Ludzie od wieków są gotowi zrobić wiele, byle tylko nie pachnieć jak ludzie. Fioła mieli na tym punkcie Starożytni Egipcjanie. Jedną z metod maskowania zapachu było wcieranie w głowę gęstych olejków, które przez cały dzień w piramidalnie gorącym słońcu roztapiały się wydzielając przyjemny aromat. Niestety tradycja ta nie przetrwała w Średniowiecznej Europie. Tu Kościół przekonywał, że kąpanie się wcale nie jest dobre, jak wszystko to, co wymaga nagości. Przyczyniło się to do powstania wielu perfumerii, ale także epidemii.

Tutaj warto nadmienić, że sam pot nie posiada zapachu, odpowiadają za niego bakterie. To odkrycie w dziedzinie mikrobiologii szybko wykorzystała branża kosmetologiczna. W 1888 roku na rynek wyszedł pierwszy dezodorant o nazwie MUM. Czyli pach, pach, i znika zapach pach. Podgrupą dezodorantów są antyperspiranty, które zamiast zabijać bakterie, blokują wydzielanie potu poprzez zatkanie porów w skórze. Środek ten wynalazł chirurg, któremu pomimo lat doświadczenia dalej pociły się ręce. Niestety pierwsze środki tego typu miały mocno kwasowy odczyn i potrafiły się przeżreć nawet przez ubrania.

Na początku dezodoranty miały formę kremu. Dopiero później wynaleziono aerozol, a także kosmetyki w kulce, które to niespodziewanie zainspirowały kolejny wynalazek - myszkę komputerową. Ale o tym kiedy indziej. Więcej wynalazków już za tydzień.

Do zobaczenia, Cześć