Najwcześniejsze wzmianki o udzielaniu kredytów można znaleźć w Kodeksie Hammurabiego. Z niego wiadomo, że oko za oko, ząb za ząb i kasa za procent. Sami kupcy udzielali kredytów od tysięcy lat. Nasz klient, nasz pan - nasionka dostaniesz teraz, a zapłacisz za nie po zakończeniu zbiorów. Oczywiście karty nie były wtedy plastikowe. Używano glinianych tabliczek, jeleniej skóry, papieru lub drewna. A w dwudziestym wieku zaczęto używać metalowych żetonów, które odciskało się na rachunku jak pieczątkę.

Wszystko zmieniło się wraz z pomysłem, by jedną kartą można było zapłacić w wielu miejscach. Gdy w 1949 roku Frank McNamara zapomniał zabrać na kolację portfela, zamiast biadolić zaczął się zastanawiać. Nie nad tym jak zapłacić rachunek, tym zajęła się żona, ale nad tym jak wyeliminować gotówkę.

Tak powstała karta Diners Club, a wydarzenie to nazywane jest teraz „pierwszą wieczerzą”. I co z tego, że Frank prawdopodobnie i tak zostawiłby kartę w domu razem z portfelem, jego pomysł szybko podchwyciły banki. Żeby zachęcić do korzystania wysyłały własne karty tysiącom zupełnie przypadkowych ludzi, co skończyło się masą szwindli i przekrętów. Przynajmniej dopóki w latach 60. nie zaczęto używać pasków magnetycznych firmy IBM.

Obecnie karty posiadają chipy, a w przyszłości wystarczyć będzie skan tęczówki. Pozostanie tylko zapłacić. Przynajmniej dopóki ktoś, być może zainspirowany filmem Fight Club, nie usunie wszystkich danych kredytowych z serwerów. Raczej nie stanie się to jednak tak szybko, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa widzimy się za tydzień, po kolejną porcję wynalazków. Do zobaczenia!