Utwór prezentuje wydarzenia, które rozgrywały się w getcie warszawskim podczas akcji likwidacyjnej prowadzonej przez Niemców i powstania zorganizowanego przez członków Żydowskiej Organizacji Bojowej (lata 1942 - 1943). Wspomnienia Marka Edelmana czy pewne pytania Hanny Krall dotyczą też losów powojennych niektórych osób, przede wszystkim samego doktora Edelmana. W książce pojawiają się także odwołania do przeszłości (przedstawienie sylwetek niektórych bohaterów).

"Zdążyć przed Panem Bogiem" ma charakter wypowiedzi faktograficznej (reportaż, elementy wywiadu). Wydarzenia oraz sylwetki postaci prezentuje nam Marek Edelman (jeden z przywódców powstania w getcie, zastępca komendanta). Pomija on niektóre szczegóły, sam podkreśla, iż od powstania w getcie minęło ponad trzydzieści lat, a jego pamięć często zawodzi. 

Skupia się on przede wszystkim na emocjach i przeżyciach ludzkich. Pierwszy fragment utworu jest rozmową z Markiem Edelmanem na temat powstania w getcie warszawskim. Wspomina on tu postać Anielewicza. Niemcy wyznaczyli akcję likwidacji getta na 19 kwietnia 1943 roku. Dzień wcześniej u Anielewicza zebrał się sztab ŻOB - u składający się z pięciu osób. 

Dokonali oni podziału terenu: Anielewicz - getto centralne, Geller i Edelman - szopy Toebbensa i fabryka szczotek. Anielewicz został komendantem. 8 maja na ulicy Miłej wraz z osiemdziesięcioma ludźmi popełnił samobójstwo. Marek Edelman wspomina również rok 1942, kiedy to był pracownikiem szpitala w getcie oraz świadkiem wywiezienia do Treblinki czterystu tysięcy Żydów. Niemcy, aby ich zachęcić do dobrowolnego zgłaszania się do pracy (w rzeczywistości do obozu zagłady), dawali im po trzy kg chleba i marmoladę. 

Wygłodzeni Żydzi nie chcieli wierzyć, że jadą na śmierć. Akcja likwidacyjna w getcie trwała od 22 lipca do 8 września 1942 roku. W ostatnim jej dniu likwidowano szpital. Lekarka oddała dzieciom trucizną przeznaczoną dla siebie, ratując je w ten sposób od komór gazowych. Stała się bohaterką. Czerniaków, prezes Gminy cieszący się autorytetem, mógł wezwać do walki, lecz popełnił samobójstwo. 

Większość jako "pomysł na umieranie" wybrała jednak powstanie: "Przecież ludzkość umówiła się, że umieranie z bronią jest piękniejsze niż umieranie bez broni". Marek Edelman podczas ów wywiadu przedstawił fakty w najbardziej autentyczny sposób. Poniżenie i głód wysunął na plan pierwszy jako najważniejszą przyczynę wybuchu powstania. 

Hanna Krall w tym fragmencie utworu wspomina też reakcję ludzi na wypowiedzi Edelmana. Zarzucano mu, iż uczestników przedstawionych zdarzeń odarł z bohaterstwa. Według czytelników dokonał on demitologizacji powstańców. Dalsza część dzieła przedstawia Edelmana - lekarza po wojnie. Pojawia się tu również postać doktora Molla oraz nazwiska niektórych powojennych pacjentów (Bubnerowa - składająca długopisy, Rudny - majster z dziedziny maszyn pasmanteryjnych). Hanna Krall precyzyjnie określa istotę operacji. 

Profesor Moll to wybitny kardiochirurg. Czuje ogromny lęk przed każdą operacją, której się podejmuje. Boi się Boga i ludzi. Marek Edelman oraz Chętkowska przeprowadzają eksperymenty na krwiobiegu zmarłych. Profesor podczas operacji wykorzystuje te doświadczenia. Okazuje się, iż zastosowanie tej metody jest właściwe, a w środowisku medycznym przyjęte zostaje z entuzjazmem. 

Rolą Edelmana było zachęcenie Profesora do podjęcia ryzykownych operacji, gdyż w każdym przypadku, nawet beznadziejnym, należy walczyć ze śmiercią, nie można się poddawać. Edelman ukazuje swoją bezradność z czasów wojennych jako podstawę walki o życie każdego pacjenta. Był wówczas świadkiem śmierci i cierpienia, lecz nic nie mógł zrobić. 

Marek Edelman wspomina niektóre epizody powstania, mówi o jego przebiegu. Przypomina reporterce incydent ze starym Żydem, którego Niemcy postawili na beczce i obcinali mu brodę. Mieli przy tym ogromny ubaw. Scena ta utkwiła w pamięci Edelmana, choć jeszcze wówczas getto nie istniało i nikt nie spodziewał się, że nadejdą czasy bezwzględnej eksterminacji Żydów. 

W pamięci Edelmana odżywają obrazy świadczące o wielkiej odwadze, poświęceniu i altruizmie ludzi, ale również przeżycia kompromitujące cały ludzki gatunek. Wspomina on pielęgniarki, które łamały nogi ludziom, by w ten sposób uchronić ich przed transportem. Mówi też o zbiorowym gwałcie odbywającym się na oczach tłumu Żydów. 

Najbardziej przerażające było jednak rozdzielanie "numerków na życie". Niemcy dali je (40 tysięcy) Gminie na dwa dni przed końcem akcji likwidacji getta. Marek Edelman wspomina rozpacz grupy Anielewicza, która podjęła decyzję o samobójstwie. Mówi o własnej bezradności, o tym, jak musiał wydawać rozkazy ludziom zgłaszającym się do niego, nie mając cech przywódcy. 

8 maja Polacy po aryjskiej stronie dali sygnał do ucieczki kanałami z płonącego getta. Edelman ze swoimi ludźmi opuścił ruiny 10 maja 1943 roku. Hanna Krall wspomina kilka osób należących do Armii Krajowej, które pomagały Żydom (dawały im schronienie we własnych domach, organizowały ucieczki). Byli to między innymi: mecenas Woliński - "Wacław", docent Zbigniew Lewandowski - "Szyna", Heniek "Słoniniarz" Grabowski. 

Ostatnia część utworu to próba uporządkowania wszystkich zebranych faktów. Hanna Krall mówi o mechanizmie powstawania historii walki Żydów w getcie. Edelman usiłuje wyjaśnić, dlaczego przeżył ów powstanie. Z opowieści wynika, iż zadecydował o tym przypadek (źle strzelający esesman; Mietek Dąb, policjant, który wyciągnął Edelmana z transportu przeznaczonego do Treblinki). 

Na końcu dzieła pojawia się podsumowanie wcześniejszych rozmów z Edelmanem - kardiochirurgiem. Prowadzi on z Panem Bogiem wyścig o ludzkie życie. Praca zawodowa stanowi dla niego ogromną wartość i wymaga podejmowania trudnych decyzji, często dotyczących życia człowieka. Pojawia się tu wspomnienie (nie po raz pierwszy zresztą) dr Elżbiety Chętkowskiej, która połknęła truciznę, kiedy dowiedziała się o krwiaku w czaszce. 

Miała ustabilizowane, szczęśliwe życie. Ten przykład oraz wiele innych pomagają Edelmanowi pokazać, iż tak naprawdę nigdy nie wiadomo, kto ma przewagę. Podkreśla on jednak, iż życie pojedynczego człowieka jest dla niego najważniejsze, a ratowanie pacjenta to cel jego pracy. Utwór kończą następujące słowa: "każde życie stanowi dla każdego całe sto procent, więc może ma to jakiś sens".