W opowiadaniu „Śpiąca królewna” Sławomira Mrożka Królewicz spotyka Śpiącą Królewnę i – jak to w baśni – budzi ją pocałunkiem. Opowieść powinna zakończyć się „i żyli długo i szczęśliwie”. Jednak tak się nie dzieje, gdyż ich pojęcie „szczęścia” zupełnie się od siebie różni.

  Królewna „została zaprogramowana” tak, że dla niej szczęściem jest trwanie u boku Królewicza, pozostanie na zawsze w jego objęciach. Nic więcej nie było jej potrzebne do szczęścia. Dla niej los, jaki nakreślił autor bajki, przeznaczenie było jedynym i możliwym szczęściem, nie chciała z niego rezygnować. Królewicz natomiast był „wędrownym” królewiczem, który budził podczas swojej wędrówki różne śpiące królewny. Czynił to z radością i ochotą, ale na żadne „zawsze” nie chciał zostawać. Przekonał Królewnę, że bajka jest źle napisana. Czekali oboje na ciąg dalszy, ale on się nie pojawił. Królewicz pod pretekstem zdobycia zapałek uciekł, gdzie pieprz rośnie. Za karę został zamieniony w obrzydliwą ropuchę.

  Szczęście dla Królewicza to z pewnością nie ustatkowane życie, wypełnianie napisanych scenariuszy. Królewna byłaby szczęśliwa w zaprogramowanym życiu, ale gdy widzi, że Królewicz jest nieszczęśliwy – nie chce w ten sposób żyć.