Listopad 1890, Góra Lindego

Drogi Ojcze!

Trudno mi opisać, jak bardzo tęsknię za Tobą, bardzo chciałbym móc Cię w końcu zobaczyć. Ta długa rozłąka uświadomiła mi , jak bardzo jesteś dla mnie ważny Kochany Tatusiu . Chętnie poradziłbym się Ciebie w wielu sprawach. Trudno mi być odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale także za życie Nel. Ona jest taka drobna i krucha, a ja z każdym dniem coraz bardziej ją kocham i dlatego chciałbym, aby była bezpieczna. Boję się, że stanie jej się jakaś krzywda, jest taka delikatna. Obyśmy mieli szczęście, jak wtedy , kiedy Nel chorowała na febrę i była umierająca, wszyscy już zwątpiliśmy, obawialiśmy się że to już koniec i Nel umrze, ale los zesłał nam Szwajcara Lindego wraz z chininą. Nel szybko ozdrowiała, niestety jej wybawiciel zmarł niedługo po odniesieniu poważnych ran.

Wstydzę się niektórych moich uczynków, wyrzucam sobie, że zabiłem Beduinów. Cóż jednak mogłem zrobić, musiałem nas jakoś bronić, przecież porwali nas i zagrażali naszemu życiu. Mam nadzieję, że zrozumiesz moje postępowanie.

Szwajcar, którego chinina uratowała Nel pokazał nam to miejsce, z którego do Ciebie piszę, dlatego na jego cześć nazywamy je Górą Lindego. Nel czuje się już o wiele lepiej, tęskni coraz bardziej za domem i rodzicami, ciągle pyta kiedy ich w końcu zobaczy. Próbuję ja pocieszać, ale mi też jest ciężko.

Przypuszczam , że nie przeczytasz tego listu, jednak mam nadzieję, że myślisz o swoim synu, tak jak ja nigdy nie zapominam o Tobie. Tylko Opatrzność może nam pomóc się w końcu spotkasz, mam nadzieję, że stanie się to jak najprędzej. Nie tracę nadziei , muszę byś silny dla mojej małej przyjaciółki. Skoro tyle przetrwaliśmy musimy ufać, że Ktoś czuwa nad nami i nie pozwala nam zginąć. Codziennie modlę się , abyśmy wydostali się z tego piekła, ufam , że Bóg w końcu mnie wysłucha.

Twój syn, Staś Tarkowski.