Gdy Skawiński znalazł się na statku, rozgoryczony i przygnębiony z powodu utraty pracy, dumał nad tym, co się z nim dalej stanie. Przerażała go myśl, że znów będzie zmuszony stawiać czoła złośliwemu losowi. Przyciskając do piersi swoją ukochaną książkę, czynił sobie wyrzuty, że przez swoje skore do wzruszeń serce zaniedbał obowiązki latarnika.

Wtem jego rozmyślania przerwał ciepły głos kobiecy:

- Czy jest pan Polakiem?

Skawiński uniósł wzrok i zobaczył przed sobą siwowłosą staruszkę o łagodnym spojrzeniu. W pierwszej chwili nie mógł wyjść ze zdumienia, że o to nagle usłyszał dźwięk rodzinnej mowy. Zaraz jednak otrząsnął się, słysząc kolejne zdanie:

- Pana pochodzenie zdradza książka wybitnego polskiego poety, którą trzyma pan w ręku.

Kobieta z pewnością nie wiedziała, jaką przyjemność sprawia swojemu rozmówcy, wypowiadając słowa w języku polskim.

- Rzeczywiście, to Adam Mickiewicz. Zna go pani? - spytał latarnik.

- Czy go znam? Oczywiście! Słyszał o ni chyba cały świat. Napisał mnóstwo pięknych utworów, ale moim ulubionym fragmentem jest „Inwokacja”.

- O, naprawdę? Moim również! Chociaż ostatnio nabawiłem się przez niego kłopotów... - i starzec, tknięty nagłą potrzebą, opowiedział kobiecie swoje losy.

Tak długo żyjąc w samotności, nagle spotkał kogoś, komu mógł bez oporów opowiedzieć swoją historię.

Helena, bo tak miała na imię staruszka, również powiedziała mu nieco o sobie. Obojga łączyło wspólne pochodzenie i tęsknota za ojczyzną.

- Jest pan na wygnaniu, tak? Doskonale rozumiem. Ja także nie mogę wrócić do ojczyzny, gdyż trzyma mnie tu praca. W moim wieku trudno byłoby znaleźć nową posadę, a przecież muszę z czegoś żyć. Z drugiej strony, co to za życie z dala od ojczyzny - przyznała Helena.

- A czy miewa pani sny? - zapytał w pewnej chwili Skawiński nieco zagadkowym tonem.

- Jakiego rodzaju sny?

- Te, w których człowiek przenosi się w rodzinne strony, dusza wzlatuje nad pagórkami, a serce wyrywa z piersi na widok domu.

Słysząc odpowiedź twierdzącą, latarnik zaniemówił ze wzruszenia. Teraz był pewien, że znalazł bratnią duszę.

Od tamtego spotkania staruszkowie byli nierozłączni. Wspierali się wzajemnie, dzielili wspomnieniami o ojczyźnie i podnosili na duchu. Oboje odzyskali wiarę w to, że kiedyś zawiną do upragnionej przystani. Ale tak naprawdę już się to stało - znaleźli swoją przystań w przyjaźni.