Siedlce, 10.06.2009 r. 

Kochany Janie Pawle II !

Szczerze mówiąc, sama nie wiem, po co piszę ten list. No bo… przecież już Cię nie ma… Odszedłeś od swojego stada pozostawiając mu jedynie słowo, słowo będące wskazówką w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: „Co dalej?”. Wiem, że każdy musi kiedyś, umrzeć, wrócić do domu Ojca, ale czemu tak szybko? Na to pytanie chyba nigdy nie dostanę odpowiedzi. Cóż… Życie toczy się dalej. Mimo, że bardzo brakuje mi Ciebie, Twoich słów, to wiem, że tak musiało być. Pozostawiłeś po sobie wiele dobrego, pomogłeś wielu ludziom. Nigdy nie zapomnę Ciebie ani słów, które wypowiedziałeś w Siedlcach w czerwcu 1999 roku podczas homilii: „Prawdziwe świadectwo o życiodajnej mocy krzyża daje ten, kto w jego imię jego pokonuje w sobie grzech, egoizm i wszelkie zło i pragnie naśladować miłość Chrystusa do końca”.

Moje życie jest serią nieprzewidzianych zdarzeń. Nigdy nie wiem, co wydarzy się jutro. Nie powiem – bywa ciężko. Czasem z byle powodu po prostu wszystko wydaje się beznadziejne, gubię sens życia… W takich chwilach, w chwilach zwątpienia, pomagają mi Twoje słowa – są dla mnie wsparciem. To dzięki Tobie wiem, że im ciężej jest mi na ziemi, tym lepiej będzie mi w niebie. Muszę przyznać, że od czasu Twojej śmierci wiele się zmieniło, pogłębiła się moja wiara, stałam się lepszym człowiekiem. Zgodnie z Twoimi słowami staram się pokonywać w sobie grzech czy egoizm, aby być bliżej Boga. Dziękuję Ci za wszystkie wskazówki. Wiem co prawda, że nie były one skierowane jedynie do mnie, ale i tak z nich korzystam. Jak każdy czasem się gubię, mylę, ale wszystko można naprawić – dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Jeszcze raz Ci dziękuję. Nie wiem jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie bliskie mi osoby, na których mogę polegać. Ty – Janie Pawle II – również do nich należysz. Ty zawsze potrafiłeś każdego zrozumieć, wesprzeć, wspomóc modlitwą. Nie ważne było dla Ciebie pochodzenie, kolor skóry, wyznanie czy stan zdrowia. Liczył się człowiek, dziecko Boże. Szkoda, że nie ma – a jeśli są to bardzo nieliczni – takich ludzi jak Ty. Inteligentnych, zabawnych, bezinteresownych. Tak czy inaczej trzeba żyć z nimi w zgodzie, czyli nieść swój krzyż i nie narzekać… 

Po raz kolejny dziękuję. Tym razem jednak nie za coś, ale za całokształt. Za Twoje życie będące wzorem dla innych, za Twoje słowa będące drogowskazami. Za wszystko. W ramach wdzięczności mogę tylko obiecać, że będę naśladować miłość Chrystusa i w imię krzyża pokonywać w sobie grzech i egoizm. Obiecuję…

Dominika

P.S. Może i nie powinnam o nic prosić, ale czuję taką potrzebę… Proszę Cię, kochany Ojcze o  błogosławieństwo, opiekę i o to, abyś nigdy nie opuścił mojego serca…