Najdroższa!

Pomimo, iż moje oczy ujrzały Cię ledwo wczoraj, nie potrafię wymazać obrazu Twojej osoby z mojej pamięci. Niezależnie, od tego gdzie spojrzę, wydaje mi się, iż wszędzie widzę Ciebie, Twą cudowną twarzyczkę i błyszczące spojrzenie, jakim mnie obdarzasz. Ach, czyż nie bardziej znośny byłby mój żywot, jeślibym Cię w ogóle nie ujrzał?

Od momentu zamknięcia mych powiek dzisiejszej nocy, śniłem jedynie o Tobie. Byłaś przy mnie, przepełniało nas niewypowiedziane szczęście, nic nie mogło nas rozdzielić. Byliśmy jednością. Stanowiliśmy nierozerwalną całość, drogocenny ślad pozostawiony na kartach dziejów świata. Wszystko inne było jedynie tłem dla łączącej nas miłości, tak jak niebo stanowi tło dla wzbijających się ku słońcu ptaków. Tłem nieuchronnym i w pewien sposób cudownym, lecz jedynie tłem. Wszystko przestało się dla mnie liczyć, prócz ofiarowywania Ci szczęścia i całkowitej wierności. W tym moim sennym marzeniu, Ty byłaś mą, po wsze czasy Ukochaną i wierną. To nasze wielkie uczucie dodawało Ci uroku i blasku, którym Bóg i tak hojnie Cię obdarzył, przez co lśniłaś niczym największa gwiazda na nocnym firmamencie. I Twe oczy zwrócone były wyłącznie w moim kierunku, a moje widziały tylko Ciebie. Lecz sen mój niechybnie dobiegł końca, a kiedy o poranku spojrzałem na budzące się słońce, nie umiałem czerpać z jego widoku radości takiej, jak zazwyczaj, gdyż znowu nie udało mi się Ciebie wywieść z sennej rzeczywistości, byś mogła być przy mnie na jawie.

Wówczas to powziąłem decyzję, by wyznać Ci mą rozpierającą mnie miłość do Ciebie. Jednak, chwilę później ma odwaga uleciała, gdyż uświadomiłem sobie, iż nie dałbym rady oznajmić Ci tego prosto w oczy. Dlatego więc usiłuję przelać na kartkę papieru wszystko to, co już w samym momencie ujrzenia Twej cudnej postaci, zakiełkowało w mej duszy i umyśle, nadając jednocześnie sens mojemu istnieniu. Kiedy piszę te słowa, każdą cząstką siebie jestem z Tobą, choć ciało wydaje się pozbawione sił. Ja, który za nic miałem swoje słabości, odczuwam teraz strach na myśl, iż Twe delikatne dłonie trzymają mój list, a Twoje cudowne oczęta przebiegają po jego wersach. Lecz nie jestem w stanie odczytać Twoich emocji, dlatego ogarnia mnie smutek. Czy znajdziesz dla mnie miejsce w swoim sercu, będziesz przychylna mym uczuciom, czy może pozostaniesz wobec mnie bezduszna? Będę się dręczył tymi pytaniami dopóty nie usłyszę na nie Twej odpowiedzi.

Twój wiecznie oddany

O.