Główny bohater dramatu Leona Kruczkowskiego "Niemcy" prof. Sonnenbruch sam nazwał siebie "uczciwym Niemcem". Co jednak miał na myśli w czasach, gdy koszmar nazizmu rozszalał się już w całej Europie? Zapewne chodziło mu o to, iż nie splamił się krwią żadnego niewinnego człowieka, do żandarma Hoppego zwraca się słowami ::"(...) spodziewam się, że pańskie ręce są zupełnie czyste o tak jak moje!". Nie popierał on również ideologii nazizmu, w imię której mordowano masowo ludzi, nie podpisałby się pod planami Hitlera wyniszczenia innych narodów zabierających Niemcom "przestrzeń życiową", odcinał się od polityki zagranicznej i wewnętrznej Rzeszy. Mawiał on, ze "prawdziwe Niemcy, te, o których warto myśleć, są w nim". Czy to jednak w czasach, gdy zło zwyciężało, mogło wystarczyć, by je ostatecznie pokonać? Na pewno nie, zatem prof. Sonnenbruch przyjął postawę biernego zamknięcia utwierdzającej zbrodniczy system, nie aktywnej walki z nim. Żona profesora tak o nim powie: "Zapiął się pod szyję na wszystkie guziki i po prostu nic go nie obchodzi! Nie przyjmuje do wiadomości(...)". Sonnenbruch ucieka od odpowiedzialności za popełniane zbrodnie, woli o nich nie słyszeć, nie wiedzieć. Uczciwość, na którą się powołuje, jest w istocie ucieczka, schronem: :"Ale zdaje się, że jego i to niewiele obchodzi(...) Nosi na sobie jakiś niewidzialny pancerz, skorupę, przez którą nie przenika nic i nikt".

Uczciwość ta jest w istocie również obojętnością na ludzkie cierpienie, która pośrednio czyni go odpowiedzialnym za śmierć milionów. Jego prace jako biologa wykorzystywane są prawdopodobnie przez nazistów do prowadzenia eksperymentów w obozach koncentracyjnych, czym nie chce profesor wiedzieć. Mówiąc "To nie moja rzecz" rozgrzesza się z braku wyobraźni, wrażliwości, świadomości.

Nie wspiera on świadomie polityki nazistowskich Niemiec - wstydzi się wręcz za swych rodaków za ich zbrodnie, nie przyjmuje oficjalnych zaproszeń na konferencje międzynarodowe: "Od czterech lat ja, Europejczyk, nie bywam w Europie. Ja Niemiec, nie chcę bywać w niemieckiej Europie. Tak nie korzystam z zaproszeń moich zagranicznych przyjaciół i kolegów.(...) nie umiałbym dzisiaj spojrzeć im w oczy-ja uczciwy Niemiec". A jednocześnie brakiem świadomości swych poczynań daje nazistom "przyzwolenie" na użycie jego intelektu przeciwko ludzkości. Brak przyjęcia stanowczego stanowiska w tej kwestii zjednuje mu przychylność elity politycznej, co również świadczy o dwuznaczności jego zachowania.

Najgorzej jednak wypada on w bezpośrednim kontakcie z żywą ofiarą przemocy i okrucieństwa nazistowskiego - gdy odmawia on realnej pomocy swemu niedawnemu przyjacielowi, zbiegłemu z więzienia Joachimowi Petersowi. Sonnenberg pokazał prawdziwą twarz swojego eskapizmu, który nazywał uczciwością - i była to twarz tchórza, co potwierdza Willi: "Może nie wypada mówić tak o własnym ojcu, ale, wierz mi, ja się na tym znam to jest tchórz". Petersa chce się pozbyć jak wyrzutu sumienia: "niech pan stąd idzie, błagam pana! Proszę, proszę tu parę marek...".

Może w czasach pokoju brak politycznego zaangażowania nie byłby żadnym oskarżeniem, jednak w czasach nieludzkiego reżimu mordującego niewinnych postawa eskapistyczna nie mogła dawać prawa do nazwania siebie uczciwym. Wojna stawia przed człowiekiem inne wymagania, oczekuje większego niż dotychczas udziału w życiu publicznym. Im bardziej panoszy się zło i zbrodnia, tym większe człowieczeństwo, głębszą moralność musimy mu przeciwstawić. To nasz obowiązek, to uczciwość czasu wojny.