BIOGRAFIA Narodziny mistrza: 24 lutego 1885, Warszawa

 zmarł śmiercią samobójczą - na wieść o zbrojnej napaści Armii Czerwonej na Polskę – 18września 1939 we wsi Jeziory na Polesiu (dziś Ukraina). Oficjalnie oczywiście. Krążą jednak pogłoski o jego późniejszej śmierci – ponieważ znaleziono listy datowane na lata pięćdziesiąte. (Miał na przykład w zwyczaju rozdawać znajomym zaklejone koperty, w których znajdowały się kartki pocztowe zaadresowane do innych znajomych. Prosił, by kartki te wysłano, na przykład w roku 1950. Podobno istnieją kartki podpisane przez Witkiewicza,które zostaną wrzucone do skrzynek pocztowych w roku 2010 i później. Na początku latpięćdziesiątych kartkę taką dostała niejaka Zuza, mieszkanka Zakopanego, którą Witkacy uwiódł przed wojną. Była ona narzeczoną miejscowego fryzjera, ten z kolei groził Witkiewiczowi amputacją organów płciowych, czego miał dokonać za pomocą brzytwy. Na szczęście sprawa rozeszła się po kościach. Na kartce, którą otrzymała Zuza skreślone były ręką Witkacego słowa następujące: ratuj, jestem u kresu…Nikt nie wie, kto tak naprawdę wrzucił tę kartkę do skrzynki. Jest to pierwszy ślad sugerujący, że Stanisław Ignacy Witkiewiczprzeżył wojnę i ukrywał się gdzieś w Polsce.) Jego teksty doczekały się przekładów na ponad 30 języków we wszystkich krajach Europy, w Stanach Zjednoczonych, Ameryce Południowej i Japonii.

RODZINA, ZNAJOMI

1.  Jego ojciec był krytykiem, malarzem i architektem, twórcą stylu zakopiańskiego, a matka nauczycielką muzyki. Stanisław Witkiewicz był zagorzałym przeciwnikiem systemu szkolnictwa unicestwiającego indywidualność ucznia, toteż sam kierował edukacją syna.Organizował mu prywatne lekcje, prowadzone często przez profesorów uniwersytetu i wybitnych artystów. Popierał samodzielność chłopca w wyborze zainteresowań.

2. W 1903 roku zdał eksternistycznie maturę we Lwowie. Zawarł pierwsze przyjaźnie, m.in. z Leonem Chwistkiem - malarzem, matematykiem, prof. Uniwersytetu Lwowskiego, Tadeuszem Szymberskim - młodopolskim poetą, Bronisławem Malinowskim - przyszłym antropologiem, Tadeuszem Langierem - fotografem.

3. W 1904 roku Witkacy przez Wiedeń i Monachium dotarł do Włoch, wszędzie zwiedzając galerie sztuki. Rok później, wbrew radom ojca, rozpoczął studia w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, w pracowniach Jana Stanisławskiego i Józefa Mehoffera. Ponownieprzemierzył Włochy wraz z Karolem Szymanowskim.

3. POCZĄTKI TWÓRCZOŚCI + KOBIETY

 Stanisław Ignacy przeżywał w tym czasie burzliwy, kilkuletni związek z wybitną aktorką Ireną Solską. Jej wyrazista postać znalazła odwzorowanie w pierwszej powieści młodego Witkiewicza - "622 upadki Bunga, czyli Demoniczna kobieta" (1911).

 W latach 1912-1913 młody Witkiewicz poddaje się psychoanalizie, pod kierunkiem doktora Karola de Beaurain, który mu "wmówił kompleks embriona”.  W jednym z listów doprzyjaciółki Heleny Czerwijowskiej po raz pierwszy podpisuje się jako Witkacy, symbolicznie wyzwalając się spod artystycznej opieki (tyranii) ojca. Wystawia swoje prace malarskie w Zakopanem, Warszawie i Krakowie. Zerwał romans z Ireną Solską. Zaręczył się z poznaną w Zakopanem Jadwigą Janczewską, ale trudny okres narzeczeństwa skończył się tragicznie: 21 lutego 1914 roku Jadwiga popełniła samobójstwo. Wydarzyło się to po kłótni obojga - Jadwiga była w ciąży, Witkacy panicznie bał się konsekwencji wydawania potomstwa w świecie, którego przyszłość budził w nimnajgorsze obawy - przez co obwiniał się za tę tragedię: "Tylko śmierci pragnę, żeby tylko nie cierpieć i nie czuć strasznego ciężaru życia i wleczenia siebie po śmierci za życia" - pisał wlistach do Malinowskiego. - "Chcę mieć cyjanek potasu dlatego, żeby w każdej chwili być panem swego życia".

 Nastąpił najbardziej płodny okres w życiu Witkiewicza. Wydał "Szkice estetyczne" i "Teatr. Wstęp do teorii Czystej Formy w teatrze" (z wizją "mózgu wariata na scenie"), napisał około 40 dramatów (opublikował tylko pięć), których premiery odbywały się w Krakowie, Warszawie, Toruniu, Łodzi. Jego sztuki były jedną wielką kpiną z zastanej, skostniałej i murszejącej konwencji scenicznych operetek, melodramatów i fars, zalewających polskie sceny w dwudziestoleciu międzywojennym.

4. KOSSAKOWIE I GÓRKI WIELKIE

 30 kwietnia 1923 roku Witkacy żeni się Jadwigą z Unrugów, wnuczką Juliusza Kossaka.

 W Górkach Wielkich, koło Skoczowa, na Śląsku Cieszyńskim, w Beskidzie Śląskim, zamieszkała w 1923 roku w majątku, którym administrował jej ojciec, Zofia Kossak-Szczucka – młoda wdowa z synkami. W 1925 roku wyszła za mąż za Zygmunta Szatkowskiego. W dworze u Kossaków bywali m.in. Jan Parandowski, Maria Dąbrowska, Jan Sztaudynger, Melchior Wańkowicz, kuzynki - Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec. Przyjeżdżała też kuzynka Zofii, Jadwiga z Unrugów z mężem – Witkacym.

 Wspólne pożycie obojga w pensjonacie prowadzonym przez jego matkę w Zakopanem przebiegało pod znakiem narastających konfliktów, co spowodowało przeprowadzkę Jadwigi do Warszawy. Nieudany związek małżeński przekształcił się z czasem w przyjaźń obojga -często się odwiedzali, a zachowana korespondencja Witkacego do żony liczy prawie 1300pozycji.

5. ZALĄŻEK MALARSTWA

 Około 1925 roku Witkacy zarzucił malarstwo olejne i założył "Firmę Portretową S.I.Witkiewicz", stanowiącą główne źródło utrzymania ("Za 100 złotych robię portret w całej figurze. Nędza i twórczość się kończy i życie"). Klient musiał się stosować do zasad "Regulaminu", z których ostatnia oznajmiała: "Nieporozumienia wykluczone". Przez kilkanaście lat namalował kilka tysięcy portretów. Nie każdy jednak mógł dostąpić zaszczytu uwiecznienia. Niektóre prośby o wizerunek były odrzucane bezapelacyjnym: "Nie widzępowodu!"

6. TWÓRCZOŚĆ + CZYSTA FORMA

 W literaturze Witkacy porzucił dramat na rzecz powieści, przydatnej w wyrażaniu poglądów autora, której jednak nie traktował jako dzieła Czystej Formy (pierwotnego składnika sztukio dwołującego się bezpośrednio do "uczuć metafizycznych" i wrażliwości odbiorcy). Jego pierwsza opublikowana powieść to "Pożegnanie jesieni" z 1927 roku. Trzy lata później ukazało się "Nienasycenie"

 W latach 1931-1932 Witkacy napisał ostatnią powieść "Jedyne wyjście" (opublikowaną dopiero w 1968) i coraz poważniej oddawał się filozofii. W traktacie "Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia"; z 1935 roku wyłożył swój system, skoncentrowany na ontologii, który nazwał monadyzmem biologicznym. Wydał także książkę o używkach, znanądziś jako "Narkotyki".

 W 1935 roku za twórczość literacką został odznaczony Złotym Wawrzynem Polskiej Akademii Literatury. Rok później powstały "Niemyte dusze" (przed wojną publikowane wefragmentach). Ostatnie lata życia Witkacy poświęcał prawie wyłącznie filozofii.

Filozof katastrofy "Co jest wyższe - sztuka czy filozofia? - nikt tego nie rozstrzygnie: i bez jednego, i bez drugiego życie byłoby świństwem nie do zniesienia, ale bez drugiego, zdaje się, że większym"[Stanisław Ignacy Witkiewicz, "Jedyne wyjście"]

 Publikował artykuły, polemizował z poglądami współczesnych filozofów, pisał tzw. główniak -"Zagadnienie psychofizyczne"; ostrzegał, że "zanik uczuć metafizycznych prowadzi do rozwydrzenia form artystycznych, które jest końcem sztuki w ogóle na naszej planecie". We wrześniu 1936 roku wygłosił referat na Kongresie Filozoficznym w Krakowie. Rok później gościł w Polsce zaprzyjaźnionego z nim niemieckiego filozofa Hansa Corneliusa.

 "Katastrofa światowa przybliża się coraz bardziej. Czy się po niej jeszcze odnajdziemy - jest wątpliwe." [Stanisław Ignacy Witkiewicz w liście do Hansa Corneliusa, 19 marca 1939]

 W 1938 roku Witkacy napisał dramat "Tak zwana ludzkość w obłędzie' (niezachowany), w którym czaiło się widmo nadciągającej katastrofy. Wyraźnie ją przeczuwał, co sprawiało, że od dawna znajdował się stanie głębokiej depresji. Wybuch wojny zastał go w Warszawie, gdzie wszczął starania o przyjęcia do wojska, jednak bezskuteczne z uwagi na wiek i stan zdrowia.

5 września 1939 roku wyruszył wraz z Czesławą Oknińską na wschód. Para uciekinierów dotarła dowsi Jeziory na Polesiu, gdzie 18 września - na wieść o wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski - targnęli się na życie (mimo zażycia silnej dawki luminalu Oknińska przeżyła). Stanisław Ignacy Witkiewicz został pochowany na wiejskim cmentarzu w Jeziorach.

ODBIÓR

 Jak odnotował Witold Gombrowicz: "Było nas trzech, Witkiewicz, Bruno Schulz i ja, trzech muszkieterów polskiej awangardy z okresu międzywojennego. Jak się teraz okazuje, ta awangarda nie była taką sobie znów efemerydą". I jak na awangardzistę przystało, nie był właściwie odbierany za życia.

 "Witkacy wydawał mi się osobowością bardzo silną, przygniatającą nawet, umysłowością świetną, choć ponurą i niepokojącą, artystą o znakomitych uzdolnieniach, ale jakby dotkniętym perwersją, czy manierą, które czyniły go i w obcowaniu osobistym, i w tym, co pisał, bardziej odstręczającym niż pociągającym. A jednak po latach tak to wygląda, że duch czasu coraz bardziej staje się pokrewny temu duchowi tragicznemu. Trzeba jednak przyznać, że wyprzedził czas i że czas teraz dopiero go dosięga." [Witold Gombrowicz, "Autobiografia pośmiertna", Kraków 2002]

 W powszechnym odbiorze Witkacy uchodzi nieodmiennie za skandalistę, alkoholika, narkomana i pornografa, co jest daleko idącym uproszczeniem i zasadniczo mija się z prawdą. Owszem, był dociekliwym eksperymentatorem w doświadczaniu ekstremalnych doznań, wszelako czynił to w celach poznawczych, stąd też - by uniknąć uzależnienia - jego seanse narkotyczne odbywały się pod pełną kontrolą lekarską. Natomiast równie słynne "papojki" czy też"orgie", pod szokującymi nazwami skrywały literackie i filozoficzne dysputy w dobranym gronie zaprzyjaźnionych osób.

 Tajemnicze symbole zawarte na portretach zdradzają z kolei rodzaj używek stosowanych przez artystę tuż przed pracą, jednak poza odosobnionymi przypadkami zażycia narkotyku oznaczają zazwyczaj spożycie herbaty, kawy czasem wręcz abstynencją alkoholową i nikotynową, niekiedy kilkumiesięczną. Rysowaniem portretów Witkiewicz junior reperował nie tylko własny budżet, bo wspierał także podupadający pensjonat matki i regularnie posyłał pieniądze do Warszawy żonie. Tak więc zachowane na zdjęciach groźne miny artysty były jedynie maską na pokaz, skrywającą naturę uczciwego i wrażliwego człowieka, jakim był w rzeczywistości.

 Witkacy był osamotniony, bo niezrozumiany przez współczesnych. Musiały minąć dziesięciolecia, żeby potomni docenili trafność jego katastroficznych wizji. Ukazywał szokujący świat przyszłości, który coraz bardziej przypomina dzień dzisiejszy.

Anegdoty

Życie i sztuka:

To było u niego w willi na Antołówce, kiedy zażył sporą dawkę kokainy, którą i mnie poczęstował. Był już pogrążony w narkotycznym transie, leżał na kanapie, ja go trąciłem w ramię i zapytałem: – »Niech mi pan powie, co jest ważniejsze, być człowiekiem czy artystą?«. Już był zamroczony, daleki odemnie, od rzeczywistości, a jednak odpowiedział mi jakby z dna jeziora; namacał mnie ręką, trącił lekko i powiedział: – »Tym ostatnim, tym ostatnim«. Brnąc po północy w śniegu na Bachledzkim Wierchu wstronę Harendy, były kelner pocieszał się domniemaniem:"Może po trzeźwemu powiedziałby coś innego..."

Z fizjologii twórczości.

13 października 1937 Schulz donosi przyjaciółce, Romanie Halpernowej: 'Witkacy pisał do mnie. [...] Radzi mi zmienić zupełnie tematykę »celem naciągnięcia jajowodów, aby dokonać ostatecznego spermotrysku«.  Ale niech mu Pani tego zdania nie zacytuje,. bo będzie mnie oskarżał o niedyskrecję, chociaż tu o moją potencję chodzi, nie o jego" – komentuje Schulz. Źródło: Bruno Schulz, 'Księga listów". Zebrał i przygotował do druku Jerzy Ficowski, Gdańsk 2002, s.149.

Toteż – konkluduje Gombrowicz (niepomny bodaj orszaku miernot, jaki sam zwykł wodzić za sobą w Argentynie) – na spacerach w Zakopanem Witkacy "występował w otoczeniu swojego dworu, złożonego z rozmaitych literackich pokurczów od siedmiu boleści (gdyż szukał zawsze niższych od siebie, żeby im przewodzić i aby go uwielbiali). [...] Widok tej potężnej postaci, kroczącej po śniegu w gwiaździste noce górskie z tym swoim orszakiem niedojdów zasłuchanych i zapatrzonych, był naprawdę dramatyczny." Źródło: jw., s. 156-157.

Przesławny sznycel

Rzecz dzieje się w pociągu z Krakowa do Zakopanego, jak łatwo sprawdzić, 1 lipca 1921 r. (ewenement: datowana anegdota!). "Witkacy zasiadł na jedynym wolnym miejscu. Bledszy był niż zwykle, a zachowaniem swym zdradzał wyraźny niepokój. Co chwila, pamiętam, wyjmował z kieszeni małe lusterko, ogladając w nim starannie swoje oczy i ściągając przy tym wskazującym palcem dolne ich powieki. »Za chwilę stanie się coś strasznego«, mruczał przy tym, siejąc niepokój wśród przypadkowych towarzyszów podróży [...]. W pewnym momencie nawiązaliśmy rozmowę. [...]Oczywiście zaczęło się mówić o premierze »Tumora«. Witkacy z nieporównanym humorem opowiadał perypetie owej minionej, popremierowej nocy »szaleństw«, i o tym, jak w restauracji schował do skórzanego portfelu wielki sznycel po wiedeńsku z jajkiem, a to ku przerażeniu współbiesiadników i zgorszeniu kelnerów. To było coś dla mnie! "Źródło: Roman Jasiński, "Zmierzch starego świata."

Witkacy w pyjamie na Krupówkach

Pamiętam jego furię, gdy kiedyś wybrał się na Krupówki w papierowej pyjamie, uszytej przez jedną zjego apostołek, panią Brzozowską - i Słonimski udawał, że nie zauważył tego dziwnego stroju. "Wiesz,Antoni - zawołał wreszcie - że ty masz bardzo dotkliwy sposób denerwowania ludzi. Czy ty naprawdęniczego nie zauważyłeś?" Źródło: Jan Lechoń, Dziennik, Warszawa 1992, PIW, tom 2, s. 406. (dodał Janusz Degler)

O portrecie

Klient Firmy Portretowej długo przyglada się swemu portretowi i konstatuje:

- Nie jest to arcydzieło sztuki.

Na to Witkacy:

- Bo i model nie jest arcydziełem natury.

(dodał Janusz Degler)

 

Skok z okna jako dowód miłości syna

Stosunek Witkacego do matki był wzruszający. Kochał ją głęboko i w sposób swoisty.

Bardzo charakterystyczną autentyczną anegdotę charakteryzującą doskonale jego stosunek do matki opowiadał mi w czasach późniejszych któryś z jego przyjaciół.  Staś miał jechać do Australii. Przed samym wyjazdem, żegnając się z matką, powiedział: -Teraz mam do ciebie prośbę, ale czy obiecujesz mi, że zrobisz to, o co cię poproszę? Gdy zaś pani Witkiewiczowa, zdumiona, ale przyzwyczajona do ekstrawagancji syna, wyraziła pokrótkich targach swą zgodę, Staś ciągnie dalej:- Błagam cię, mamo, wyskocz teraz przez okno! - Ależ, Stasiu, co ci w głowie! - Mamo, musisz to zrobić, błagam cię! Ponieważ mieszkanie było na niewysokim parterze, pani Witkiewiczowa w rezultacie nalegań syna uległa, wdrapała się na parapet i zeskoczyła. - No, widzisz, Stasiu, zrobiłam o coś mnie prosił, powiedz mi więc teraz, o co ci chodziło zmuszając mnie do takich dziwacznych poczynań? - Dziękuję ci, mamo - na to Witkacy - teraz pojadę spokojny, gdyż wiem, że w razie pożaru dasz sobie radę i potrafisz się uratować.

Piersi mogą w ogóle nie istnieć...

Znałam Witkacego bardzo mało, byłam dopiero początkującą pisarką, toteż zdziwiłam się bardzo,kiedy zapukał do drzwi pensjonatowego pokoju, w którym mieszkałam od paru dni, przybywszy do Zakopanego zimą. Wszedł, usiadł, wlepił oczy ponuro w podłogę i milczał. Nie bardzo wiedząc, co robić, poczęłam go "bawić" rozmową. Moje usiłowania trafiały w próżnię. Po pewnym dopiero czasie Witkacy podniósł głowę, przeszył mnie na wskroś spojrzeniem swoich groźnych oczu i zapytał z drwiną: - Pani się podobno przyjaźni z Boyem? Tak? No, oczywiście! - A co się panu w tym nie podoba? - A co ma mi się podobać? Kobietki lecą na Boyusia. Numerek niezawodny. Phh! - prychnął z pogardą. Była to pogarda dla pospolitości, małości, łatwizny, dla tego wszystkiego, do czego on, wielki, się nie zniżał. Wściekłość mnie ogarnęła - tym tonem mówić o Boyu! Powiedziałam sucho: - Nie zamierzam z panem mówić o Boyu. I bardzo przepraszam, ale czekają na mnie. - Odchodzę wtedy, kiedy sam uznam za stosowne - powiedział, znów oczy wbił w podłogę i zamilkł na długo. Kręciłam się niespokojnie na krześle. Właściwie nie wiedziałam, co robić. Witkacy nagle uczynił, nie podnosząc ciężkich powiek, dość osobliwe wyznanie: - W kobiecie interesują mnie tylko usta, nogi i środek. Piersi dla mnie mogą w ogóle nie istnieć.

Źródło: Irena Krzywicka, Wielcy i niewielcy, Warszawa 1960, s. 208-209. (dodał Janusz Degler)