Werona 24 XI 86r.

Romeo, mój Ty Romeo!

Ile to już czasu minęło od ostatniego spotkania naszych ust? To nie tydzień, miesiąc czy rok. To już dla mnie wieczność cała! Czekam na Ciebie i morza łez wylewam. Wróć do mnie…

Po cóż mi było zakochiwać się w Tobie? Po cóż mi to było? Odpowiedz. Gdyby nie Twoich oczu spojrzenie, przyszłoby mi życie wieść spokojne u boku księcia, w jego pięknym zamku. Zostałabym matką jego dzieci, a moi rodzice mieliby zapewnioną spokojną starość. Ale Ty musiałeś się pojawić! A teraz zniknąłeś tak nagle… Pół mojego serca wypełnia miłość do Ciebie. Drugie zaś pół- pustka, która na Ciebie czeka. Na twe pocałunki, słowa jak kwiaty piękne. Na Twą miłość Romeo. Lecz nie tę z oddali, a tę bliską, płomienną jak wulkan rozpalony.

Romeo, wyrzec się swego nazwiska. Wydostań swe ciało z Mantui, bo czuję, żeś duszą wciąż w Weronie obecny. Miłość moja do Ciebie granic nie zna i nigdy nie zazna, choćbyś nawet synem samego diabła się okazał.

Romeo, mój luby, tak mi tęskno do Ciebie. Kartka papieru od łez moich się topi. Cóż pisać mam więcej? Że kocham? Że tęsknie? Umieram z rozpaczy? Nie będę więcej. Ty wiesz to wszystko. W końcu ślubem nas złączono po życia kres i na wieczność.

List mój noś przy sercu i wiedz, że czekam. Wierzę, że dotknę już wkrótce Twego ciała i dźwięk Twego głosu melodyjnego usłyszę z balkonu.

Romeo, bądź zdrów. I wróć do mnie jak najprędzej…

Całuję Cię.

Julia