| Strony maszynopisu (a4): |
2,9 |
| Strony rękopisu (a5): |
7,2 |
| Ocena nauczyciela |
 |
| Komentarz nauczyciela: |
poprawne opracowanie, ładny styl |
| Średnia ilość gwiazdek: |
4,01 |
| pdst. |
gimn. |
liceum |
studia |
|
wybierz szkołę aby ograniczyć ilość wyników |
|
|
|
|
|
|
|
|
Polecamy profesjonalne i pełne opracowania lektur - jakość gwarantuje Wydawnictwo GREG
Przykłady człowieczeństwa w "Dywizjonie 303"
Definicja słownikowa mówi nam, że człowieczeństwo to inaczej "bycie
człowiekiem, postawa humanitarna i szlachetna. Pozytywne cechy
człowieka, jego godność i dobroć". Lakoniczna ta wypowiedź niewiele
nam mówi, zwłaszcza że wszystko i nic może się mieścić w wyrazach
takich jak: szlachetność, dobro. O względności tego pojęcia można
było przekonać się w czasach II wojny.
Jednym ze świadectw tego stanu rzeczy jest wydana w Londynie 1942
roku książka Arkadego Fiedlera pt. "Dywizjon 303". Opisuje ona
chlubną kartę w dziejach polskiego lotnictwa wojskowego, które
wzięło udział w słynnej bitwie o Anglię w 1940 - bitwie, która
powstrzymała pochód nazizmu i hitleryzmu w Europie zachodniej. Tak
więc napisana jest ona niemal z perspektywy wydarzenia, ''na
gorąco'' w kontekście toczących się dyskusji politycznych. Książka
ma wartość dokumentu historycznego, przedstawieni bohaterowie -
młodzi dwudziestokilkuletni piloci i dowódcy polscy i angielscy- są
autentyczni. Wszyscy oni składają się na jednego bohatera
zbiorowego - Dywizjon 303, słynnego ze swej odwagi, bojowości,
zawziętości i dyscypliny wewnętrznej. Piloci walczący w nim
odznaczali się nie tylko niesamowitą wolą walki, lecz również
szlachetnością serca i bystrością umysłu, potrafili w tych trudnych
warunkach bitewnych zachować zimną krew i błyskawicznie podejmować
słuszne decyzje. Celem ich była nie tylko obrona powietrznych
granic UK, lecz przede wszystkim obrona podstawowych wartości
humanistycznych: wolności, niezależności, prawdy, człowieczeństwa.
Stawka była więc ogromna - być albo nie być dla człowieka- nie
deprymowało ich to jednakże w ogóle, wręcz przeciwnie. Ofiara nie
przerażała ich, potrafili nawzajem siebie wspierać w tej walce.
Opowieść Fiedlera jest utrzymana w tonie heroicznym, jednak taka
też była rzeczywistość - zmuszała ona do przyjmowania bardzo
skrajnych postaw. Lotnicy przeżywając zarówno dobre jak i złe
chwile, musieli uwierzyć w sens i powodzenie walki. To dodawało im
sił do dalszej walki, nieraz wydawało się, że ponad ludzka miarę.
Widzimy to na przykładzie dwóch historii: "Tłusta przekąska:
Dorniery" oraz "Ból".
Pierwsza z nich to relacja ze jednej z powietrznych bitw, która o
mały włos skończyłaby się katastrofą. Niewielka pomyłka spowodowana
chwilową nieuwagą dowodzącego kapitana Forbesa, skazałaby na śmierć
wielu pilotów. Kapitan nie obliczył dokładnie kierunku lotów
nieprzyjacielskich Dornierów, eskadra polsko-angielska rozminęła
się z nimi. Dopiero błyskawiczna i przytomna decyzja por.
Paszkiewicza o natychmiastowym zawróceniu całej floty powietrznej,
spowodowała, ze do konfrontacji mogło dojść. Dzięki temu RAF
zestrzelił 61 Dornierów, tracąc 20, sam zaś Dywizjon 303 -18. I tę
bitwę zwyciężono, a wynik należał do najlepszych w czasie całej
wojny.
Druga opowieść to historia dramatycznej walki o przeżycie ppor.
Kazimierza Daszewskiego, nazwanego " Długim Joe", który w czasie
jednej z bitw również z niemieckimi Dornierami, zasłużył się
strącając bombowca. Niemców ścigał aż na wysokość Dover, jednak
"otoczony Messerschmittami dostał pociskiem z działka lotniczego".
Przeszywający ból wywołał paraliż prawej strony, a glikol
poparzenia. Niesprawny samolot: "Stery nie działały, były zerwane.
Drążek sterowy posuwał się luźno", dostał się w korkociąg, kabina
wypełniła się krwią podporucznika. Daszewski musiał się wydostać,
jednak siły mu na to nie pozwalały. W ostatnim przypływie sił
zerwał więznące go przewody tlenowe i radiowe lotniczej kominiarki
i wyskoczył. Nad nim krążyły Messerschmitty, spadochron nie
wchodził więc w grę. Do ziemi brakowało już kilka kilometrów, ile
dokładnie - nie wiedział, wirował bowiem w korkociągu. Zaryzykował
więc otwarcie spadochronu - jednak sparaliżowaną prawa ręką, którą
musiał to uczynić, nie mógł nic zrobić. W końcu jednak udało mu się
to zrobić, pasy jednak wżynały się w zranione biodro, a poluźnienie
ich wiązało się z samobójczym ryzykiem. W ogromnym bólu wylądował w
pobliżu wsi, ludzie sądzili początkowo, ze jest Niemcem. Cały
pokryty ranami z trudem znosił cierpienie towarzyszące opatrunkowi,
chłopi niosący pomoc nie byli wszak lekarzami czy pielęgniarzami,
nie wiedzieli jak pomóc lotnikowi. Trafił w końcu Daszewski do
szpitala, skąd powrócił po niespełna 4 miesiącach. Blizny co prawda
pozostały, jednak nie zmniejszyły woli dalszej walki. Wkrótce
wyczyn jego stał się symbolicznym dowodem polskiego ducha bojowego:
"Jego niepokonana żywotność była wzruszająca i czasem patrząc na to
nieugięte chłopie znad Wisły, odnosiło się wrażenie, że Daszewski
był więcej niż dziarskim myśliwcem. Że Daszewski to symbol czegoś
niezniszczalnego. Że jego ból i blizny, i słoneczne oczy, i uśmiech
- to rzeczywiście symbole zwycięskiego, choć w ranach narodu.
Po zakończeniu bitwy o Anglię, Winston Churchil wypowiedział słynne
słowa: "Jeszcze nigdy tak wielu nie zawdzięczało tak wiele tak
nielicznym" ("Never was so much owed by so many to so few"). W
opowieściach takich, jakie zawiera "Dywizjon 303" można odnaleźć
historię walki o człowieczeństwo, które nie jest tylko wzniosłą
abstrakcyjną ideą, lecz konkretnymi, heroicznymi, ale prawdziwymi
czynami tych, dla których człowiek był najważniejszy.
Polecamy prace o podobnej tematyce
Polecamy na dziś