Czy świat potrzebuje ludzi nieprzeciętnych? Rozważ problem na podstawie fragmentu ”Lalki” B.Prusa , całości utworu i wybranych tekstów kultury (min.250znaków)

 

- Że on wyjedzie - mówił Ochocki jakby do siebie - tego można było spodziewać się, ale nie podoba mi się ta nagłość. Pisał do pana?..

- Ani litery, i do nikogo - odparł stary subiekt.

Ochocki kręcił głową.

- Musiało się tak stać - mruknął.

- Dlaczego musiało się stać?... - wybuchnął Rzecki. - Cóż to on bankrut czy może nie miał zajęcia?... Taki sklep, spółka to fraszki? A nie mógł ożenić się z kobietą piękną, zacną...

- Znalazłoby się więcej takich kobiet - wtrącił Ochocki.- Wszystko to było dobre - mówił ożywiając się - ale nie dla człowieka z jego usposobieniem...

- Jak pan to rozumiesz? - pochwycił Rzecki, któremu rozmowa o Wokulskim sprawiała taką przyjemność jak o kochance. - Jak pan to rozumiesz?... Poznałeś pan bliżej tego człowieka?... - pytał natarczywie, a oczy mu błyszczały.

- Poznać go łatwo. Był to jednym słowem człowiek szerokiej duszy.

- Oto właśnie!... - odezwał się Rzecki wybijając takt palcem i wpatrując się w Ochockiego jak w obraz. - Co pan jednak rozumiesz przez tę szerokość?... Pięknie powiedziane!... Wytłomacz to pan, a jasno!...

Ochocki uśmiechnął się.

- Widzi pan - rzekł - ludzie małej duszy dbają tylko o swoje interesa, nie sięgają myślą poza dzień dzisiejszy i mają wstręt do rzeczy nieznanych. Byle im było spokojnie i suto... Taki zaś facet jak on troszczy się interesami tysięcy, patrzy nieraz o kilkadziesiąt lat naprzód, a każda rzecz nieznana i nierozstrzygnięta pociąga go w sposób nieprzeparty. To nawet nie jest żadna zasługa, tylko mus. (…)

- Szuman - rzekł - mądry doktór Szuman mówi, że Stach jest wariat, polski romantyk.

- Głupi Szuman ze swoim żydowskim klasycyzmem!... - odparł Ochocki. - On nawet nie domyśla się, że cywilizacji nie stworzyli ani filistrowie, ani geszefciarze, lecz właśnie tacy wariaci... Gdyby rozum polegał na myśleniu o dochodach, ludzie do dzisiejszego dnia byliby małpami...

- Święte słowa... piękne słowa!... - powtarzał subiekt. - Wytłomaczże pan jednak: jakim sposobem człowiek, podobny Wokulskiemu, mógł... tak oto... zaawanturować się?..

- Proszę pana, ja się dziwię, że to tak późno nastąpiło!... - odparł Ochocki wzruszając ramionami. - Przecież znam jego życie i wiem, że ten człowiek prawie dusił się tutaj od dzieciństwa. Miał aspiracje naukowe, lecz nie było ich czym zaspokoić; miał szerokie instynkta społeczne, ale czego dotknął się w tym kierunku, wszystko padało... Nawet ta marna spółczyna, którą zatożył, zwaliła mu na łeb tylko pretensje i nienawiści...

(…)

- Czy ja wiem?.. - szepnął Ochocki. - Dziś jest on podobny do wyrwanego drzewa. Jeżeli znajdzie grunt właściwy, a w Europie może go znaleźć, i jeżeli ma jeszcze energię, to wlezie w jakąś robotę i bodaj czy nie zacznie naprawdę żyć... Ale jeżeli wyczerpał się, co także w jego wieku jest możliwym...

Rzecki podniósł palec do ust.

- Cicho!... cicho!... - przerwał. - Stach ma energię... o, ma!... On jeszcze wypłynie... wypły...

Odszedł od okna i oparłszy się o futrynę zaczął szlochać.

(…)

Rozmowa z Ochockim orzeźwiła pana Ignacego. Zdawało się, że stary subiekt nabrał sił nagadawszy się z człowiekiem, który nie tylko rozumiał ukochanego Stacha, ale i przypominał go w wielu punktach.

"On był taki sam - myślał Rzecki. - Energiczny, trzeźwy, a mimo to zawsze pełen idealnych popędów..."

Potrzebujesz pomocy?

Lektury (Język polski)

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2021 Wszystkie prawa zastrzeżone.