M. Konopnicka Miłosierdzie gminy, bohater zbiorowy, drugoplanowy; dowód na nieludzkie postępowanie wobec starców, dowód na fałszywą dobroczynność.

Przedstawienie zbiorowości: Na pozór są to zwykli, przeciętni ludzie. Nikt niczym się nie wyróżnia, w oczekiwaniu na licytację spokojnie gawędzą przed gmachem kancelarii. Każdy czuje się tu swojsko, wszyscy się znają. Niektórzy przybyli nawet w codziennych szarych ubiorach, wdowa Knaus wstąpiła, wracając z targu, ma pod pachą kosz pełen jarzyn.

Charakterystyka: Dopiero podczas licytacji wysokości dopłaty z gminy, którą można otrzymać za utrzymanie starców w zamian za ich pracę, mieszkańcy Hottingen odkrywają swoje prawdziwe oblicze. Przede wszystkim wyjaśniony zostaje powód ich licznego przybycia. Licytacja to doskonały sposób pozyskania taniej siły roboczej i pieniędzy. Gmina nie nadzoruje warunków życia starców u gospodarzy, którzy ich przyjęli pod swój dach, więc można ich nieludzko wyzyskiwać, a pieniądze, przeznaczone na ich utrzymanie, przeznaczyć na własny użytek. Wszyscy wiedzą o tragicznym losie starców: "Hoppingerom się trzydzieści franków po starej Reguli zostało, co ją na wiosnę z kancelarii wzięli. A Egli? Egli więcej niż w parobka w Alojza orał, a jeszcze połowy zapomogi nie wydał, kiedy stary zipnął", "Hanzli (...) po trzech miesiącach powiesił się u Probsta na strychu". Nikt się tym jednak nie przejmuje, mało tego - uważają to za naturalną kolej rzeczy: "To ja takiego będę żywił, odziewał, dach nad głową dawał za ten marny grosz z gminy, a do roboty nie będzie mi go wolno napędzić?" - pyta rzeźnik Wettinger. Taka postawa jest przerażająca, nieludzka, okrutna. Nie mniej okrutne jest traktowanie starych ludzi - zgromadzeni patrzą na Kuntza jak na towar, na zwierzę, każą mu pokazywać zęby, maszerować, a widząc, jaką trudność mu to sprawia, po prostu go wyśmiewają, drwią z niego. To już objawy prawdziwego zwyrodnienia. Kolejne sceny z ich udziałem przypominają sceny z koszmaru sennego. Na salę wchodzi syn Kuntza i staruszek przez moment ma nadzieję, że ten przyjmie go pod swój dach. Nic z tego jednak, bo mieszkańcy Hottingen są złośliwi nawet wobec siebie nawzajem. Cenę, zaproponowaną przez młodego człowieka obniża Todi Mayer, a kiedy syn zrezygnowany wychodzi, Mayer spokojnie wycofuje się z licytacji.

Rola w utworze: Mieszkańcy Hottingen to, jak widać, ludzie pozbawieni ludzkich uczuć, chwilami zachowują się jak zwyrodnialcy, są zimni, obojętni, okrutni, bezwzględni. Ich domy to nie spokojna przystań, gdzie można godnie przeżywać starość, ale złowrogie miejsca, gdzie oczekuje się śmierci ciężko pracując, cierpiąc poniżenie, a może nawet głód i dotkliwą nędzę.