Wiersz pt. „Dałem słowo” Zbigniewa Herbert jest swego rodzaju osobistym rozmyśleniem  nad znaczeniem słów. Życie stawia człowieka przed koniecznością podejmowania decyzji, składania obietnic. Nie jest to jednak proste – wiąże się z trudem przyjęcia konsekwencji , które mogą długo się „ciągnąć”, a nawet ciążyć. Słowo ma ogromną moc sprawczą, czego doświadczył podmiot liryczny. Współczesny poeta, często korzystający ze zdobyczy kultury antycznej, tym razem przyjrzał się bardziej językowi – kluczowy wyraz wiersza („słowo”) może bowiem oznaczać – znak językowy mający jakieś znaczenie, wypowiedź, mowę, wreszcie – obietnicę. Właśnie w tym znaczeniu „słowo” funkcjonuje w utworze Herberta.

      Podmiot liryczny jest dojrzałym mężczyzną snującym rozważania  nad własnym doświadczeniem „słowa”. Poznał on jego wartość. Przyznaje, że już kiedy był młody, głęboko w swojej świadomości wyczuwał znaczenie słowa. Własny rozsądek podpowiadał mu, że obietnic nie powinno się składać pochopnie, bez namysłu. Pomimo tego, że słowa są oczywistą codziennością, nie są zupełnie zwykłe, jak w rozkładzie jazdy. Jest to źródłem wahania i odwlekania. Podmiot uciekał od powiedzenia ostatecznego słowa, podjęcia decyzji do „po maturze / po służbie wojskowej / kiedy zbuduję dom” – trwało to długo, zanim wreszcie zrobił ten krok. Słowo miało dla niego ogromną moc – nie chciał, by zostało niedotrzymane, pragnął raczej czasu, jeszcze więcej i więcej.

Jednak życie go nie daje – stawia ludzi przed koniecznością „dawania słowa”. Mężczyznę wyrwało z bezczynnej  niegotowości „oślepiające teraz”. Poprzez różne  sformułowania opowiada, że nie było granicy czasu na „przedtem” i „potem”, musiał podjąć decyzję w nagłej chwili – więc dał słowo. Porównuje słowo do pętli na szyi – nieuchronnych konsekwencji, tak jak nieuchronna jest śmierć. Obietnice są dla niego wręcz ostateczne.

        Niekiedy, w chwilach „kiedy wszystko staje się lekkie”, chwilach przestoju i refleksji, podmiot liryczny chętnie cofnąłby złożone obietnice. W grze słownej,  nawet (ponownie) daje słowo zapewniające o gotowości odwołania poprzedniegoChwila ta jednak nie trwa długo, nie ma nieskończenie długiego czasu na rozmyślania, natomiast zauważa, że postać tego świata przemija – ludzie krajobrazy się zmieniają, czas z całą swą barwnością. Pomimo tej zmienności wszelkich aspektów życia – dane słowo „ugrzęzło w gardle” – świadomość konsekwencji nie przeminęła.  Człowiek, szczególnie w sprawach ważnych, jak miłość, służba wojskowa, kapłańskawinien baczyć na konsekwencje swoich wyborów.

        Podsumowując moją wypowiedź, stwierdzam, że słowo ma niepodważalną moc sprawczą. Raz wypowiedziane, może zostać zakorzenione w świadomości i długotrwale (nawet stale). Człowiek nie ma na to aż tak dużego wpływu – życie niejednokrotnie stawia przed koniecznością podejmowania decyzji, bez możliwości namysłu. Następnie trzeba żyć z dręczącym uczuciem,  które nie mija, pomimo zmian w świecie, poznawanych ludzi. Jest to nieodłączny element ludzkiego losu.