Księstwo w miasteczku

Niewielka miejscowość, licząca około trzystu mieszkańców, od 1954 roku deklaruje się jako niezależne od Włoch Księstwo Seborgii. Dlaczego? W miasteczku panuje przekonanie, że kupno tych terenów przez Sardynię w XVIII wieku było bezprawne. Zatem skoro Seborgia pozostała zgodnie z prawem suwerenna, a nie brała samodzielnego udziału w późniejszym zjednoczeniu Włoch (uznano ją wtedy za tereny należące do Sardynii), to w takim razie nigdy tak naprawdę nie utraciła swojej niepodległości.

Piazza_di_Seborga
Ulice Seborgii - Jose Antiono

Księciem Seborgii został Giorgio Carbone, a kolejni książęta są wybierani w wyborach na siedmioletnie kadencje. Seborga ma też ministrów, walutę i wszystkie inne atrybuty prawdziwego państwa, a obywatelem może zostać wyłącznie ktoś, kto urodził się na terenie księstwa. Włochy nie uznały niepodległości Seborgii, ale tolerują jej istnienie, a niezwykłe miasteczko jest turystyczną atrakcją. 

Artysta wypowiada wojnę

Artysta Lars Vilks długo spierał się z władzami Szwecji o budowle, które postawił w rezerwacie na południu kraju. Stojące tam wieże z desek i kamienna forteca zostały wybudowane nielegalnie, ale pomimo wielu prób ich zburzenia, stoją tam od lat 80. Spór prawny spowodował bowiem, że zdecydowano się na nietypowe, humorystyczne przedsięwzięcie - ogłoszono tam powstanie Królewskiej Republiki Ladonii, której kanclerzem został Vilks, a jego rzeźby uznano za pomniki narodowe. Wybrano również królową, a Ladonia stała się miejscem odwiedzanym licznie przez turystów. Gdy dwadzieścia lat temu Vilks wybudował trzecią instalację, szwedzki sąd doprowadził do przeniesienia rzeźby do muzeum w Sztokholmie. W tej sytuacji władze Ladonii podjęły ostateczną decyzję – wypowiedziały wojnę Szwecji, USA i San Marino. Konflikt między państwami trwa do tej pory, ale nie jest on szczególnie krwawy - na razie nikt nie zdecydował się na działania zbrojne.