Trylogia J.R.R. Tolkiena pt. "Władca Pierścieni" jest niewątpliwie klasyką w swym gatunku, jakim jest fantastyka. Ten dział beletrystyki ma dość płynne granice, jeśli weźmiemy pod uwagę wielość ujęć teoretycznych, jak i wypływające z nich różnice dotyczące zawartości gatunku i jego spoistości. Mam tu głównie na myśli pewne elementy budujące świat przedstawiony w utworze. Właśnie tym składnikom chcę tu poświęcić uwagę, zastanowić się nad funkcjonowaniem we "Władcy" elementów pochodzących z dwóch literacko różnych światów: fantastycznego i realnego.

Trylogia bowiem mimo, iż nasycona wytworami tolkienowskiej wyobraźni, nadprzyrodzonymi, cudownymi, czasem baśniowymi zjawiskami, zawieszona jest tak naprawdę między fantastyką, a realizmem. Bo czyż nie znajdziemy tu nic, co łączyłoby Śródziemie z życiem w naszym świecie? Nie ma co do tego wątpliwości. I nie chodzi tu tylko o potoczne i laickie ujęcie fantastyki i realizmu jako przeciwstawnych sobie koncepcji tworzenia fikcji literackiej; z jednej strony istnienie zjawisk niezwykłych, nadzwyczajnych, niespotykanych nigdy w otaczającej rzeczywistości, a z drugiej zwyczajna realność, przyziemność, łatwa do odszukania w codzienności. Myślę tu też o fantastyce, w której pierwiastki nadprzyrodzone współistnieją z realnymi, a ściślej mówiąc, rozbijają spójność świata przedstawionego. Nawiązuję tu do koncepcji Caillois'a, który pisze: "Literatura fantastyczna w założeniu swoim dzieje się na płaszczyźnie czystej fikcji. Jest przede wszystkim grą człowieka ze strachem." Jak byłoby z takim ujęciem relacji fenomenu nadprzyrodzonego i naturalnego we "Władcy Pierścieni"? Na pewno ten pomysł do końca tu nie pasuje, nie obejmuje szerokiej semantyki dzieła. Poniekąd jednak jest jej dość bliski, ale nie zaznacza się aż tak wyraźnie w całej powieści.

Przyjrzyjmy się zatem temu, co moglibyśmy uznać za realne, przyrodzone. Nie trzeba szukać długo: życie w Hobbitonie. Ktoś powie: ta kraina jest zmyślona przez Tolkiena. Tak, ale czy życie w nim nie jest normalne, a Hobbici nie przypominają ludzi? Funkcjonują tak jak my: mają rodziny, domy, ogrody, każdy spełnia jakąś rolę, dzieci bawią się. Niektórzy literaturoznawcy chcą dopatrywać się pierwowzoru Shire w dzieciństwie Tolkiena, a alter ego Bilbo Bagginsa, w nim samym. Czytamy o Hobbitonie z przyjemnością, rozczulamy się nad zabawnymi zwyczajami, do momentu, kiedy wkracza tu element fantastyki w pojęciu Caillois. Myślę tu o magicznym pierścieniu władzy, jego historii, a w większym stopniu jego przeznaczenia, które spełnia rolę owego pierwiastka

nadprzyrodzonego, burzącego spójność świata przedstawionego. Od tego momentu historia świata zaczyna się w chwili powstania dziewięciu czarodziejskich pierścieni, skończy zaś, kiedy Pierścień Władzy zostanie wrzucony w otchłań Góry Przeznaczenia.

Pojawienie się cudownego przedmiotu pociąga za sobą wiele konsekwencji; teraz jasne jest, że nieunikniona będzie walka Dobra z siłami Zła. Uratowanie świata spada na barki Drużyny Pierścienia, składającej się z czterech Hobbitów, dwóch ludzi, krasnoluda, elfa oraz czarodzieja. Członkowie tej kompanii są z pozoru przypadkowi, ale tak naprawdę, jeśli wierzyć mitom Tolkiena, mówiły o nich pradawne pieśni bohaterskie i baśnie. Legendy krążyły też o pierścieniu, on bowiem stał się źródłem zachłanności każdego, kto był w jego posiadaniu.

Wracając jednak do bohaterów "Władcy Pierścieni" warto podkreślić, że mają do spełnienia bardzo ważną misję: zniszczenie klejnotu i Saurona, jedynego Władcy Ciemności. Wiąże się z to zatem z podjęciem ryzyka, opuszczeniem spokojnego Shire i wyruszeniem w nieznaną podróż po bezdrożach Śródziemia i Mordoru, gdzie losy wielu plemion rozstrzygną się w Wielkiej Bitwie.

I tu zaczyna się fantastyka, taka jaką chce widzieć Todorov. Uważa on, że sedno tkwi w niepewności, jaką odczuwamy, gdy wahamy się nad klasyfikowaniem rzeczy i wydarzeń bądź do grupy zjawisk naturalnych, bądź cudownych.

"Władca Pierścieni" jako tekst fantastyczny jest tak skonstruowany, by zmuszał do czytania z takim samym nastawieniem, z jakim czyta się utwory realistyczne, to znaczy tak, by skłaniał do odbioru świata literackiego, jakby to był opisany świat rzeczywisty. Wtedy bowiem dopiero wprowadzony czynnik pozornie nadprzyrodzony spowoduje wystąpienie niepewności i wahania. Właśnie z tego względu Todorov uważał, że konieczne są pewne niedopowiedzenia w fabule, oraz unikanie jednoznacznych wyjaśnień. Utwór przestaje być fantastycznym niezależnie od tego, czy ukazuje krasnoludy, elfy, czyli elementy nierzeczywiste. Wynika z tego, że fantastyczność świata przedstawionego idzie w parze z jego tajemniczością. Tolkien realizuje tę koncepcję: niedostępność, baśniowość, fantazja pojawiają się we "Władcy Pierścieni" w momencie, gdy fabuła żegna się z realizmem i przyziemnością rytmicznego życia w Hobbitonie. W tym miejscu istnieje Brama, która, jak pisze Anna Gemra, wyznacza granice dwóch światów. "Za Bramą obowiązują inne prawa; świat, do którego trafia bohater, choć uporządkowany jest zgodnie z konwencją realistyczną, funkcjonuje w innym continuum czasoprzestrzennym".

Drużyna wyrusza w długą podróż, podczas której niejednokrotnie bohaterowie będą musieli zmierzyć się z czarnymi siłami, magią, o której do tej pory nie mieli pojęcia, a która tak naprawdę istniała od Pierwszej Ery, czyli od zarania dziejów. Wkroczenie w świat fantastyki tak pojętej, ma miejsce nie tylko w czasie stricte dotyczącym pojawienia się pierścienia, kiedy Frodo i czarodziej Gandalf Szary uzmysławiają sobie cel mającej odbyć się misji. Tych momentów jest więcej, czasem są one piękne, innym razem napawają niekłamaną grozą zarówno czytelnika, jak i bohaterów.

Spotkanie się z cudownością, fantazją zachwyca w krainie elfów-Lothien. Wszystko wydaje się być marzeniem sennym, owianym mgłą tajemniczości, którą roztacza królowa elfów-Galadriela. Frodo i jego przyjaciele otoczeni są niewyobrażalnym dla nich światem, pełnym magicznych przedmiotów, których istnienia, ani działania nikt im nie tłumaczy. Urzeczeni są delikatnością elfiny, ale z drugiej strony nie śmią wątpić w siłę otaczających ją przedmiotów. Członkowie drużyny otrzymują bowiem od Galadrieli peleryny uszyte przez elfy, strzały samodzielnie trafiające do celu, oraz chleb, który jest niezwykle lekki, ale syty.

Jeszcze bardziej nieoczekiwanym, ale i przerażającym zetknięciem ze światem fantazy dla Froda i drużyny staje się moc, którą posiada pierścień. Nieszczęśliwie dla nich jest to moc niebezpieczna i sprawia ona, że każdy, kto posiada Pierścień Władzy, chce go zatrzymać dla siebie, a wtedy służy już tylko Sauronowi. Kto znajdzie się blisko magicznego przedmiotu, łatwo wpada w sidła pokusy. A to właśnie przyczyniło się do rozbicia drużyny. Od tej pory Powiernik Pierścienia podróżuje tylko ze swym wiernym przyjacielem, Samem Gamgee. Dwaj bezbronni Hobbici wobec niedostępnych ciemności Mordoru, gdzie niczego nie mogą być pewni, a w każdej chwili, gdy pierścień nasila swe działanie, obserwowani są przez Czarne Oko. Można pokusić się o stwierdzenie, że fantastyka w niektórych częściach "Władcy Pierścieni" miesza się z grozą, którą silnie odczuwa też czytelnik, mimowolnie utożsamiający się z Frodem i Samem.

Rozpoznanie fantastyki w utworze jest ważną wskazówką właśnie dla odbiorcy, jest wskazówką zawartą w tekście i podpowiadającą, jak się zachowywać. Czytelnik trylogii zostaje niejako zobowiązany przez konwencję utworu, do zawieszenia na czas lektury swej codziennej trzeźwości; do poddania się iluzji, że kreowany świat jest bytem realnym. "Nie może on czytając, wątpić w cudowną moc przedmiotów magicznych, lub też kwestionować istnienia elfów lub krasnoludów. Inaczej mówiąc, czytelnik musi założyć, że fantastyczny świat rzeczywiście istnieje. Założenie to jest konieczne do prawidłowego odczytania sensu dzieła. Fantastyka bowiem jest takim typem literatury, który swoim wytworom nadaje realny byt w obrębie kreowanej rzeczywistości."

I na tym chyba polega owe zawieszenie "Władcy Pierścieni" między fantastyką, a realizmem. Tolkien sam zresztą powiedział, iż chciałby, aby ludzie znaleźli się jak gdyby wewnątrz opowieści i potraktowali ją jako rzeczywistość w sensie historycznym. Pragnął, by czytelnicy zaakceptowali jego fantazję jako część realnego świata. Tolkien wziął pewne konkretne dane z naszego świata i zastosował je do tworzenia Śródziemia na tyle umiejętnie, byśmy mogli uznać go za prawdziwy. Oczywiście, że jest to świat niemożliwy, gdzie wilki i gobliny mówią Wspólną Mową, czarodzieje posługują się magią, Sauron epatuje wszechogarniającym złem, a magiczne klejnoty rządzą i prowadzą do upadku. Nawet jednak pozornie niemożliwe wydarzenia są w pełni zgodne z naturalnymi prawami Śródziemia, które, jak przekonamy się po lekturze "Władcy Pierścieni", istnieje dzięki kompilacji świata fantazji i realizmu.