zaloguj   załóż konto  

dodaj do ulubionych

Autor: Karen
Strony maszynopisu (a4): 3,0
Strony rękopisu (a5): 7,4
Ocena nauczyciela db
Komentarz nauczyciela:
poprawne opracowanie,
ładny styl
Średnia ilość gwiazdek: 3,66
Oceń pracę 123456
pdst. gimn. liceum studia
Brykowisko

Najświeższe galerie na Brykowisku

Ostatnio dołączyli do brykujących

Ostatnio dodali prace

Dołącz do nas

Gimnazjum » Język polski » Opowiadania

Krajobraz (opis)

Dziś wydaje się to nieprawdopodobne, ale kiedy byłem małym chłopcem, moi rodzice wygrali na loterii rodzinną wycieczkę dookoła świata. Nigdy nie zapomnę wspaniałych krajobrazów, które ukazywały się naszym zachwyconym oczom w różnych zakątkach świata. A jeśli miałbym zapomnieć, wystarczy, że sięgnę do jednego z opasłych albumów ze zdjęciami, żeby przypomnieć sobie te wszystkie cuda.

Gdybym z wszystkich widoków, które miałem okazję obejrzeć miał wybrać jeden, bez wątpienia byłby to pewien poranek w Szwajcarii. Stanęliśmy wtedy nad jeziorem i na moment oniemialiśmy z zachwytu. Nawet ja, choć miałem dopiero pięć lat.

Daleko przed nami widzieliśmy góry. Ich szczyty były ośnieżone. Góry lśniły w świetle wschodzącego słońca i wyglądały, jakby jakiś hojny bóg obsypał je diamentami. Szczyty łagodnie wznosiły się ku niebu, które miało barwę turkusową. Po niebie leniwie płynęły małe, puchate chmurki. Od czasu do czasu klucz czarnych ptaków przecinał niebo, lecąc w sobie tylko znanym kierunku.

Góry łagodnie przechodziły w zalesione wyżyny. Z daleka widzieliśmy malutkie, ruchliwe punkciki - to zapewne pasterze już o świcie wyganiający swoje owce na łąki, aby te mogły najeść się soczystej trawy. Wyżyna mieniła się szmaragdem i złotem. Myślałem, jak to musi być cudownie być takim pasterzem i spędzać całe dnie wśród nieskażonej niczym natury.

Jeszcze bliżej było jezioro. Jego tafla robiła wrażenie szklanej, była całkowicie nieruchoma. Jej kolor był trudny do opisania, nigdy wcześniej ani później nie spotkałem się z podobną barwą. Jakby srebrny, ale trochę tez błękitny i miejscami złotawy. Jezioro było ogromne, spokojne i monumentalne. Przeglądały się w nim dalekie góry, oraz okalające je drzewa. Wokół jeziora rosły piękne brzozy. Uważam, że brzozy w ogóle są uroczymy drzewami, ale te były naprawdę wyjątkowe. Wysokie, smukłe, z białymi pniami i delikatnie zielonymi listkami drżącymi na niewidocznym wietrze. Brzozy stały samotnie lub tuliły się do siebie w małych grupkach. Po jeziorze pływały piękne łabędzie, za którymi ciągnął się sznur burych, niezdarnych pisklaków. Nie chciałem uwierzyć, że z tych malutkich brzydactw wyrosną tak piękne, eleganckie ptaki. Jednak znałem na tyle twórczość pana Andersena by wiedzieć, że właśnie tak się stanie.

Miejsce było tak piękne, że tata wyjął aparat i zaczął robić zdjęcia. Mama usiadła na trawie i nie mogła wydusić z siebie słowa z zachwytu. Wreszcie zawołała mnie i Krysię i powiedziała, żebyśmy zapamiętali tę chwilę ponieważ prawdopodobnie nigdy już nie zobaczymy tak pięknego miejsca.

Po małym śniadaniu (kanapki z serem żółtym i pomidorem, kawa z termosu dla dorosłych i sok truskawkowy dla nas, dzieci), postanowiliśmy przejść się trochę po okolicy. Tata zaproponował, żebyśmy obeszli jezioro, wszyscy chętnie się zgodzili.

Brzegiem jeziora prowadziła wąska ścieżka, widocznie nie tylko my wpadliśmy na pomysł takiej przechadzki. Uszliśmy zaledwie parę metrów, kiedy siostra zawołała nas. Krysia nachylała się nad powierzchnią jeziora i uważnie w coś wpatrywała. Pochyliliśmy się razem z nią i dostrzegliśmy czerwono-złote rybki, które zwinnie pływały między kamieniami. Pokruszyliśmy trochę chleba, rybki zjadły go z apetytem. A potem zaczęły tańczyć w przedziwny sposób. Śmigały tak szybko, że mieliśmy wrażenie, jakby cała woda była złota i czerwona. Krysia powiedziała, że może w ten sposób dziękują nam za poczęstunek.

Szliśmy dalej. Nagle zza brzóz zamigotało cos kolorowego. Poszliśmy sprawdzić, jaką niespodziankę tym razem zgotowała nam okolica. Zobaczyliśmy piękna łąkę. Mówiąc piękna, nie mam na myśli pospolitej urody, a czyste piękno. W takich miejscach jak to, nie sposób jest nie wierzyć w Boga, pomyślałem, a może były to słowa wyszeptane przez mamę?

Łąka była tak wielka, że nie widzieliśmy jej końca. Rosły na niej kwiaty, które mieniły się wszystkimi kolorami tęczy. Łąka robiła wrażenie obsypanej klejnotami: szafirami, perłami, rubinami, szafirami i turkusami. Na dodatek nad kwiatami tańczyły w świetle słońca wspaniałe motyle. Cała łąka pachniała tak pięknie, że najdroższe perfumy mogłyby iść w odstawkę. Mama pokazywała nam różne kwiaty i mówiła nam, jak się nazywają po polsku, francusku i po łacinie. Mama jest biolożką, a francuski to jej ulubiony język. Twierdzi, że to najpiękniejszy język na świecie. Potem opowiadała nam o motylach, ale potrafiła rozpoznać tylko kilka z nich. Mama zaproponowała, żebyśmy zatrzymali się tu na chwilę i nasycili oczy pięknem świata. Bez wahania zgodziliśmy się. Po prostu staliśmy bez słowa i baliśmy się poruszyć, by to czarowne miejsce nie rozwiało się, nie zniknęło jak sen.

Staliśmy tak bardzo długo, aż wreszcie zapadła noc. Las szumiał łagodnie. Niebo wyglądało jak płachta czarnego aksamitu, na której ktoś rozsypał perły. Gwiazdy lśniły. Postanowiliśmy, że poczekamy na spadająca gwiazdę. Po kilku minutach zauważyliśmy ją, mknęła w dół z niezwykłą gracją. Każde z nas pomyślało jakieś życzenie. Moje było bardzo proste - aby na świecie było więcej takich miejsc i żebym ja zawsze był tak szczęśliwy, jak w tej chwili.

Ta wycieczka dookoła świata była tematem naszych rozmów przez wiele lat. Opasłe albumy ze zdjęciami ciągle stoją na honorowym miejscu w naszym salonie. Z podróży tej przywieźliśmy wiele pięknych wspomnień, ale ten czarowny dzień w Szwajcarii z pewnością jest najpiękniejszym z nich.


Zgodnie z regulaminem serwisu www.bryk.pl prawa autorskie do niniejszego materiału posiada Wydawnictwo GREG. W związku z tym, rozpowszechnianie niniejszego materiału w wersji oryginalnej albo w postaci opracowania, utrwalanie lub kopiowanie materiału w celu rozpowszechnienia w szczególności zamieszczanie na innym serwerze, przekazywanie drogą elektroniczną i wykorzystywanie materiału w inny sposób niż dla celów własnej edukacji bez zgody Wydawnictwa GREG podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności.

Ten portal korzysta z plików cookies w celu umożliwienia pełnego korzystania z funkcjonalności serwisu, dopasowania reklam oraz zbierania anonimowych statystyk. Obsługę cookies możesz wyłączyć w ustawieniach Twojej przeglądarki internetowej. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z ustawieniami przeglądarki.

Zamknij