| Strony maszynopisu (a4): |
2,9 |
| Strony rękopisu (a5): |
7,3 |
| Ocena nauczyciela |
 |
| Komentarz nauczyciela: |
temat wyczerpany, bogaty język |
| Średnia ilość gwiazdek: |
3,74 |
| pdst. |
gimn. |
liceum |
studia |
|
wybierz szkołę aby ograniczyć ilość wyników |
|
|
|
|
|
|
|
|
"Przyjaciel" - opowiadanie
Od urodzenia mieszkam w tym samym miejscu, znam wszystkich
rówieśników z którymi tworzę zgraną grupę przyjaciół. Mam bardzo
wiele zaufanych osób i zawsze z łatwością nawiązywałam nowe
znajomości. Jednak najbliższą mi osobą odkąd pamiętam był Benjamin.
To chłopiec, którego nie sposób nie lubić. Jest niesamowicie
zabawny, pomysłowy a przede wszystkim mądry. Uwielbiałam dzielić
się z nim problemami, nowymi pomysłami i doświadczeniami. Pomimo,
że był starszy ode mnie o rok mieliśmy mnóstwo wspólnych tematów.
Naszą przyjaźń budowaliśmy już od lat przedszkolnych. Benjamin
nigdy mnie nie zawiódł, zawsze mogłam na nim polegać nawet w
sytuacjach w których czułam się zupełnie bezradna potrafił dać mi
wsparcie i wspólnie szukaliśmy rozwiązania. Ja również czułam się
mu potrzebna. Benjamin jest skrytym chłopcem i nie łatwo
przychodziło mu wyznawanie swoich problemów. Jednak potrafiłam być
cierpliwa, nigdy nie zmuszałam go, aby na siłę mówił mi o swoich
zmartwieniach a Ben potrafił to docenić i po kilku dniach mówił co
go dręczy. Po wielu latach wspólnie spędzonych w szkole i na
podwórku, na koloniach i obozach wiedzieliśmy o sobie prawie
wszystko. Czas jednak płynął. Stawaliśmy się coraz starsi. Wkrótce
Benjamin skończył gimnazjum, wybrał szkołę poza naszym miastem.
Miał marzenie, aby zostać pilotem i wymarzył sobie szkołę z dala od
naszego rodzinnego miasta. Bardzo przeżyłam naszą rozłąkę.
Wszystkie miejsca przypominały mi Bena. Pomimo wielu innych
przyjaciół ja wciąż czułam, że brakuje mi tego jednego uśmiechu,
jasnego spojrzenia, myśli i zrozumienia. Na próżno szukałam w
innych czegoś co podobne by było do Benjamina.
Nasz wzajemny kontakt nie zatarł się zupełnie. Pisaliśmy do siebie
wiadomości elektroniczne , dzwoniliśmy i wysyłaliśmy smsy. Jednak
to nie wystarczało, aby nasza przyjaźń była równie silna jak
dawniej.
W końcu zaczynałam uczyć się żyć bez obecności Benjamina. Coraz
łatwiej mijałam wspólną ławkę w ogrodzie przy opuszczonym domu,
nasze ulubione miejsce. Musiałam pogodzić się z tym, że Ben musiał
podjąć taką decyzję, że to było jego największe marzenie. Ponieważ
był dla mnie bardzo ważny chciałam rozumieć jego postępowanie.
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Miały być to pierwsze święta
a później Sylwester bez Bena. Mieliśmy swoją tradycję, że zawsze w
dzień wigilii spotykaliśmy się na wzgórzu aby podzielić się
opłatkiem. To było spotkanie o którym wiedziałam tylko ja i
Benjamin. Ponieważ stało się to już naszą tradycja nie musieliśmy
sobie o tym przypominać. Po prostu każdego roku przed zmierzchem
spotykaliśmy się na wzgórzu. Bardzo lubiłam te spotkania. Zawsze
wtedy mówiliśmy sobie najskrytsze marzenia i życzyliśmy sobie ich
spełnienia. Mieliśmy również dla siebie drobne upominki.
W wigilijny wieczór ogarnął mnie niezwykła melancholia. Zaczynałam
odczuwać tęsknotę za Benem. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca.
Czułam jakbym utraciła coś co nadawało blask mojemu życiu. Telefon
milczał i pomyślałam, że na pewno Benjamin jest teraz gdzieś daleko
stąd i na pewno nie myśli o swoim małym świecie jaki opuścił.
Postanowiłam przespacerować się w ten magiczny dzień. Pozwoliłam,
aby moje nogi same zadecydowały gdzie powinnam iść. Spacerowałam
zatem bez celu przed siebie. Obserwowałam płatki śniegu spadają na
moje buty. Nie interesowali mnie przechodnie ani świąteczny
podniosły nastrój. Wiedziałam, że brakuje mi Benjamina. Myślałam
jak wiele dla mnie znaczy. Uświadomiłam sobie, że był dla mnie
ważniejszy niż czułam. Zatrzymałam się i spojrzałam w niebo. Było
zachmurzone. Śnieg prószył i okrywał całe miasteczko białym puchem.
Rozejrzałam się w około i spostrzegłam, że jestem niedaleko wzgórza
na którym każdego roku spotykałam się z Benjaminem. Niewiele myśląc
poszłam w tamtym kierunku. Było to bardzo zaciszne miejsce, w
którym rzadko można było kogoś spotkać. Znalazłszy się na miejscu
spojrzałam przed siebie. Na ośnieżonej ławce siedział wysoki,
przystojny chłopiec. Z kapturem założonym na głowę patrzył przed
siebie widocznie obserwując spadające płatki. Przystanęłam
niedowierzając. Benjamin! Wykrzyknęłam w duchu. Uśmiechnęłam się do
siebie. Byłam niezmiernie szczęśliwa, ale chciałam trochę opanować
radość, aby Benjamin nie dowiedział się, że moja tęsknota była aż
tak głęboka. Podeszłam wolnym krokiem i kiedy byłam już
wystarczająco blisko powiedziałam - cześć Ben. Spojrzał na mnie
roześmiany. Widziałam w jego oczach taką sama radość jak tę którą
ja próbowałam skryć przed chwilą w sobie. Nie wahaliśmy się, aby
paść sobie w ramiona.
Dziś nie wiem kto pierwszy wyznał jak bardzo tęsknił. Nie wiem też
komu bardziej kogo brakowało. Pamiętam tylko ciepłe ramiona
Benjamina i pocałunek którym mnie obdarował tego dnia. Wiem, że
były to najpiękniejsze święta Bożego Narodzenia jakie przeżyłam a
wizyta Bena była największym prezentem. Od tej chwili nasza
przyjaźń przerodziła się w głębsze uczucie. Nie waham się mówić
Benjaminowi jak bardzo mi go brak ani tego że jest dla mnie
najważniejszy. Wiem, że pomimo odległości przyjdzie znów ten dzień,
w którym mnie uściska i poczuje, że jest blisko. Nasza przyjaźń
jest wyjątkowa i przeszła trudne próby. Ale wyszliśmy z nich
zwycięsko ponieważ nasze uczucie okazało się silniejsze od
odległości i czasu jaki trzeba pokonać ,aby ze sobą być.
Polecamy prace o podobnej tematyce
Polecamy na dziś