Kartka z pamiętnika

PRZYKŁAD KARTKI Z PAMIĘTNIKA

 

Pamiętnik Zuzi

Wtorek, 22. 04. 2005.

Co za dzień! Dobrze, że się skończył. W szkole – fatalnie: złapałam aż dwie jedynki, z fizyki i biologii. Z fizyki rzeczywiście się nie uczyłam, ale czy nauczyciel może wstawić pałę za złe zachowanie się na lekcji? Nie może! To było niesprawiedliwe. Oczywiście, że nie słyszałam, co mówi Papuga, bo Magda przyniosła nowy katalog Avonu i dyskutowałyśmy właśnie o kolorach szminek, gdy nauczycielka wyrwała mnie do odpowiedzi. Ale mogła mi wpisać uwagę z zachowania, a nie jedynkę z przedmiotu! Tym bardziej, że to już trzecia. Za tydzień jest zebranie z rodzicami i znowu będzie kazanie i jakiś szlaban: na wyjścia albo na internet, albo na ulubiony serial...

Dlaczego młody człowiek musi znosić tyle ograniczeń? Wszyscy się wtrącają w moje sprawy: nauczyciele, rodzice, nawet ta głupia sąsiadka spod piątki uważa, że może mi zwrócić uwagę tylko dlatego, że jest stara. Kiedy wreszcie będę mogła mieć własne życie i nikt już nie będzie się czepiał: „Córeczko, odrobiłaś lekcje?”, „Kowalska! To nie jest odpowiedni strój do szkoły”; „Ewa, powiem rodzicom, że paliłaś!”. Guzik ich to wszystko obchodzi!

Ale najgorsze stało się po południu. Zobaczyłam ICH, jak szli przez osiedle, tacy zapatrzeni w siebie i roześmiani... Aż mnie w sercu zakłuło! On, mój wyśniony, wymarzony, jedyny, cudowny i niepowtarzalny i ta chuda, piegowata okularnica... Doprawdy, co on w niej widzi?! Po powrocie do domu popłakałam się z rozpaczy, a mama jeszcze zrobiła awanturę, że ziemniaki nieobrane... Zupełnie, jakby te ziemniaki były ważne wobec wszystkiego, co się wydarzyło!

I jak ja mam odrabiać lekcje?!...

 

 

 

Pamiętnik Ani z Zielonego Wzgórza

Zielone Wzgórze, 13 października 18...

Dzisiaj był bezsprzecznie najbardziej tragiczny dzień mojego życia. Doprawdy nie pojmuję, jak mogłam być tak beznadziejnie nieodpowiedzialna, nieroztropna i tak pozbawiona choćby najmniejszej odrobiny spostrzegawczości. Jestem pewna, że umrę ze wstydu i Maryla będzie musiała pochować mnie pod Królową Śniegu, ponieważ ksiądz nie zechce przyjąć na cmentarz kogoś, kto popełnił tak karygodny czyn.

Poczęstowałam Dianę WINEM PORZECZKOWYM zamiast soku malinowego! Oczywiście przez przypadek, nic podobnego nie mogło być nigdy moim zamiarem. Nie zmienia to jednak faktu, że Diana się upiła i poczuła się źle. Mama Diany dowiedziała się o wszystkim i natychmiast zakończyła naszą przyjaźń, zabraniając Dianie jakiegokolwiek kontaktu ze mną. Diana nie ma do mnie żalu, jej dobre serduszko nie mogłoby chować urazy za zupełnie przypadkową sytuację, ale nie zmieni to już niczego. Nie da się cofnąć czasu. Straciłam bezpowrotnie najlepszą przyjaciółkę i zawsze już pozostanę pogrążona w odmętach czarnej samotności...

 

Korzystanie z portalu oznacza akceptację Regulaminu.

Polityka Cookies. Prywatność. Copyright: INTERIA.PL 1999-2023 Wszystkie prawa zastrzeżone.