylko dbaniem o wieczny pokój miedzy świętym kościołem a władzą świecką. Bowiem bycie jednocześnie papieżem i królem doprowadziło do wybuchu konfliktu, wśród chrześcijan a to przekreśliłoby wszelkie plany na zjednoczenie świata chrześcijańskiego. Mam tylko nadzieje, że moja rezygnacja nie obraża i nie łamie świętych praw kościoła i nie uraża was tu zgromadzonych kapłanów. Zrobiłem, co w mej mocy, jeśli znacie kogoś, kto czyni bardziej szlachetnie jemu ofiarujcie tą koronę (feci, quod potui, faciant meliora potentes).