Jak pisać

Rozwiń menu i zobacz wszystkie poradniki

Reportaż

Reportaż można opisać bardzo prosto – jako rodzaj sprawozdania, relację z jakichś wypadków, których uczestnikiem był autor. Może wydawać się podobny do zwyczajnego opowiadania, lecz zawsze opiera się na bezpośrednio zebranych przez autora, autentycznych materiałach, np. obserwacjach czy zapiskach poczynionych w czasie wycieczki, spotkania towarzyskiego, pobytu w jakiejś miejscowości, uczestnictwa w takiej czy innej uroczystości itp.

Forma ta, jakkolwiek ma więcej cech zwykłej relacji z autentycznych wydarzeń, jest próbą interpretacji przedstawionych zjawisk. Ze względu na tematykę wyróżniamy reportaż społeczny, obyczajowy, podróżniczy, polityczny, wojenny. Reportaż stanowi jeden z gatunków twórczości dziennikarskiej.

Istnieje szczególna odmiana reportażu określana mianem literackiego, w którym w opisie wydarzeń stosuje się wiele środków artystycznych. W praktyce nieraz zaciera się częściowo granica pomiędzy reportażem dziennikarskim a literackim.

ŻELAZNE ZASADY
  1. Pisz o tym, co widziałeś, słyszałeś, przeżyłeś.
  2. Zawsze poinformuj odbiorcę o miejscu i czasie wydarzenia.
  3. Zastanów się, dlaczego chcesz napisać właśnie o tym wydarzeniu czy sytuacji – co w nich było ciekawego, nietypowego, jakie refleksje wywołały. Wpleć te przemyślenia i odczucia w tekst.
  4. Pisz o osobach uczestniczących w opisywanych sytuacjach, ich reakcjach, zachowaniach, wypowiedziach.
  5. Umieszczaj fragmenty dialogowe, przytaczając wypowiedzi uczestników wydarzenia. To zdynamizuje twoje wypracowanie i pomoże zaciekawić odbiorcę.
  6. Kładź szczególny nacisk na fakty i momenty najważniejsze, dzięki czemu wpłyniesz na emocje czytelnika.
  7. Używaj ładnego, literackiego języka, stosuj bogate i zróżnicowane słownictwo.
PRZYKŁAD REPORTAŻU
Znaki pamięci

Pierwszy listopada. Dzień, jak na Wszystkich Świętych, wyjątkowo piękny. Słońce od południa nieśmiało wyglądające zza chmur, teraz rzuciło z góry snop ciepłych promieni, które dodały blasku ludzkim twarzom, wspaniałym nagrobnym pomnikom i odkryły schowane w resztkach pożółkłych traw i stertach opadłych z drzew liści zapomniane mogiły.

Ludzi na cmentarzu jeszcze niewiele, ale już widać, jak ciągną zewsząd rodzinami, mniejszymi i większymi grupkami lub pojedynczo, niosąc naręcza kwiatów i kolorowe, przeróżne wieńce. Powoli też wypełnia się samochodami różnych firm zachodnich oraz wozami polskimi niewielki plac przy cmentarzu. Kiedy nie starczy na nim miejsca, pozostałe utworzą szpaler wzdłuż szosy. Tak dzieje się każdego roku.

Cmentarz, można powiedzieć to bez przesady, tonie w powodzi kwiatów, które falują leciutko kołysane powiewem zachodniego wiatru. Przeważają zdecydowanie białe chryzantemy. Tylko gdzieniegdzie, jak porzucone wysepki, pysznią się kwiaty złociste lub po prostu żółte.

Wokół mogił stoją, klęczą lub poruszają się ludzie starsi, młodzież i dzieci. Ubrani różnie, najczęściej w kurtki i jesionki, a przezorni nawet w kożuchy i futra. Wpatrują się w migocące płomienie kolorowych zniczy, przeróżnych kształtów i rozmiarów. Niektórzy prowadzą rozmowy ze spotkanymi na cmentarzu członkami rodzin i znajomymi.

W tym dniu jesteśmy wszyscy dziwnie sobie bliscy. My, jeszcze tu, i oni – już tam. A odeszło ich wielu. Chociażby z moich najbliższych i znanych mi osób: ciocia Józia, dziadek Staszek, babcia Kazia, pani Miłka – sąsiadka z piętra, kolega z klasy – Julek.

Pamięć przywołuje coraz to nowe postacie: pan Tomasz – woźny szkolny, pan Teofil – ojciec Marysi, mama Kasi, brat Roberta. Żniwo śmierci w ostatnich latach było ogromne. Dziś tylko kwiaty i znicze na grobach świadczą o pamięci, która została po zmarłych. Rozglądam się wokół. Rozpoznaję twarze widziane tu w minionych latach. Jest ich chyba mniej. Szczególnie tych starszych. Patrzę na moich rówieśników i tych nieco starszych ode mnie. Niektórzy z nich pochylają się, by zapalić zgaszone podmuchem wiatru znicze. Co myślą? Ilu z nich zastanawia się w tym momencie nad istotą życia?

Procesja, która minąwszy bramę cmentarną przeszła alejkami cmentarza, zbliżyła się do kaplicy, w której odprawiona będzie msza święta. Za krzyżem podąża ksiądz z kropidłem w ręku, w towarzystwie organisty i ministranta niosącego skrzypiący głośnik. Wchodzą do kaplicy. Echo roznosi po wszystkich zakamarkach cmentarza zakończenie żałobnej pieśni „... daj im wieczne spoczywanie”.

Zwracam wzrok w prawo. Niedaleko od miejsca, w którym stoję z rodziną, wznosi się pomnik ofiar II wojny światowej. Moi koledzy – harcerze pełnią wartę. Ktoś robi im zdjęcie. W tym samym momencie podchodzi do pomnika elegancka kobieta w średnim wieku. Nietutejsza, słyszę za plecami. Pani ta składa na płycie dużą wiązankę biało-czerwonych róż. Potem nachyla się do pełniącego wartę mego kolegi Wojtka i coś mu szepce do ucha. Wojtek ze zrozumieniem kiwa głową i uśmiecha się do pani. Po chwili coś do niej mówi. Nieznajoma wydaje się być zadowolona. Kładzie rękę Wojtkowi na ramieniu, trzyma ją chwilę, a następnie odchodzi wolno w kierunku bramy cmentarnej.

W kaplicy naprzeciw grobów dziadków trwa msza. Monotonne słowa kapłana i odpowiedzi wiernych łączą się z szelestem opadających jesiennych liści.

Słońce zaczyna chować się za chmury. Zrywa się wiatr, który gasi tu i ówdzie płomienie świec i nagrobnych zniczy. Niedługo zapadnie zmrok. Odejdą do swoich domów żywi, do przerwanego snu wrócą umarli. Płomienne ogniki – znaki pamięci długo jeszcze będą rozświetlać ciemności nocy.