W ostatniej scenie powieści Zofii Nałkowskiej "Granica" dochodzi do podsumowania i wyłożenia moralnego przesłania powieści. Zenon Ziembiewicz swą postawą nie przypadł mi do gustu, choć do końca nie mogę się tu wypowiadać, gdyż trudno stwierdzić, jak zachowałbym się sam na jego miejscu. Z pewnością, będąc na takim a nie innym stanowisku społecznym, powinien liczyć się z odpowiedzialnością za kontrowersyjne wybory, których dokonał. To tyczy się także ciężaru podejrzenia o wydanie rozkazu strzelania do strajkujących robotników. Mimo poczucia winy Zenon zamyka się w sobie, co odbija się także boleśnie na stosunkach z jego żoną.

Gdy wraca któregoś dnia do domu, Elżbieta czyta akurat anonimowy donos informujący o kolejnych procesach robotników i kontrowersyjnych decyzjach w sprawie ich strajku. Zenona mocno dotykają wyrzuty żony o zagubionych wartościach i ideałach, które jej mąż kiedyś wyznawał. Dyskusja schodzi wkrótce ze strajków na ich życie prywatne, także chylące się ku upadkowi. Zenon dramatycznie odpiera zarzuty, ale chce przede wszystkim przekonać sam siebie, nie zaś żonę.

Zenon jest tragiczna postacią przez to, że przez całe swe życie udawało mu się unikać realnej odpowiedzialności za swe czyny i decyzje, gdyż za nimi stał szereg osób, którzy mu "pomagali" doradztwem. Teraz natomiast, w momencie ostatecznej klęski bohater zostaje sam - tak na polu zawodowym, jak i osobistym. I teraz dopiero w pełni przyjmuje świadomość błędów, jakie poczynił... Jest już jednak na wszystko za późno...

Jedne z ostatnich słów Ziembiewicza brzmią: "jest się takim jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest". O ile więc Zenon mógł oszukiwać sam siebie, nie dało się nie przyjąć do wiadomości, że zawsze do ludzi postronnych należy ocena naszego postępowania. I że to oni łatwiej niż my dostrzegą moment, w którym nasze działania zaczynają przekraczać pewne uniwersalne granice etyczne - choćby przez nas samych były one uparcie oddalane.