Przejdź na stronę główną Interia.pl

Zjazd absolwentów gimnazjum w Klerykowie po dwudziestu latach - opowiadanie twórcze, w którym wykażesz się dobrą znajomością lektury

Odpowiedzi (1)

pitucha 2 tygodnie temu

Zgłoś

Z mieszanymi uczuciami stałem przed moją szkołą w Klerykowie. Miałem jeszcze 20 minut do spotkania absolwentów. Myślałem o tym, że pierwszy raz przychodzę do tej szkoły bez tornistra. Pierwszy raz przychodzę tutaj jako dorosły i doświadczony człowiek. Ciężko było mi przekroczyć próg. Tyle wspomnień, tyle wrażeń. Nie wszystkie dobrze wspominam. Nauka, nauką, ale to była szkoła życia. Wspomnienie tej szkoły wiąże się między innymi ze stratą mojej matki, a to przykry czas. Zastanawiam się, czy chłopaki przyjadą. Zygier, Radek, Walecki ja. To była fajna paczka. Wspólne zainteresowania, spotkania. Wszystko... Z zadumy wyrwał mnie cios wymierzony w plecy, zaskoczyło mnie to. Zacisnąłem rękę w pięść i zacząłem się powoli odwracać przygotowany do uderzenia. Ku mojemu zaskoczeniu to był Andrzej Radek. Niestety nie zdążyłem wyhamować pędzącej ręki. Radek dostał cios w nos.

- Radek? Czemu mnie straszysz? Co to miało znaczyć? - Zapytałem bardzo zdziwiony „niespotykanym” przywitaniem się kolegi.

- Co ja robię? Co Ty robisz? Uderzyłeś mnie w nos! - Wtedy dotarło do mnie, że naprawdę uderzyłem Radka. Naskoczyłem na niego, a to ja jestem winny.

- Bardzo Cię przepraszam, ale mnie zaskoczyłeś! Kto się tak wita? - Zacząłem tłumaczyć się staremu znajomemu.

- A jak inaczej miałem Cię wyrwać z zadumy? Nie odpowiadałeś na moje słowa. - Wtedy usłyszeliśmy krzyki dobiegające zza drzwi szkoły. To Zygier i Walecki! Pobiegliśmy ku nim, jak się okazało, brakowało tylko nas. W klasie wszyscy przywitali nas uściskami. To dziwne, bo nigdy nie pałaliśmy do siebie miłością. Spotkanie skończyło się o 22, dobrze, bo później nie złapałbym już żadnego autobusu do domu. Radek zaproponował mi, że mnie przenocuje, ale nie chciałem naruszać jego gościnności. Poszedłem więc w stronę dworca. Gdy tak sobie wracałem, zobaczyłem kontem oka piękną dziewczynę. Siedziała w kawiarni, a ja przyglądałem jej się przez szybę. Podszedłem bliżej i już wiedziałem. To była Biruta! Chciałem tam wpaść i ją przytulić, ale zabrakło mi odwagi. Przez lata rozłąki nie wymieniliśmy ani jednego listu. Nawet nie wiedziałem, czy mnie pozna. Bardzo żałowałem, że nasze życie tak się potoczyło. Kocham ja od dzieciaka, zawsze chciałem, żeby została moją żoną. Ania wyglądnęła przez szybę i mnie zauważyła. Wstała i zaczęła podążać w moją stronę. Dopadła mnie panika, co jej powiedzieć? Na szczęście nic nie musiałem jej mówić. Podeszła i powiedziała ''tęskniłam''. Pocałowała mnie, pierwszy raz mnie pocałowała. Postanowiliśmy iść porozmawiać o dawnych czasach. Tak bardzo mi jej brakowało. Mam wrażenie, że ta noc będzie bardzo długa, w końcu nie widzieliśmy się lata.

2
0

Potrzebujesz pomocy?

Opowiadania (Język polski)

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone.