Książki towarzyszyły mi, odkąd pamiętam. Gdy byłam bardzo mała i jeszcze nie umiałam czytać, codziennie wieczorem razem z tatą mieliśmy wyznaczoną „godzinę czytania”, na którą zawsze niecierpliwie czekałam. Książki, które czytaliśmy, wybierali mi obydwoje rodzice, a czasem także ja sama podpowiadałam, co chciałabym poznać.

Tym sposobem poznałam wiele książek, zanim jeszcze nauczyłam się czytać. Tata przeczytał mi między innymi „Kubusia Puchatka” i „Chatkę Puchatka” Alana Aleksandra Milne’a, wszystkie części cyklu o Muminkach Tove Jansson, zaczęliśmy też czytać cykl o Harrym Potterze J. K. Rowling, który skończyłam już samodzielnie. Moja mama zaproponowała mi zapoznanie się z jej ulubionym cyklem powieści z dzieciństwa, czyli z cyklem o przygodach czarnoksiężnika z krainy OZ. Rzeczywiście te książki bardzo mi się spodobały, polubiłam rezolutną Dorotkę i jej sympatycznego pieska Toto. Ponieważ bardzo mnie interesowały utwory o zwierzętach, poznałam za pośrednictwem taty takie książki, jak „O psie, który jeździł koleją” Romana Pisarskiego, „Filonek Bezogonek” Gösty Knuttsona czy „Puc, Bursztyn i goście” Jana Grabowskiego. Wesoły, trochę naiwny Filonek jest jednym z moich ulubionych zwierzęcych bohaterów. Do dziś jednak największym sentymentem darzę „Opowieści z Narni” Clive’a Staplesa Lewisa ze względu na postać mojego ulubionego bohatera – wspaniałego lwa Aslana.

Wszystkie wymienione książki bardzo mnie zafascynowały i jestem pewna, że będę je pamiętać przez całe życie.