Przywykliśmy do rozmów na temat walki człowieka z przeciwnościami losu. Do historii o wygranym lub przegranym szczęściu. Zwykliśmy podziwiać tych, którym się udało. Zazdrościmy im, ale często ich postępowanie stawiamy sobie za wzór. Chcemy identyfikować się z takimi postaciami. Często przejmujemy nawet pewne cechy ich zachowań. Świadomie bądź nieświadomie zaczynamy ich naśladować. Czasami nawet osiągamy w ten sposób założony cel. Mówimy wtedy, że dana książka wpłynęła na nasze życie. Zmieniła nasze nastawienie i dała wskazówkę jak żyć.

Ale czytamy przecież też o osobach, którym się nie powiodło. Współczujemy im i uważamy, żeby w żadnym wypadku nie upodabniać się do nich. Nikt z nas nie chce być przegranym.

W literaturze sporo jest bohaterów, których łatwo ocenić. Autorzy w jasny i precyzyjny sposób wyjaśnili nam, czy wybrana przez taką postać droga, prowadzi do szczęścia, czy też do upadku. Ale co z Lordem Jimem? Moim zdaniem postaci tej nie da się ocenić w jednoznaczny sposób.

Tytułowy bohater powieści J. Conrada był kiedyś z całą pewnością wzorem godnym naśladowania. Wzrastał w poczuciu konieczności życia w zgodzie z kategorycznymi normami moralnymi. Nie dopuszczał do siebie myśli, ze kiedyś złamie swoje zasady. Poczucie życia w zgodzie z swoim sumieniem, dawało mu siłę pozwalającą na realizację marzeń. Do tego czasu Jim z pewnością wygrywał potyczki z losem.

Niestety nadeszły czasy, w których sytuacja ta uległa zmianie. Spełniając jedno ze swoich największych marzeń, dowodząc statkiem jako jego kapitan, Lord Jim zdradził samego siebie. Do tej pory honor i osobista godność były najważniejszymi wartościami w życiu młodego jeszcze mężczyzny. Tragiczne okoliczności doprowadzają jednak do złamania przez bohatera wszystkich zasad moralnych.

Kiedy jego statek zaczyna tonąć, kapitan zapomina o przyrzeczeniu walki o zdrowie i życie swoich pasażerów i ucieka. Ratuje ciało, ale gubi duszę. Zawodzi jako przywódca i obrońca ludzi, którzy mu zawierzyli. Zachowuje się jak tchórz i zdrajca.

Konsekwencje tegoż czynu są dla Jima bardzo ciężkie. I nie chodzi o proces przeciwko złemu zachowaniu człowieka, który przecież pełnił odpowiedzialną funkcję, ale o wewnętrzne załamanie bohatera. Moment ucieczki z tonącego statku stał się dla Jima chwilą, która już nigdy nie zostanie wymazana z jego pamięci.

Czyn ten na zawsze zaciążył na Lordzie Jimie. Od tej pory już nigdy nie był tym samym człowiekiem. Bał się ludzi, miejsc i sytuacji, które mogłyby przypominać mu o haniebnym zachowaniu. Jednak postępowanie takie nie miało większego sensu. Skok, który wykonał pod wpływam chwilowego impulsu rozkazującego mu walczyć o własne życie, zawsze był obecny w jego pamięci. Nie potrafił ani na chwilę o nim zapomnieć. Jim nigdy bowiem nie przestał wierzyć w wyznawane przed skokiem ideały. Miał poczucie swojej straszliwej, osobistej klęski, ale nigdy nie próbował złagodzić rangi swojego czynu. Nigdy nie próbował usprawiedliwiać się przed samym sobą. Nadal wierzył, że honor i godność to najpiękniejsze zalety człowieka.

Szansa na odkupienie dawnych win stała się możliwość udziału w walce. Ponownie Lord Jim stanął na czele ludzi, którzy powierzyli mu własne zdrowie i życie. Znowu był ważny, potrzebny, znowu mu ufano. Niestety i tym razem poniósł klęskę. Naiwnie zawierzył człowiekowi, który wykorzystał jego słabość i wymordował wielu jego towarzyszy. Dla Jima była to już druga, poważna klęska. Znowu wróciło poczucie beznadziejności i wrażenie, że zawiódł tych, którzy mu ufali.

Jim chce ponieść konsekwencje swojego zachowania. Zachowuje się honorowo nie uciekając, lecz stając do walki. Jest to ostatni gest człowieka, który całe życie wyznaje wielkie ideały, ale nie potrafi wprowadzić ich do swojego życiorysu. W obliczu śmierci i zagłady postępuje zupełnie inaczej niż w chwilach, kiedy żyje spokojnie. Przez to jego zasady wydają się być jedynie pustymi frazesami.

Czy zatem warto naśladować Jima. ? myślę, że każdy z nas zgodzi się z twierdzeniem, ze należy przejąć jego poglądy, ale zupełnie inaczej zachowywać się w chwilach, kiedy powinniśmy się do nich zastosować. Nie uciekać jak Jim, ale głoszone tezy potwierdzać zachowaniem.

Niestety powieść Conrada jest doskonałą książką prezentującą ludzką ułomność. Otóż nie jesteśmy istotami doskonałymi. Często wiemy, jak należałoby się w danym momencie zachować, ale ze strachu przed porażką, lub z obawy o swoje zdrowie czy życie, robimy coś zupełnie odmiennego.

Każdy z nas powinien indywidualnie rozważyć postępowanie Jima. Zanim go osądzi, wziąć pod uwagą wszystkie okoliczności mające wpływ na zachowanie bohatera.

Moim zdaniem nie jest on ani herosem, ani człowiekiem zupełnie podłym. Nie wygrał z przeciwnościami losu, bo te doprowadziły do załamania się Jima. Ale też nie uległ im całkowicie. Do końca pozostał wierny swoim ideałom.